Cała rządowa flota w akcji. Polacy ewakuowaniu z regionu wojny

tulodz.pl 3 godzin temu

Do niedzieli, 8 marca, z regionu wyjechało już 7160 polskich obywateli, z czego 6769 wróciło lotami komercyjnymi, a 391 transportem organizowanym przez państwo. Tylko ostatnia operacja z Kataru zakończyła się sprowadzeniem 282 osób, które najpierw przewieziono konwojem autokarowym do Arabii Saudyjskiej, a stamtąd trzema samolotami do Polski.

Rząd wchodzi w stan najwyższej gotowości. Uruchomiono wszystkie samoloty do ewakuacji

Decyzja o pełnym uruchomieniu floty rządowej pokazuje skalę napięcia. Szef KPRM Jan Grabiec poinformował, iż zgodnie z poleceniem premiera Donalda Tuska wszystkie samoloty rządowe zostały oddane do dyspozycji akcji ewakuacyjnej. Oznacza to całkowite podporządkowanie zasobów państwa jednemu celowi: jak najszybszemu wyprowadzeniu Polaków z obszaru objętego wojną i paraliżem lotniczym. Premier podkreślił równocześnie, iż konsulaty i ambasady mają reagować elastycznie, nie tylko wobec osób przebywających bezpośrednio w strefie działań zbrojnych, ale także wobec tych, którzy utknęli w krajach tranzytowych lub stracili możliwość dalszej podróży.

To ważne, bo problem nie dotyczy wyłącznie jednego państwa. Największe skupisko polskich obywateli pozostaje w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według Radosława Sikorskiego może chodzić choćby o 15 tys. turystów i rezydentów. Sytuacja w Emiratach jest jednak inna niż w Katarze, bo tam stopniowo wracają połączenia komercyjne, a dzienna przepustowość ruchu ma sięgać 80 tys. pasażerów. Z polskiej perspektywy oznacza to, iż około tysiąca obywateli dziennie może wracać do kraju zwykłymi rejsami, bez konieczności korzystania z nadzwyczajnego mostu powietrznego organizowanego przez państwo.

Ewakuacja Polaków z Kataru była najtrudniejszym etapem operacji

Najbardziej skomplikowana logistycznie okazała się akcja prowadzona dla obywateli przebywających w Katarze. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór zwracał uwagę, iż wymagała ona współpracy wielu instytucji i prowadzenia działań w szczególnie wrażliwym otoczeniu, bo trasa ewakuacyjna przebiegała w pobliżu amerykańskiej bazy wojskowej. Najpierw konieczny był bezpieczny transport lądowy, dopiero potem możliwe było podstawienie samolotów. Z tej operacji do Polski wróciło 282 pasażerów. W praktyce była to jedna z tych akcji, w których znaczenie miały nie tylko dostępność maszyn, ale też zgody, sloty lotniskowe, koordynacja wojskowa i bardzo precyzyjny moment startu.

Na tym działania się nie kończą. W poniedziałek, 9 marca, do osób przebywających w ZEA i wymagających szczególnego wsparcia mają zostać wysłane kolejne trzy samoloty. Według Jakuba Rutnickiego ich łączna pojemność to około 280–290 miejsc. Zakładany scenariusz przewiduje lądowanie w Polsce jeszcze tego samego dnia wieczorem lub w nocy, choć wszystko zależy od sytuacji operacyjnej na przeciążonych lotniskach i od tego, czy okna startowe nie zostaną ponownie ograniczone.

ZEA pozostają wąskim gardłem, ale komercyjne loty wracają

Dla Warszawy najważniejsze jest dziś nie tylko wysyłanie samolotów specjalnych, ale także odblokowywanie zwykłych połączeń. To dlatego Radosław Sikorski prowadził rozmowy z ministrami spraw zagranicznych państw regionu, w tym z szefem dyplomacji Bahrajnu, a do Warszawy przyleciał jego odpowiednik ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Celem tych rozmów było uzyskanie większej liczby slotów, sprawniejsze procedury i wsparcie dla obywateli państw europejskich próbujących wydostać się z regionu. W warunkach wojny choćby dostęp do pasa startowego staje się zasobem politycznym i dyplomatycznym.

Rząd zwraca też uwagę, iż sama obecność dużej liczby Europejczyków w Emiratach tworzy ogromną presję logistyczną. Donald Tusk mówił, iż w samych ZEA przebywa około 400 tys. obywateli Unii Europejskiej, a na możliwość ewakuacji czekają tam również tysiące Amerykanów. To pokazuje, iż polska operacja nie odbywa się w próżni. Każde państwo zabiega o te same okna czasowe, te same samoloty, tę samą infrastrukturę i te same bezpieczne korytarze powietrzne.

Rząd uruchamia także kierunek azjatycki. LOT szykuje rejsy z Bangkoku

Operacja obejmuje już nie tylko sam Bliski Wschód. Rząd i PLL LOT przygotowują dodatkowe połączenia z Bangkoku, bo część Polaków utknęła również na kierunkach azjatyckich wskutek załamania siatki lotów nad regionem. Z komunikatów wynika, iż pierwszy rejs z Warszawy do Bangkoku ma wystartować 11 marca, jego powrót zaplanowano na 12 marca, a kolejny lot ma się odbyć 14 marca. Ambasada RP w Bangkoku oraz LOT uruchomiły formularze zgłoszeniowe dla zainteresowanych. W praktyce oznacza to rozszerzenie akcji z klasycznej ewakuacji wojennej do szeroko zakrojonej operacji repatriacyjnej obejmującej także pasażerów odciętych przez zamknięcie przestrzeni powietrznej i kaskadę odwołanych rejsów.

To istotne również dlatego, iż rząd stara się ograniczyć chaos informacyjny. Jakub Rutnicki apelował, by korzystać wyłącznie z oficjalnych kanałów rządowych i informacji przekazywanych przez LOT. To reakcja na rosnące napięcie wśród pasażerów, ale też na problemy z wiarygodnością części komunikatów krążących w sieci. Dodatkowym sygnałem ostrzegawczym stała się sprawa wiadomości wysyłanych w związku z systemem Odyseusz, które część odbiorców brała za phishing.

Wojna sparaliżowała lotnictwo. EASA ostrzega przed ryzykiem dla lotów cywilnych

Powodem tej skali mobilizacji jest nie tylko sama wojna, ale też realne zagrożenie dla lotnictwa cywilnego. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego utrzymuje ostrzeżenie dla przestrzeni powietrznej Iranu i państw sąsiednich, zwracając uwagę na ryzyko błędnej identyfikacji samolotów, aktywność systemów obrony przeciwlotniczej i możliwość działań odwetowych wobec baz USA w regionie. W najnowszych zaleceniach EASA przypomina przewoźnikom, by nie wykonywali operacji nad Iranem na żadnej wysokości oraz planowali trasy z uwzględnieniem wyjątkowo niestabilnej sytuacji w całym regionie. To właśnie dlatego choćby loty możliwe technicznie bywają odwoływane lub opóźniane z przyczyn bezpieczeństwa.

Na tle tych ostrzeżeń polskie działania mają charakter mieszany: państwo uruchamia własne maszyny, ale jednocześnie próbuje maksymalnie wykorzystać wznowione loty komercyjne. To model bardziej elastyczny niż klasyczna, jednokanałowa ewakuacja. Rząd podkreśla przy tym, iż bezpieczeństwo pasażerów i załóg pozostaje ważniejsze niż tempo operacji. Cezary Tomczyk zaznaczał, iż mimo spadku liczby części ataków rakietowych i dronowych o 50–60 proc. nie można mówić o deeskalacji, ale raczej o zmianie zdolności bojowych stron konfliktu. Ocena polskich służb pozostaje jednoznaczna: sytuacja przez cały czas jest bardzo poważna.

Unijny mechanizm ochrony ludności ma odciążyć Polskę

Warszawa sięga także po wsparcie europejskie. Polska należy do 18 państw Unii Europejskiej, które aktywowały mechanizm ochrony ludności w celu wspólnej organizacji ewakuacji obywateli z Bliskiego Wschodu. Komisja Europejska poinformowała 9 marca, iż w ramach tego mechanizmu koordynuje loty repatriacyjne z regionu i już pomogła w powrocie setek obywateli UE. Dla Polski oznacza to możliwość współfinansowania części operacji, a także szansę na lepsze wykorzystanie miejsc na pokładach, jeżeli obok Polaków lecą także obywatele innych państw członkowskich. Donald Tusk wyraźnie zaznaczył jednak, iż pierwszeństwo mają polscy obywatele.

Skala konsularnej obsługi kryzysu jest już bardzo duża. Do soboty wysłano wiadomości do 23 tys. osób, a specjalna infolinia MSZ odebrała 4100 połączeń. To liczby, które pokazują, iż mowa nie o pojedynczych transportach, ale o jednej z największych operacji wsparcia obywateli prowadzonej przez polskie państwo poza granicami kraju w ostatnim czasie. Równolegle MSZ apeluje o rejestrowanie się w systemie Odyseusz i o bezwzględne stosowanie się do komunikatów dotyczących podróży do państw regionu.

Rząd wchodzi w stan najwyższej gotowości, bo kryzys może potrwać dłużej

W tle akcji ewakuacyjnej trwa gwałtowna eskalacja wojny po rozpoczętych 28 lutego uderzeniach USA i Izraela na cele w Iranie. Reuters i AP informowały, iż w atakach zginął ajatollah Ali Chamenei, a później irańskie władze wyznaczyły jego następcę. Konflikt już przełożył się na zamknięcia przestrzeni powietrznej, zakłócenia w ruchu lotniczym i napięcie w państwach Zatoki. Z polskiego punktu widzenia oznacza to jedno: akcja powrotu obywateli nie pozostało zakończona, a rząd musi utrzymywać najwyższą gotowość, bo liczba potrzebujących pomocy może się zmieniać z godziny na godzinę.

Idź do oryginalnego materiału