Dla mieszkańców Poznania piątkowy poranek 1 września miał wyglądać zupełnie inaczej. Kończyły się wakacje, a dzieci i młodzież powinny rozpoczynać kolejny rok szkolny. Zamiast pierwszych lekcji pojawiły się jednak informacje o niemieckiej agresji. Rok szkolny nie został zainaugurowany, a uczniowie oczekiwali przy szkołach na wiadomości o tym, co będzie dalej.
Wojna rozpoczęła się bez formalnego wypowiedzenia. W materiałach prasowych z pierwszych dni września wiadomości o niemieckich atakach mieszały się z przekazem mającym podtrzymywać morale społeczeństwa. Gazety informowały o bombardowaniach i walkach, ale publikowały również przesadzone, a czasem nieprawdziwe doniesienia o polskich sukcesach i rychłych działaniach zachodnich sojuszników.
W Poznaniu alarm w jednostkach wojskowych ogłoszono około godz. 5.00. O godz. 8.30 mieszkańcy usłyszeli pierwszy alarm przeciwlotniczy. Nad miastem pojawił się niemiecki samolot rozpoznawczy. Nalot jednak nie nastąpił i alarm odwołano.
Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa. Urzędy przygotowywały się do ewakuacji, a wielu mieszkańców próbowało wydostać się z miasta. Szczególnie tłoczno zrobiło się na Dworcu Głównym i w pociągach jadących na wschód. Jeszcze przed południem część poznaniaków nie zdawała sobie sprawy ze skali wydarzeń.
Wszystko zmieniło się około południa.
Nad Poznaniem pojawiły się niemieckie bombowce. Pierwszy atak nastąpił tak niespodziewanie, iż alarm ogłoszono dopiero w chwili rozpoczęcia bombardowania. Jednym z głównych celów stały się Dworzec Główny oraz lotnisko wojskowe na Ławicy.
Bomby spadły jednak także na miasto. Luftwaffe zaatakowała Zakłady H. Cegielskiego, okolice Łazarza, Jeżyce w rejonie Ogrodu Zoologicznego, a także Główną i Naramowice. Ucierpiały budynki mieszkalne. Wśród ulic, przy których doszło do zniszczeń, wymieniane są m.in. Kanałowa, Klonowicza, Chełmońskiego i Grunwaldzka.
Poznań nie pozostał całkowicie bezbronny. Ogień do niemieckich maszyn otworzyła m.in. obrona przeciwlotnicza przy zakładach Cegielskiego. Tego dnia nad miastem doszło również do walk polskich pilotów z Luftwaffe. Trzej piloci PZL P.11c ze 132. Eskadry Myśliwskiej podjęli walkę z niemiecką wyprawą bombową i jej osłoną.
Szczególnie dramatyczna sytuacja panowała na Ławicy. Niemieckie bomby uderzyły w 3. Bazę Lotniczą w czasie trwającej ewakuacji. Uszkodzone zostały hangary i inne obiekty lotniska. Według IPN w pierwszych bombardowaniach na samym lotnisku zginęło około 40 osób, przede wszystkim żołnierzy.
Nie był to koniec.
Niemieckie samoloty wracały nad Poznań. Kolejny atak na Ławicę nastąpił kilkadziesiąt minut później, następny około godz. 15.00. Najtragiczniejsze chwile miały jednak dopiero nadejść.
Około godz. 18.00 rozpoczął się najcięższy nalot tego dnia. Według IPN nad Poznań nadleciało około 110 niemieckich bombowców. Ponownie atakowano Ławicę i Dworzec Główny, ale również Zakłady Mundurowe na Jeżycach, mosty na Warcie oraz inne części miasta. Bomby spadały na budynki mieszkalne, a Luftwaffe atakowała również pociągi ewakuacyjne.
Wojna uderzała więc nie tylko w obiekty wojskowe. Jej ofiarami od pierwszych godzin byli zwykli poznaniacy próbujący opuścić miasto, ludzie znajdujący się na ulicach i mieszkańcy kamienic położonych w pobliżu bombardowanych celów.
Jedną z najmłodszych znanych ofiar był dziewięcioletni Adam Jazica z ul. Suchej. Jak opisuje IPN, chłopiec zginął, gdy wyszedł kupić czekoladę. Jego ciało rozpoznano między innymi dzięki monecie, którą przez cały czas trzymał w dłoni.
Zginęli również młodzi ludzie zaangażowani w obronę miasta. Podczas wieczornego nalotu na ul. Bukowskiej poległ harcerz Henryk Wysocki, skierowany do placówki obrony przeciwlotniczej.
Dokładne liczby ofiar pierwszego dnia wojny różnią się w zależności od opracowania. IPN podaje, iż straty Poznania 1 września przekroczyły 250 zabitych, z których większość stanowili cywile. Inne opracowania mówią o około 200 ofiarach. Nie zmienia to skali tragedii – wojna już pierwszego dnia zebrała w mieście krwawe żniwo.
Dla Poznania 1 września był dopiero początkiem katastrofy.
Zgodnie z polskim planem obronnym „Zachód” Wielkopolska nie miała stać się obszarem długotrwałej obrony. Dowództwo przewidywało, iż główne niemieckie uderzenia będą zmierzały w kierunku Warszawy, grożąc oskrzydleniem wojsk znajdujących się w regionie. W następnych dniach polskie jednostki zaczęły więc opuszczać Poznań i kierować się na wschód.
Dla mieszkańców musiał to być szczególnie bolesny widok. Poznań znajdował się w granicach odrodzonej Polski zaledwie od dwóch dekad. Wielkopolanie sami wywalczyli jego powrót do Rzeczypospolitej w zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim. Teraz niemieckie wojska ponownie zbliżały się do miasta.
Pierwszego dnia wojny poznańska prasa – podobnie jak gazety w całym kraju – próbowała podtrzymywać przekonanie, iż Polska jest w stanie skutecznie przeciwstawić się agresorowi. Jeszcze 1 września „Nowy Kurjer” przekonywał czytelników o braku szans Hitlera na zwycięstwo.
Rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Niemiecka okupacja Poznania trwała ponad pięć lat. Miasto zostało włączone bezpośrednio do III Rzeszy i stało się stolicą utworzonego przez okupanta Kraju Warty. Rozpoczął się okres terroru, egzekucji, wysiedleń, germanizacji oraz systematycznego niszczenia polskich elit i polskiego charakteru miasta.
Dlatego 1 września w historii Poznania nie jest wyłącznie rocznicą wydarzeń rozgrywających się setki kilometrów dalej, na Westerplatte czy w Wieluniu. Wojna przyszła do miasta już pierwszego dnia. Jej pierwszym obrazem dla tysięcy poznaniaków były syreny alarmowe, niemieckie samoloty nad dachami, eksplozje w okolicach dworca i Ławicy oraz zabici leżący na ulicach miasta, które jeszcze poprzedniego dnia żyło pokojową codziennością.











