Źródło grafiki: Dionizy Krawczyński – Radio Kielce, canva.comOgromny czarny ptak krążył nad okolicą. On „znał” tajemnicę tragedii, która miała tam miejsce. My musieliśmy na to czekać ponad 80 lat. Wydarzenia jakie miały miejsce niedaleko od Kurzelowa w gminie Włoszczowa są kolejnym tematem magazynu śledczego Radia Kielce.
Ta historia nie dawała mi spokoju od lat. Postawiony w lesie pomnik przypominający żołnierzy AK poległych w niemieckiej zasadzce. W jakich okolicznościach doszło do tragedii? Wiem tylko, iż kłamstw wokół tych wydarzeń jest wiele….
Miejsce tragedii
W ostatnich dniach 2025 roku dziennikarskie śledztwo sprawiło, iż po raz kolejny odwiedziłem lasy włoszczowskie. W towarzystwie Jarosława Kowalskiego, ze Stowarzyszenia Pamięci NSZ Ziemi Włoszczowskiej, jadę leśną drogą niedaleko od Kurzelowa. Cel naszej wyprawy opisze w jednym z kolejnych odcinków.
-Słyszałem taką legendę, iż w tym lesie żył ogromny kruk, czy inne ptaszysko – mówi nagle Jarek kierujący samochodem.
-Siadał na szczytach drzew i straszył ludzi – dodaje.
Bezmyślnym wzrokiem patrzę na umykające za oknem samochodu drzewa. Przypominam sobie o leśnym pomniku.
-Pojedziemy tam? – pytam kierowcę.
Samochód zakręca i jedziemy do miejsca, które nie daje mi spokoju!
Las koło Kurzelowa i lokalizacja pomnika. / Źródło: google.comNie każda kula niesie śmierć
Na zakończenie leśnej wyprawy Jarek Kowalski, czyli mój leśny przewodnik, pożycza mi maszynopis „Kroniki Kurzelowa”. To wspomnienia opisane przez Henryka Pakosia.
Na drugi dzień po leśnej wyprawie, jest niedziela, siadam wygodnie w fotelu i czytam zapiski. Znajduję wspomnienia z 28 maja 1944 roku. Wtedy też jest niedziela. Ta data jest mi znana, ale nie wiem skąd. Co się wtedy stało? Nie potrafię połączyć przeczucia z konkretnym wydarzeniem. Wracam do lektury:
„Do Kurzelowa przyjeżdża furmanka, w której jest dwóch partyzantów…”
Z opisu wynika, iż ktoś powiadomił Niemców o wizycie „polskich bandytów”, ale z dalszej opowieści wnioskuje, iż okupanci zjawili się w wiosce, aby przeprowadzić łapankę osób przeznaczonych na wywózkę na roboty przymusowe do III Rzeszy.
Powracam do lektury: na wieść o nadciągających Niemcach partyzanci wyjeżdżają z rynku w dzisiejszą ulicę Żeromskiego. Kiedy są na mostku nad Kurzelówką, widzą ich Niemcy, którzy zaczynają strzelać. Jeden z partyzantów pada śmiertelnie postrzelony, a drugi ukrywa się za rzeką, w zabudowaniach Tworkowskich.
Nauczony doświadczeniem zaczynam sprawdzać zapiski z różnych oddziałów partyzanckich. Nigdzie nie znajduję informacji o takiej akcji ani tym bardziej o śmierci któregoś z partyzantów. Co więcej, w samej „Kronice Kurzelowa” w zestawieniu strat osobowych nie ma wzmianki o poległym w tym dniu partyzancie. Więc może przeżył? Nie każda kula niesie przecież śmierć.
Tragedia „na rudzistym”
Powracam do lektury Kroniki. Mieszkańcy Kurzelowa, a szczególnie mężczyźni, widząc wjeżdżające do miejscowości niemieckie samochody, uciekają. Strzały oddane do partyzantów sprawiają, iż ucieka jeszcze większa grupa ludzi.
Widzą to Niemcy, a oni mają według mnie za cel złapanie mieszkańców i wywiezienie ich na roboty przymusowe. Co robią okupanci? Odsyłają samochody w kierunku Włoszczowy, a sami idą do lasu „górami”, zajmując stanowiska na południowy-zachód od cmentarza. Niemcy chcieli złapać mieszkańców „na rudzistym” (lokalna nazwa części lasu), gdy ci będą wracali do domów.
Sprawdzam wszystko na mapie i wtedy dochodzi do mnie, iż Niemcy zajęli stanowiska niedaleko od leśnego pomnika upamiętniającego żołnierzy AK. Czy oba wydarzenia są ze sobą powiązane?
Powracam do lektury „Kroniki”:
„Na odgłos pierwszych strzałów kwaterujący na Pękowcu „Marcin” wysyła patrol, ale ten wpada na Niemców”.
Zamykam oczy, wyjaśniła się tajemnica leśnego pomnika.
Las koło Kurzelowa w gminie Włoszczowa. Pomnik upamiętniający śmierć żołnierzy AK. / Fot. Dionizy Krawczyński – Radio KielcePo okiem czarnego ptaka
Niemcy zajęli stanowiska na wzgórzach wzdłuż leśnej drogi, a ich celem nie byli partyzanci z oddziału Mieczysława Tarchalskiego pseudonim „Marcin”, ale mieszkańcy Kurzelowa!
Partyzanci idący ze swojego obozowiska na Pękowcu nie spodziewali się Niemców w lesie. Jeszcze w 1943 roku takie sytuacje miały miejsce, ale już w 1944 roku niemieckie oddziały wiedząc o obecności partyzantów, wystrzegają się wchodzenia do lasów mniejszymi grupami.
Na odgłos strzałów w Kurzelowie dowódca oddziału partyzanckiego AK wysyła patrol, który ma sprawdzić, co się dzieje. Dowódcą zostaje ppor. Seweryn Aleksander pseudonim „Bartosz” (zastępca dowódcy III plutonu). Razem z nim idą: kpr. Czesław Pałka „Ścigacz”, st. strz. Eugeniusz Miłkowski „Gienek” i strz. Włodzimierz Balcer „Niebór”.
Żołnierze przeszli 4,5 kilometra. Do Kurzelowa został im jeszcze kilometr leśnej drogi. Nikt z nich nie spodziewał się niebezpieczeństwa. Niemcy zajmujący stanowiska na wzniesieniach wzdłuż drogi widzieli ich jak na dłoni. prawdopodobnie jednoczesna palba z całej broni zmiotła patrol z ziemi. Zginęli wszyscy.
Grafika: Radio Kielce. Źródło: google.comCzas sprostować kłamstwa
Tajemnica leśnej tragedii została wyjaśniona, ale pozostały kłamstwa zapisane na pomniku. Dla jasności sytuacji i ta sprawa wymaga wyjaśnienia.
Pomnik powstał w 1984 roku a jedną z osób odpowiedzialnych za jego powstanie był Mieczysław Migacz, a w zasadzie starszy inspektor Służby Bezpieczeństwa porucznik Mieczysław Migacz.
Na pomniku zamieszczona została tablica, która zawiera szereg błędów:
1.Nie zginął tam Tadeusz Kugler „Andrzej”. Był on właścicielem majątku w Mstyczowie, koło Sędziszowa, gdzie przez pewien czas (pierwsza połowa 1942 roku) ukrywał się Mieczysław Tarchalski pseudonim „Marcin”. Wspierał oddziały partyzanckie, które często kwaterowały w jego majątku. Od 19 sierpnia 1944 r. został mianowany dowódcą I plutonu 4 kompanii II batalionu 74 pp. 29 września 1944 r. został przeniesiony do sztabu 74 pp, gdzie objął funkcję kwatermistrza.
W 1945 r. jego majątek został upaństwowiony, a on sam wyjechał „na zachód”. Ostatecznie osiadł w Stanach Zjednoczonych. Zmarł w 1961 roku w Los Angeles.
Kłamstwo z leśnego pomnika zostało powielone także na pomniku w centrum Kurzelowa, gdzie nazwisko Kuglera widnieje wśród poległych.
Na zdjęciu Tadeusz Kugler pseudonim „Andrzej”. Źródło: „7 Dywizja AK” Z. Zieliński.2.Oddział Tarchalskiego nie był w maju 1944 roku 27 pułkiem piechoty, stało się to dwa miesiące później.
3. „Bartosz„ czyli Seweryn Aleksandra był dowódcą oddziału partyzanckiego Batalionów Chłopskich, który 18 listopada 1943 r. podporządkował się Mieczysławowi Tarchalskiemu „Marcin” i odtąd był należał do AK. Dowodzony przez niego oddział utworzył w nim III kompanię, którą dowodził „Bartosz”. W chwili śmierci „Bartosz„ dowodził III plutonem. Zapis o przynależności do BCH jest więc kłamliwy.
4. Jak wcześniej podaliśmy jesienią 1943 roku żołnierze „Bartosza„ wywodzili się z Batalionów Chłopskich, ale spośród żołnierzy patrolu ani jeden nie był członkiem BCh i do oddziału dołączyli dopiero wiosną 1944 r.
Okoliczności śmierci żołnierzy Armii Krajowej zostały wyjaśnione, ale czy błędy na pomnikach zostaną poprawione? To pytanie kierujemy już do instytucji.












