- Oczywiście, iż się baliśmy. Tylko idiota mógł się nie bać - stwierdził w Polsat News Ryszard Cholewa "Rysiek", wspominając wybuch Powstania Warszawskiego. Według niego decyzja o walce z okupantem została wydana "bez oceny sytuacji". - Powstanie musiało wybuchnąć. Narastało marzenie, żeby wreszcie skoczyć do gardła okupantom - stwierdził z kolei Bogdan Bartnikowski "Mały".
"Byliśmy szkoleni według trzech zasad". Powstańcy Warszawscy wspominają wybuch zrywu

W sobotę przypada 82. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, które było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie.
1 sierpnia 1944 r. do walki stanęło ok. 40-50 tys. powstańców. Planowane na kilka dni trwało ponad dwa miesiące. W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tys. powstańców, a 25 tys. zostało rannych. Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wyniosły ok. 180 tys. zabitych.
Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy, ok. 500 tys., wypędzono ze zniszczonego miasta, które po powstaniu Niemcy niemal całkowicie zburzyli.
"Decyzję o powstaniu wydano bez oceny sytuacji"
Wspomnieniami z tamtego okresu podzielił się w programie "Najważniejsze pytania" Ryszard Cholewa "Rysiek", który w 1943 roku wstąpił do Szarych Szeregów, czyli organizacji harcerskiej, która działała w okresie okupacji niemieckiej, gdzie pełnił funkcję łącznika. - Oczywiście, iż się baliśmy. Tylko idiota mógł się nie bać - stwierdził wspominając wybuch powstania.
- Wielu osobom wydaje się, iż to było dosyć spontaniczne działanie, iż wiele było planowane w pośpiechu. Tymczasem harcerstwo przygotowywało nas przez wiele miesięcy, wiele lat wcześniej do takiej służby - podkreślił.
- Przechodziliśmy normalne przeszkolenie harcerskie, musieliśmy być przygotowani, a potem było douczanie się w czasie powstania - dodał w rozmowie z Karoliną Olejak i Przemysławem Szubartowiczem.
ZOBACZ: Zmarła uczestniczka Powstania Warszawskiego. Józefa Marciniak miała 104 lata
- Byliśmy szkoleni według trzech zasad Szarych Szeregów. Dziś, jutro, pojutrze. Dziś jest szkolenie i przygotowanie do walki. Jutro będzie walka, ale pojutrze trzeba będzie odbudowywać kraj ze zniszczeń - wyjaśnił.
Ryszard Cholewa podkreślił, iż wspominając to, co wydarzyło się ponad 80 lat temu, nie można zapominać o "bohaterskiej ludności Warszawy". - Oni musieli wytrzymać te wszystkie dni powstania, bombardowań, głodu i to jest przepiękne bohaterstwo - powiedział.
- Pamiętam tą ciemność w piwnicach. choćby jak w dwa domy dalej uderzyła bomba, to się pył sypał i osiadał w ustach. I w tym przerażeniu, w czasie bombardowania, ludzie, odmawiane na głos litanię. Niektórzy ludzie wyskakiwali z tych piwnic, bo już nie mogli tego znieść. Ten nastrój przerażonych ludzi do dziś tkwi w mojej pamięci - wyjaśnił.
Powstaniec przypomniał, iż chociaż w pierwszych dniach powstania podejście ludności cywilnej do powstańców było pozytywne, to w kolejnych dniach już nie zawsze było tak entuzjastyczne.
Pytany o samą decyzję o wybuchu Powstania Warszawskiego ocenił, iż "były emocje, napięcie chęć walki", ale wydano ją "bez oceny sytuacji". - Nie byliśmy umówieni z armią, która stała na przedmieściach Warszawy. Nie braliśmy pod uwagę uderzenia dywizji "Hermann Göring", nie braliśmy pod uwagę wielu rzeczy - wyjaśnił.
- Widzieliśmy, iż powstanie idzie bez szans wygrania, bez zabezpieczenia, bez ochrony lotniczej. Przecież te naloty to było jakby oni sobie pokazali lotnicze robili, latali sobie jak chcieli i systematycznie bombardowali różne dzielnice miasta, po kolei równali je z ziemią. Coraz częściej trudno młodzieży odpowiedzieć na pytanie, jakie były korzyści powstania - przyznał.
"Jak słyszałem język niemiecki to drętwiałem ze strachu"
Inny uczestnik Powstania Warszawskiego, Bogdan Bartnikowski "Mały" stwierdził natomiast, iż debata historyczna na temat czy powstanie było potrzebne, czy nie "będzie się toczyła jeszcze prawdopodobnie co najmniej kilkadziesiąt lat".
- W mojej ocenie powstanie musiało wybuchnąć, nie mogło być inaczej - podkreślił. - Przez lata narastało marzenie o tym żeby wreszcie skoczyć do gardła okupantom - dodał.
- Mój stosunek do powstania i jego ocena, nie zmieniła się przez te wszystkie lata, mimo tego iż teraz wiem więcej o uwarunkowaniach politycznych i historycznych - zapewnił.
ZOBACZ: Nie żyje płk Urszula Tauer ps. "Ala". Powstanka warszawska miała 105 lat
- My jako młodzi ludzie chcieliśmy pomagać powstańcom. Wiedzieliśmy, iż dla nas nie ma broni, ale trzeba nie tylko walczyć, ale również pomagać, przenosić sprzęt, organizować coś i w tym się odnajdowaliśmy - stwierdził.
Po stłumieniu powstania Bogdan Bartnikowski trafił do obozu koncentracyjnego. - Trauma na pewno była, szczególnie w pierwszych latach po wojnie - powiedział.
- Jak po wojnie usłyszałem język niemiecki na ulicy, to drętwiałem ze strachu. Ale to przechodziło. To się zmniejszało wraz z upływem lat, sporo się jednak zapomina - dodał.
Według niego powinniśmy pamiętać i pielęgnować wspomnienia o powstaniu, ale nie można zapamiętywać się w przeszłości. - Młodzi ludzie powinni żyć teraźniejszością, ale też myśleć o przyszłości, bo to dzięki nim, dzięki ich pracy, ich umiejętnościom, Polska może być krajem bogatym, krajem ludzi szczęśliwych - podsumował.















