24 lutego 2022 roku na całym świecie mówiło się tylko o jednym i był to oczywiście konflikt zbrojny na Ukrainie, ale w jednym kraju niemal od początku mówiło się coś jeszcze: „to też nasza wojna”. Tym krajem nie była Ukraina, tylko Polska i co najbardziej zaskakujące, to absurdalne hasło było wypowiadane chóralnie ponad wszelkimi podziałami politycznymi i społecznymi. Histeryczne i naiwne stanowisko polskiego rządu, prezydenta i prawie całej opozycji, skutkowało fatalnymi decyzjami, które kosztowały nas miliardy złotych i jak wiadomo w rewanżu otrzymaliśmy promile wymuszonej wdzięczności.
Polska oddała Ukrainie prawie cały sprzęt proradziecki i to w znacznie lepszej kondycji niż wyszedł z fabryki, bo większość została zmodernizowana za grube pieniądze. Byliśmy też jedynym krajem, który przyjmował Ukraińców bez żadnych limitów i choćby dokumentów, do tego otrzymali pełną opiekę socjalną i darmowe zakwaterowanie. Nie brakowało też szalonych pomysłów, a na najbardziej szalony pomysł wpadł prezydent Andrzej Duda! Bez porozumienia z NATO samoloty bojowe miały startować i lądować w Polsce. Gdyby doszło do realizacji tego planu, to „nasza wojna” z hasła propagandowego zamieniłaby się w tragiczny fakt. Na szczęście bardzo gwałtownie zainterweniował sekretarz generalny NATO Mark Rutte i to szaleństwo zostało zatrzymane.
Z czasem przyszło lekkie otrzeźwienie, a pierwsze pojawiło się w 2023 roku w okresie kampanii parlamentarnej, kiedy to jednym z tematów było ukraińskie „zboże technologiczne”. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero pod koniec maja 2026 roku, kiedy to prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy (Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ”) honorowe imię „Bohaterów UPA”. Znów nastąpił cud i cała klasa polityczna zaczęła mówić jednym, pełnym oburzenia, głosem, ale okazuje się, iż czymś innym są słowa i czymś innym czyny. Dziś w programie „Kawa na ławę” szef BPM w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz, potwierdził medialne doniesienia dotyczące kolejnych bardzo drogich prezentów dla Ukrainy, co w sposób znaczący osłabia nasze bezpieczeństwo.
Niestety, to jest bardzo prawdopodobne, iż rząd wiosną przekazywał Ukrainie rakiety do systemów Patriot. I mało tego, według moich informacji pozostało tak, iż odstąpił choćby kolejkę w amerykańskich fabrykach.
Jeśli do konfliktu zbrojnego na Ukrainie podejść cynicznie, to dla Polski taki stan rzeczy paradoksalnie jest gwarancją bezpieczeństwa. Dopóki Rosja bije się z Ukrainą i odwrotnie, w Polsce mamy spokój. Z tego punktu widzenia wsparcie dla Ukrainy nie jest strategicznym błędem, wręcz przeciwnie, ta inwestycja jest jednym z istotnych elementów ochrony naszej wschodniej granicy. Problem polega jednak na tym, iż zarówno poprzedni, jak i obecny rząd nie potrafi sobie postawić rozsądnego limitu wsparcia i co gorsza nie prowadzi polityki transakcyjnej. Przekazujemy Ukrainie więcej niż powinniśmy, a w zamian otrzymujemy pogardliwe wzruszenie ramion i jednostką wojskową im. „Bohaterów UPA”. Czas najwyższy, żeby ostatecznie skończyć z doktryną „to też nasza wojna”, bo jak nie daj Boże rzeczywiście wojna w Polsce wybuchnie, to zostaną nam tylko niemieckie hełmy przekazane w darze.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!









