Najpierw były oskarżenia, widmo wieloletnich wyroków i prokuratorskie zarzuty o rażące niedopełnienie obowiązków. Dopiero po miesiącach stresu, ekspertyz balistycznych i drobiazgowych śledztw wojskowy wymiar sprawiedliwości musiał przyznać to, o czym w armijnych korytarzach i na strzelnicach mówi się od dawna: problemem nie byli ludzie, ale trzymana przez nich w rękach, wyeksploatowana broń.