Gdy większość mieszkańców regionu we wtorkowy poranek zbierała się do codziennych obowiązków, ekrany ich telefonów rozbłysły ostrzegawczymi komunikatami. "Uwaga! Rosyjski atak powietrzny"O godz. 5.23 Rządowe Centrum Bezpieczeństwa oraz służby uruchomiły alert. Krótka treść nie pozostawiała złudzeń co do sytuacji:„UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów”.Czytaj też: Nowe wydanie "Kroniki Tygodnia" od 20 października w sprzedaży! Sprawdź, o czym przeczytaszJuż w poniedziałkowy wieczór mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia kilkukrotnie otrzymywali alerty RCB. Pierwszy alarm dotarł około godziny 21:00 (odwołany po 22:30), a kolejny – tuż po godzinie 23:00, utrzymywał się do północy. Ostatni poranny komunikat był jednak eskalacją napięcia, która zmusiła służby do natychmiastowej
reakcji.Dron tuż obok polskiej granicy?Oliwy do ognia dolały nieoficjalne doniesienia zza naszej wschodniej granice. Według monitorujących ruch powietrzny kanałów informacyjnych, w trakcie nocnych nalotów jeden z rosyjskich bezzałogowców miał pojawić się w obwodzie wołyńskim – zaledwie około 20 kilometrów od granicy z Polską, w rejonie Włodzimierza Wołyń
skiego.Choć polskie władze uspokajają, iż sytuacja jest pod pełną kontrolą, a nasze lotnictwo i sojusznicy stale monitorują przestrzeń powietrzną, bliskość zagrożenia sprawia, iż w regionie czuć było realny niepokój. Mieszkańcy proszeni są o zachowanie czujności i baczne śledzenie kolejnych komunikatów służb.