Alarm na polskim niebie. Myśliwce w akcji. Polska zamyka dwa lotniska

warszawawpigulce.pl 1 godzina temu

Wtorkowy poranek przyniósł niespodziewane utrudnienia dla podróżnych na wschodzie kraju. Polska Agencja Żeglugi Powietrznej podjęła decyzję o tymczasowym zamknięciu przestrzeni powietrznej dla lotów cywilnych nad częścią terytorium. Powodem była konieczność ustąpienia miejsca wojskowym maszynom, które zostały poderwane w trybie alarmowym. Wszystko to działo się w cieniu zmasowanego, rosyjskiego ataku na Ukrainę.

Fot. Warszawa w Pigułce

Pasażerowie korzystający z portów lotniczych w Rzeszowie i Lublinie musieli uzbroić się w cierpliwość. We wtorek rano wstrzymano tam wszelkie operacje lotnicze, aby zapewnić pełną swobodę działania polskiemu lotnictwu wojskowemu. Blokada miała jednak charakter tymczasowy – sytuacja została opanowana, a ruch cywilny przywrócono po godzinie 7:40.

Rutynowa prewencja czy realne zagrożenie?

Poderwanie polskich myśliwców wywołało zrozumiały niepokój, jednak przedstawiciele armii i rządu natychmiast wyjaśnili kontekst operacji. Major Ewa Złotnicka z Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych zapewniła, iż bezpieczeństwo polskiej przestrzeni powietrznej nie było zagrożone, a podjęte kroki miały charakter czysto prewencyjny.

Głos w sprawie zabrał również wiceszef MON, Cezary Tomczyk. Wyjaśnił on, iż polskie siły powietrzne stosują zasadę dmuchania na zimne. Za każdym razem, gdy Federacja Rosyjska aktywuje swoje lotnictwo strategiczne lub systemy mogące przenosić rakiety, Polska automatycznie stawia swoje systemy obronne w stan najwyższej gotowości.

Tragiczna noc w Ukrainie. Kijów bez ciepła i ofiary śmiertelne

Mobilizacja polskiego wojska była bezpośrednią odpowiedzią na to, co działo się za naszą wschodnią granicą. Noc z 19 na 20 stycznia okazała się koszmarem dla mieszkańców Ukrainy. Rosjanie przeprowadzili skoordynowany atak przy użyciu dronów, rakiet balistycznych oraz bomb szybujących, a z bazy Olenia wystartowały bombowce strategiczne Tu-95.

Skutki nalotów są opłakane. W Kijowie zginął 50-letni mężczyzna, którego mimo natychmiastowej pomocy medycznej nie udało się uratować. W obwodzie dniepropietrowskim fala uderzeniowa raniła inną osobę i uszkodziła budynek mieszkalny.

Agresor celował w infrastrukturę krytyczną i cywilną. W stolicy Ukrainy uszkodzono stacje benzynowe, a tysiące mieszkań zostało odciętych od podstawowych mediów. Mer Kijowa przekazał, iż ponad 5,5 tysiąca budynków straciło ogrzewanie, co w środku zimy stanowi śmiertelne zagrożenie. Problemy dotknęły także kijowskie metro, które z powodu spadków napięcia i trwającego alarmu musiało ograniczyć kursowanie pociągów.

Idź do oryginalnego materiału