Alicja Grześkowiak (1933–2025) – spełnione ostatnie życzenie mieszkanki Lubonia

gazeta-lubon.pl 1 godzina temu

14 stycznia 1933 roku w Poznaniu przyszła na świat Alicja Grześkowiak. Zmarła 15 maja 2025 roku w Luboniu, przeżywszy 92 lata. Przed śmiercią pozostawiła rodzinie szczególną prośbę, aby po jej odejściu na łamach Gazety Lubońskiej (dawniej „Wieści Lubońskie”) opublikować jej wspomnienia. Na trzech odręcznie zapisanych kartkach zawarła historię swojego życia. Dziś prezentujemy jej losy splecione z historią Lubonia, parafią św. Jana Bosko oraz dramatycznymi dziejami XX wieku.

Dzieciństwo między Poznaniem a Luboniem

Alicja urodziła się przy ul. Wierzbięcice w Poznaniu jako córka Stefanii i Czesława Mollerów. Ojciec był drukarzem-kalkulatorem, pracował m.in. przy organizacji Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku oraz na Targach Poznańskich. Matka prowadziła sklep z kapeluszami, a babcia Aniela Bielerzewska (matka Stefanii) prowadziła sklep kolonialny przy ul. Wierzbięcice w Poznaniu. W 1938 roku rodzina zamieszkała w nowo wybudowanym domu przy ul. Piłsudskiego w Luboniu (dziś ul. Okrzei). Lata te Alicja wspominała jako spokojne i szczęśliwe. Proboszczem parafii był wówczas jej wujek, ks. Ludwik Bielerzewski, który kontynuował budowę kościoła pw. św. Jana Bosko. Sielankę przerwał wybuch II wojny światowej.

Wojna i cud ocalenia

1 września 1939 roku nad Luboniem przeleciały niemieckie bombowce. Ojciec Alicji został zmobilizowany i trafił do miejscowości Równe na Wołyniu, gdzie dostał się do niewoli sowieckiej. Czesław Moller trafił do obozu jenieckiego w Ostaszkowie, mieszczącego się w dawnym klasztorze prawosławnym. Ostaszków był jednym z obozów NKWD, z których wiosną 1940 roku wywożono polskich jeńców na egzekucje w ramach zbrodni katyńskiej. Tutaj bardzo ciężko zachorował. Jego stan zdrowia był tak zły, iż uznano go za nieżywego i wywieziono do kostnicy poza obozem. Uratowali go przypadkowi ludzie. Na szczęście nie podzielił losu tysięcy polskich oficerów zamordowanych w 1940 roku. W 1943 roku wraz z Armią Andersa wydostał się z ZSRR do Persji, a następnie przebywał w Palestynie. Do Polski powrócił dopiero w 1946 roku, po siedmiu latach wojennej tułaczki.

W czasie okupacji rodzina została wysiedlona z domu. Po powrocie w 1945 roku zastała go zdewastowanego i zajętego przez żołnierzy radzieckich. Przez pewien czas rodzina Alicji mieszkała w piwnicy własnego domu.

Dom otwarty dla parafii

Po wojnie w domu państwa Mollerów zamieszkał nowy proboszcz parafii św. Jana Bosko, ks. Teodor Nogala. Przebywał tam ponad pięć lat. W domu odbywały się spotkania i uroczystości parafialne, gościł tam również arcybiskup Walenty Dymek. Alicja angażowała się w życie religijne – należała do Krucjaty Eucharystycznej, Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Luboniu: Młode Polki oraz chóru kościelnego. Uczęszczała również na zbiórki harcerskie.

Miłość, praca i służba społeczna

29 października 1955 roku wyszła za mąż za Alojzego Grześkowiaka, technika ekonomistę i głównego księgowego w biurze turystycznym w Poznaniu. Był wieloletnim członkiem chóru „Bard” i zespołu „Ton”, w którym grał na skrzypcach. Małżonkowie przeżyli razem 48 lat. Po śmierci pierwszego męża Alicja ponownie wyszła za mąż za Stanisława Jabłońskiego, dyrektora przedsiębiorstwa transportu krajowego i zagranicznego w Opolu, również miłośnika muzyki. Przez 42 lata pracowała w księgowości, w tym przez 35 lat jako naczelnik działu księgowości w PKO Banku Polskim w Poznaniu. Została uhonorowana Złotym Krzyżem Zasługi, Srebrną Odznaką dla Finansistów oraz Odznaką Honorową Miasta Poznania. Pełniła także funkcję ławnika w Sądzie Rejonowym w Poznaniu i angażowała się w prace społeczne.

Chór „Bard” i dar dla parafii

Od 1984 roku Alicja Grześkowiak śpiewała w chórze „Bard”. Z okazji 75-lecia działalności zespołu otrzymała odznakę Honorowego Związku Chórów i Orkiestr. W 2007 roku ufundowała dla kościoła pw. św. Jana Bosko w Luboniu obraz olejny przedstawiający św. Cecylię – patronkę muzyki kościelnej, organistów i chórzystów. Dzieło zawisło nad wejściem na chór, stając się trwałym znakiem jej przywiązania do wspólnoty parafialnej.

Strażniczka pamięci

W maju 2007 roku na łamach „Wieści Lubońskich” ukazały się jej wspomnienia opracowane przez Stanisława Malepszaka. Udzieliła również materiałów do „Rocznika Historycznego Lubonia” (nr 6, 2022). W październiku 2014 roku zainspirowana publikacją „200 lat oświaty w Luboniu” zorganizowała spotkanie klasowe absolwentów Szkoły Podstawowej nr 2 z rocznika 1948 – po 66 latach od ukończenia szkoły. Na spotkanie przybyło 8 osób. Uczestnicy rozmawiali o swojej wychowawczyni śp. Zofii Niwińskiej-Proniewskiej oraz o szkolnych kolegach i koleżankach, którzy nie mogli przybyć lub już odeszli. Grą na skrzypcach spotkanie uprzyjemnił mąż pani Alicji, Stanisław.

Życie zapisane w pamięci miasta

Alicja Grześkowiak nie miała dzieci. Jej domem w Luboniu opiekuje się dziś wnuk siostry Anieli Bielerzewskiej. Pozostawiła po sobie nie tylko wspomnienia, ale także konkretne dzieła – obraz w kościele, publikacje historyczne i świadectwo aktywnego życia. Jej biografia to opowieść o pokoleniu, które doświadczyło wojny, odbudowy kraju, przemian ustrojowych, a mimo to potrafiło zachować wiarę, pracowitość i społeczne zaangażowanie. W odręcznie zapisanych kartkach, które nam pozostawiła, bije spokojny głos osoby głęboko związanej ze swoim miastem i jego mieszkańcami. Spełniając jej ostatnią wolę, przekazujemy tę historię mieszkańcom Lubonia – jako fragment wspólnej pamięci, ale też jako ciche przypomnienie, iż zwyczajne życie przeżyte uczciwie ma swoją wielką wartość.

Beata Spychała

Alicja Grześkowiak fot. Zb. Marka Wybieralskiego
Rękopis adresowany do „Wieści Lubońskich” i Chóru „Bard” fot. Zb. Marka Wybieralskiego
Idź do oryginalnego materiału