Bolesław Wójcik. Przywrócić pamięć

gazetatrybunalska.info 6 dni temu

Chociaż młodość spędził w Sulejowie i w szeroki świat wyruszył z rodzinnego domu na Dobrej Wodzie, to w świadomości mieszkańców Sulejowa jego losy absolutnie nie są znane. Nie wiedzieli o nim choćby polityczni aktywiści oraz społecznicy, którzy przed laty budowali sulejowski pomnik katyński…

Bolesław Wójcik, ur. 27 marca 1911 roku w Aleksandrowie, starszy z synów Antoniego i Anny z Królów, którzy tuż przed zakończeniem pierwszej wojny światowej przenieśli się z Dębowej Góry (teren obecnej gminy Aleksandrów w powiecie piotrkowskim) do Sulejowa. Zachowało się jedno z jego świadectw szkolnych, które otrzymał na zakończenie roku szkolnego 1922/1923. Brat Tadeusza Wójcika, o którym pisałem w materiale z dnia 18 stycznia bieżącego roku.

Po odbyciu służby wojskowej postanowił związać swoją przyszłość z pracą w policji. Do policji przyjęty 8 kwietnia 1936 w charakterze kandydata kontraktowego na szeregowego. Po ukończeniu pięciomiesięcznego kursu w Normalnej Szkole Fachowej (NSzF) dla Szeregowych Policji Państwowej w Mostach Wielkich, w dniu 15 października 1936 roku został skierowany do województwa nowogródzkiego i przydzielony na służbę do posterunku w Siniawce, powiat Nieśwież (obecnie teren Białorusi). Podpisał wówczas dziesięcioletni kontrakt, który min. zakazywał zawierania małżeństwa w czasie służby.

Z tego okresu nie pozostało zbyt wiele pamiątek: cztery zdjęcia (dwa takie same, tyle, iż jedno z dedykacją) i zdjęcie z jakiegoś przemarszu policyjnej kompanii z roku 1938. Niestety, z kilku zachowanych śladów po napisach niczego nie da się już odczytać… I zdjęcie z bratem Tadeuszem na progu rodzinnego domu na Dobrej Wodzie.

W Siniawce zastała go II wojna światowa i wkroczenie w dniu 17 września 1939 roku Armii Czerwonej. Więziony min. w obozie w Ostaszkowie, skąd przysyłał do rodziny oraz przyjaciół kartki pocztowe. Pierwszą, z dnia 27 listopada 1939 roku skierował na ręce swojego ojca Antoniego Wójcika. Do rodziny pisał tak:

Kochani Rodzice!

Korzystam z pierwszej okazji, aby dać wam o sobie wiadomość. Otóż jestem w Rosji. Zdrów i cały. Opiszcie mi wszystko, w ogóle kto żyje, kto zdrowy, a kto zginął w tej piekielnej wojnie. (…).

Druga kartka, napisana 15 grudnia 1939 roku została nadana dopiero 15 lutego 1940 roku. Była ona adresowana do przyjaciela Ignacego Byczka mieszkającego przy ul. Opoczyńskiej w Sulejowie. Zawierała podobną treść jak kartka poprzednia, a została wysłana na wypadek, gdyby rodzice nie żyli lub pierwsza kartka do nich by nie dotarła. Czy otrzymał jakąkolwiek odpowiedź – tego nie wiadomo.

Co było dalej – wszyscy wiemy. 13 kwietnia 1940 roku znalazł się na liście „dyspozycyjnej” NKWD, co oznaczało transport do nieodległego Kalinina (obecnie: Twer) i śmierć poprzez rozstrzelanie.

Oczywiście, rodzina cały czas nie miała pojęcia, co się z nim stało i próbowała odnaleźć jakikolwiek po nim ślad. Świadczy o tym chociażby list nadesłany z Neapolu w październiku 1946 r. Jego autorem był sąsiad, a zarazem kolega braci Wójcików Bolesława i Tadeusza, Leonard Brzeziański, który wraz armią gen. Andersa wyszedł z Rosji i walczył później min. pod Monte Cassino.

Drogi Tadziu (…) odpisuję Ci natychmiast, odpowiem na wszystkie pytania, które Cię tylko interesują. Wiem, iż jesteś zmartwiony, iż nie mam wiadomości od twojego brata. Dokładnie co się stało z twoim bratem, tego powiedzieć ci nie mogę, dlatego, iż Bolka nigdzie nie spotkałem. Ale byłem na Syberii w wiecznych śniegach i lodach przez półtora roku (…).

Dzisiaj już wiemy, iż Bolesław Wójcik spoczywa z dala od swojej rodzinnej ziemi, na cmentarzu w Miednoje, razem z 6.228 innymi ofiarami z obozu w Ostaszkowie. Jego pamięci poświęcona jest jedna z tablic. Niestety, nazwisko Bolesława Wójcika nie figuruje na sulejowskim pomniku katyńskim, nie ma go też wśród nazwisk ofiar II wojny światowej na pomniku znajdującym się na sulejowskim cmentarzu. Przez moment koło pomnika znajdowała się tabliczka pamiątkowa (w formie nekrologu) ustawiona przez rodzinę. Została jednak uszkodzona podczas prac porządkowych, a dziś nie ma po niej śladu… Trzeba by to zmienić i nie można tu powoływać się na rzekomy opór urzędników z IPN.

No cóż, kochani. Kolejna przejmująca historia bez happy endu. Warto o niej pamiętać, bo Bolesław Wójcik zginął dlatego, iż był Polakiem. Chociaż sam miewam pewne wątpliwości, a mianowicie, czy wraz z innymi zginął on „ZA Ojczyznę”, czy raczej zginął „PRZEZ Ojczyznę”. Wątpliwości – mimo oczywistego przebiegu samej zbrodni – są jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza, jeżeli przeczyta się wydaną w roku 2006 przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa obszerną pracę „Miednoje. Księga Cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego”.

Wątpliwości te powinny wybrzmieć dzisiaj na nowo. Nie z samego powodu kolejnej rocznicy tzw. mordu katyńskiego, a z powodu wielkiego zapału do wymachiwania szabelką, jaki przejawia część naszych rodaków niezbyt hojnie obdarzonych przez Pana Boga mądrością.

Mogę dodać, iż kolejnym mieszkańcem Sulejowa, który czeka na swoje honory, jest podporucznik Wojska Polskiego, ze starszeństwem od 01.06.1919 r. Narcyz Zakrzewski. Służył on w 28 oraz 72 Pułkach Piechoty. Wiemy, iż był więźniem obozu w Kozielsku, iż znalazł się na liście wywozowej nr 022/3 9 IV 1940, i iż zginął w Katyniu. I tam też spoczywa. Kto te sprawy doprowadzi do szczęśliwego finału?

→ Tomasz Miller

13.04.2026

• fotografie ze zbiorów braci Millerów

• więcej tekstów autora: > tutaj

• więcej o Katyniu: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału