Z końcem maja ostatecznie zakończyła się zorganizowana w Gdańsku głośna wystawa prezentująca mieszkańców Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy. Już w chwili otwarcia nazwano ją m.in. moralną prowokacją. Organizatorzy tłumaczyli, iż nie szerzą niemieckiej narracji, nie szargają pamięci ofiar II wojny światowej, nie mieli zamiaru pokazać Polaków jako współsprawców niemieckich zbrodni. Dwa lata wcześniej Muzeum Miejskie w Tychach zorganizowało podobną wystawę. Prezentowano na niej m.in. złożone losy Ślązaków wcielonych do armii III Rzeszy (Wehrmachtu). Ale mądrze przekazana w Tychach wiedza nie wzbudziła oburzenia, wprost przeciwnie. Różnica tkwi w nazwach obu wystaw. Ta w Gdańsku nazywała się „Nasi chłopcy”, ta w Tychach zatytułowana była „W chacharskich mundurach”.
11 lipca 2025 roku w galerii gdańskiego ratusza odbył się wernisaż wystawy „Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy”. Miała trwać do 10 maja 2026 roku. Termin ten przedłużono do 31 maja 2026 roku – z powodu, jak tłumaczyło Muzeum Gdańska, dużego zainteresowania ekspozycją, którą odwiedziło ponad 90 tys. osób. O wystawie było głośno już w dniu otwarcia. Dlaczego?
Choć Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze
nie zaliczył Wehrmachtu do organizacji przestępczych – tak jak zrobił to ze Służbą Bezpieczeństwa III Rzeszy (SD), Gestapo, SS i NSDAP, to armia III Rzeszy jest odpowiedzialna za dokonanie licznych zbrodni wojennych i poszczególni żołnierze Wehrmachtu, jako zbrodniarze, byli za to skazywani. Ponadto Wehrmacht, broniąc zapamiętale III Rzeszy, bronił ludobójców, przedłużając funkcjonowanie obozów koncentracyjnych, komór gazowych, bestialstwa, którym w sposób szczególny Niemcy i Austriacy wykazywali się w okupowanej Polsce. Dlatego stwierdzenie, iż brali w tym udział „nasi chłopcy”, tak zbulwersowało Polaków.
Gdańską wystawę
skrytykował (portal X) były prezydent RP Andrzej Duda: „Nie ma zgody na relatywizowanie historii! Z oburzeniem przyjmuję informację o wystawie ‘Nasi chłopcy’ w Muzeum Gdańska.
Przedstawianie żołnierzy III Rzeszy jako „naszych” to nie tylko fałsz historyczny, to moralna prowokacja, choćby jeżeli zdjęcia młodych mężczyzn w mundurach armii Hitlera przedstawiają przymusowo wcielonych do niemieckiego wojska Polaków.
Polacy, jako naród, byli ofiarami niemieckiej okupacji i niemieckiego terroru, a nie sprawcami, czy uczestnikami. Gdańsk – miejsce, gdzie zaczęła się II wojna światowa – nie może być sceną dla narracji, które rozmywają odpowiedzialność sprawców.
Takie działania podważają fundamenty naszej tożsamości i godzą w szacunek dla Ofiar.
Jako Prezydent Rzeczypospolitej stanowczo się temu sprzeciwiam. Kto relatywizuje zbrodnie, ten rozbraja sumienie narodu” – napisał Andrzej Duda.
Oburzenia nie krył
również (portal X) Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL, minister obrony narodowej w rządzie Donalda Tuska: „Wystawa w Muzeum Gdańska ‘Nasi chłopcy’ dotycząca mieszkańców Pomorza Gdańskiego służących w armii III Rzeszy nie służy polskiej polityce pamięci. Nasi chłopcy, żołnierze i cywile, Polacy, bronili Ojczyzny przed nazistowskimi Niemcami do ostatniej kropli krwi. To oni są bohaterami i to im należą się miejsca na wystawach”.
W ostrzejszym tonie
wypowiedział się na portalu X poprzedni szef MON Mariusz Błaszczak z PiS: „Muzeum Gdańska w porozumieniu z Muzeum II Wojny Światowej organizuje wystawę ‘Nasi chłopcy’ – o żołnierzach III Rzeszy z Pomorza.
To jawna realizacja niemieckiej narracji, a prowadzą ją przecież instytucje, które powinny strzec polskiej pamięci historycznej. Tego rodzaju wystawy to próba przekłamania historii. ‘Nasi chłopcy’ bronili Polski i ginęli od niemieckich dział, a nie zakładali mundury Wehrmachtu czy SS.
To nie jest tylko źle zorganizowana wystawa – to polityczna prowokacja i kolejny dowód, iż ‘strażnicy pamięci’ spod znaku Koalicji 13 grudnia realizują niemiecką agendę historyczną. Takie narracje są niebezpieczne: niszczą polską pamięć i rozmywają odpowiedzialność za zbrodnie II wojny światowej.
Apeluję: powiedzmy stanowcze NIE projektom, które zamiast bronić pamięć – zakłamują historię”.
W odpowiedzi na falę krytyki
Muzeum Gdańska wydało 14 lipca (gdansk.pl) oświadczenie:
„Sprzeciwiamy się niesprawiedliwym i powierzchownym ocenom pojawiającym się w przestrzeni publicznej w związku z wystawą ‘Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy’ – wyłącznie ze strony osób, które nie zapoznały się ani z samą ekspozycją, ani z jej kontekstem historycznym i edukacyjnym. Ubolewamy nad tym, iż narracja wokół wystawy bywa wykorzystywana instrumentalnie dla doraźnych celów politycznych.
Muzeum Gdańska oświadcza w związku z wystawą czasową ‘Nasi chłopcy’, iż wystawa została przygotowana we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. To efekt pracy zespołu historyków i muzealników, którzy od lat zajmują się dokumentowaniem złożonych losów mieszkańców Pomorza i innych ziem wcielonych do III Rzeszy. Celem wystawy jest pokazanie tragicznego losu ludzi, którzy po 1939 roku znaleźli się pod brutalnym przymusem – wpisani na Volkslistę, powoływani do Wehrmachtu pod groźbą represji wobec siebie i swoich rodzin.
Tytuł ‘Nasi chłopcy’ nie jest przypadkowy. Dotyczy on setek tysięcy osób – synów, braci i ojców z pomorskich rodzin. Zostali oni postawieni w sytuacji bez wyboru. Nasza wystawa pokazuje ich w sposób daleki od czarno-białych ocen.
Przypominamy: przymusowa germanizacja, wpisy na Volkslistę, wcielenia do armii niemieckiej – to działania okupanta. Wielu Pomorzan za odmowę służby, za dezercję z Wehrmachtu i próbę przedostania się do Polskich Sił Zbrojnych czy do partyzantki, było skazywanych na śmierć i trafiało do obozów koncentracyjnych. Przykładem jest Stanisław Szuca, którego wysłano na front za propolską postawę jego rodziny w Wolnym Mieście Gdańsku. Na wystawie przedstawiamy też losy Edmunda Tyborskiego ze Swornych Gaci, który za ucieczkę z Wehrmachtu i próbę dołączenia do partyzantki został zgilotynowany, a jego rodzina zesłana do obozu.
Aneksja ziem polskich, zmuszanie Polaków do podpisywania Volkslisty i przymusowe wcielanie do Wehrmachtu, są niemiecką zbrodnią, której nie będziemy przemilczać. Nie będziemy milczeć o jej ofiarach, które przez dziesięciolecia ukrywały ten fakt, bojąc się potępienia i wykluczenia. Pokazujemy cierpienie ludzi, którym odebrano wybór. Nie zgadzamy się na przedstawianie ich jako zdrajców lub kolaborantów. Wykluczanie ofiar niemieckiej przemocy z polskiej narodowej wspólnoty jest nie tylko niegodne i niepatriotyczne, ale przypomina haniebną retorykę propagandy PRL-u, która przez dekady stygmatyzowała ofiary, a nie sprawców.
Historiom osób przedstawianych na wystawie towarzyszą materiały edukacyjne, komentarze ekspertów i głosy rodzin, które przez dekady nie miały prawa wybrzmieć. Nie da się budować dojrzałej debaty o historii bez uczciwego spojrzenia na jej najbardziej bolesne aspekty. Zachęcamy do odwiedzenia wystawy – i dopiero potem do formułowania ocen” – czytamy w oświadczeniu Muzeum Gdańska.
15 lipca 2025 roku
Polskie Radio24 (polskieradio24.pl) przedstawiło w tej sprawie komentarz Adama Szłapki, rzecznika rządu Donalda Tuska.
– Tytuł tej wystawy z mojego punktu widzenia jest nieakceptowalny – stwierdził Adam Szłapka. -Nazwa jest niedopuszczalna i zgadzam się z tymi, którzy ją krytykują.
Rzecznik dodał, iż nazwa jest „absolutnie nieakceptowalna”, ale należy upamiętniać osoby, które zostały siłą wciągnięte do Wehrmachtu, ponieważ są to „dramaty ludzi”.
31 lipca 2025 roku,
a więc w przeddzień 81. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, które tłumił m.in. Wehrmacht, „Fakt” przytoczył komentarz Jana Ołdakowskiego, dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie, na temat gdańskiej wystawy. Dyrektor, zastrzegając, iż na razie jej nie widział, wyraził przypuszczenie, iż najbardziej niefortunny jest jej tytuł, „który zakłada jakąś bardzo dużą bliskość i pozwala na taką dwuznaczność”.
Radio Maryja
(radiomaryja.pl) w artykule z 3 sierpnia poinformowało, iż Kaszubi żądają zamknięcia gdańskiej wystawy. Wystosowali list otwarty (link na stronie radiomaryja.pl), w którym wyrażają oburzenie ekspozycją i zwracają uwagę, iż ma ona antypolski i antykaszubski przekaz. Podkreślono w nim również, iż wystawa dziwnie wpisuje się w niemiecką politykę historyczną. Portal przytacza słowa Kazimierza Klawitera, działacza Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i radnego województwa pomorskiego, który twierdzi, iż gdańska wystawa „zakłamuje historię”.
– Autorzy wystawy twierdzą,
iż ona jest po to, by przywrócić godność tym chłopcom – mówi Kazimierz Klawiter. – Nie! Wy odbieracie godność tym chłopcom, bo ci chłopcy straszliwie przeżywali to upokorzenie, bo wiedzieli, iż to jest może nie zdrada, ale piętno quasizdrady. Oni dopiero odzyskiwali spokój ducha w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, w momencie, kiedy była szansa zdezerterowania z Wehrmachtu. Ta wystawa jest głęboką manipulacją. W świat idzie obraz międzynarodowej akcji niemieckiej pod tytułem ‘Wehrmacht’. No nie, my się na to nie zgadzamy. To budzi nasz największy sprzeciw.
Losy Kaszubów i Ślązaków
pod niemiecką okupacją były podobne. Dlatego tematyka podjęta w sposób tak kontrowersyjny (by nie powiedzieć prowokacyjny) w Gdańsku była przedstawiona dwa lata wcześniej i w Tychach. I choć za przygotowaniem ekspozycji (a może właśnie dlatego) nie stało Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, a jedynie pasjonat historii, to tyska wystawa cechowała się dużym ładunkiem wiedzy przekazanej z poszanowaniem godności, o której dwa lata później tak emocjonalnie mówił zbulwersowany Kazimierz Klawiter.
Ekspozycja Muzeum Miejskiego w Tychach,
której wernisaż odbył się 10 marca 2023 roku, nosiła nazwę „W chacharskich mundurach. Czułów w latach II wojny światowej”. Przypominała wojenne losy mieszkańców Czułowa – najdalej na północ wysuniętej dzielnicy Tychów. Ekspozycja pokazywała informacje o życiu codziennym podczas niełatwej rzeczywistości, której na każdym kroku towarzyszył znak niemieckiej swastyki. Nie byłoby tej mądrej wystawy, gdyby nie ów wspomniany wcześniej pasjonat historii – Gabriel Pierończyk, jej pomysłodawca i późniejszy kurator. Fotografie, dokumenty, pamiątki rodzinne i inne obiekty zgromadzone na tyskiej wystawie pochodziły z archiwów prywatnych mieszkańców Czułowa oraz zbiorów prywatnych Gabriela Pierończyka, które były częścią tworzącej się kolekcji Muzeum Historii Czułowa. Pisaliśmy o tym. Nasz dziennikarz Jarosław Jędrysik rozmawiał z Gabrielem Pierończykiem. Oto fragment tego wywiadu:
Jarosław Jędrysik: – Skąd się wzięły tytułowe chacharskie mundury?
Gabriel Pierończyk: – To cytat z listu do rodziny jednego z czułowian. Służył w Wehrmachcie. Pisał, iż ma nadzieję, iż kolejne Zielone Świątki spędzi już w domu, a nie w tym chacharskim mundurze [w śląskiej gwarze „chachar” to „łobuz”, „chuligan” – przyp. red.] . Zachowała się korespondencja feldpostu (wojskowej poczty polowej) od żołnierzy pochodzących z Czułowa. Styl tych listów był różny. Nie brakowało również takich w klimacie filmu „C.K. Dezerterzy”. Ich autor opisywał, jak co jakiś czas trafiał do aresztu – za awanturę w kinie, za oddalenie się z jednostki itp. Inni do listu dołączali swoje zdjęcia lub muszelki z Oceanu Atlantyckiego.
– Sporo chłopaków z Czułowa służyło w niemieckim wojsku. Na wystawie przedstawiasz losy kilku z nich.
– Wystawa urządzona została w czterech salach. Jedna z nich poświęcona jest [była] czterem osobom, które pochodziły z Czułowa, albo których wojenna zawierucha związała z Czułowem. Jan Kiszka (1925-2007) z Mąkołowca miał 17 lat, kiedy powołano go do Służby Pracy Rzeszy. Służył w wojskowej straży pożarnej w Nadrenii. Jego zadaniem było wydobywanie zwłok z ruin bombardowanych miast i grzebanie ich. Potem wcielono go do Wehrmachtu i skierowano nad Adriatyk. Dostał się do niewoli alianckiej i ostatecznie zasilił szeregi 2. Batalionu Komandosów Zmotoryzowanych Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Oddział ten walczył we Włoszech m.in. o Bolonię. Jan Kiszka zmienił wtedy nazwisko na Cyganek, aby chronić rodzinę przed zemstą Niemców. Po wojnie wrócił do nazwiska Kiszka. Pan Jan był jednym z pierwszych 62 absolwentów szkoły podoficerskiej w Ostuni (niedaleko Brindisi). Po wojnie pracował w fabryce papieru w Czułowie. Był też prezesem klubu sportowego Czułowianka.
– To typowy los wojenny Ślązaka. Brat mojego dziadka służył w Wehrmachcie na terenie Francji. Później trafił do 1. Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka. Wyzwalał m.in. holenderską Bredę, gdzie po wojnie osiadł i założył rodzinę.
– Norbert Siwy (1911-1989) z Czułowa również nie uniknął służby w niemieckim wojsku. Choć jako młodzieniec był członkiem Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, które działało przy fabryce papieru. Jeszcze w latach 30. XX wieku służył w Wojsku Polskim, w 43. Pułku Strzelców Legionu Bajończyków i w 7. Pułku Piechoty Legionów. Był plutonowym. W czasie wojny wcielono go do Wehrmachtu, skąd zdezerterował i zaciągnął się do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Na wystawie przybliżam też interesujące losy Alfreda Gedigi (1919-2019), Ślązaka z Radzionkowa, który w 1944 roku otrzymał powołanie do Wermachtu. Po szkoleniu w Niemczech i Słowacji przeszedł chrzest bojowy pod Miechowem. Jego oddział wycofywał się później przez Pustynię Błędowską, Chrzanów i Trzebinię, aż trafił do lasu pomiędzy Katowicami a Czułowem. Tam z kolegami tułał się przez kilka dni, żywiąc się śniegiem. W końcu pojmali ich Rosjanie i odprowadzili do sztabu Armii Czerwonej, który mieścił się w gospodarstwie Małków w Czułowie.
– Jak trafiłeś na tego człowieka?
– Podczas jednej z moich wizyt u Czułowian jedna pani powiedziała mi, iż w 1945 roku ukrywał się u nich niemiecki żołnierz. Mało tego, oznajmiła mi, iż wie, gdzie on mieszka. I tak trafiłem do pana Alfreda, który przez cały czas żył w Radzionkowie i choć miał wtedy 92 lata, doskonale i precyzyjnie pamiętał wojenne czasy. Opowiedział mi, iż kiedy Rosjanie wzięli ich do niewoli, w zamieszaniu udało mu się oddalić pod pretekstem napicia się wody ze studni. Schował się wtedy w stodole. Dzięki gospodarzom przywdział cywilne ubrania i udawał parobka. Jego koledzy mieli mniej szczęścia. Zostali odprowadzeni w kierunku Tychów. Nie wiadomo czy przeżyli. Kilka dni po ustaniu walk Rosjan z Niemcami pan Alfred obserwował, jak ulica Katowicka usłana była trupami żołnierzy, truchłem padniętych koni i wojskowym sprzętem.
– Co się stało z ciałami poległych?
– Musieli je pochować mieszkańcy Czułowa wraz z niemieckimi jeńcami. Była mroźna zima. Ciała gwałtownie zamarzły w pozach, w jakich upadły po śmiertelnym trafieniu. Zwłoki żołnierzy Wehrmachtu były ładowane przez jeńców na wozy drabiniaste miejscowych gospodarzy i chowane w kilku masowych mogiłach. Wykopali je Niemcy. Jedną z tych mogił ekshumowano jesienią… ubiegłego roku. Odnośnie poległych Rosjan, zarządzenie ówczesnych władz mówiło o pochówku na cmentarzu parafialnym w Tychach.
Zdzisław BARSZEWICZ
Materiał w znacznej części zawiera artykuł mojego autorstwa opublikowany w dwutygodniku „Nowe Info” nr 18 z 2.09.2025 r.












![Nowa świetlica już służy mieszkańcom [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/717418980_2213831139436430_3219054860586402605_n.jpg)

