CIEŃ ŚREDNIOWIECZNEJ WIEŻY i FATIMSKI CUD NAD RABĄ – SEKRETY JAROSZÓWKI

gazetagdowianin.pl 3 dni temu

Na prawym brzegu rzeki Raby, w malowniczej gminie Gdów, leży Jaroszówka. Dla przypadkowego podróżnego to po prostu kolejna urokliwa, małopolska wieś. Jednak ci, którzy potrafią wsłuchać się w przeszłość tej ziemi, odkryją fascynującą opowieść. To historia, w której średniowieczne legendy o rycerskich strażnicach przeplatają się z niezwykłym, dwudziestowiecznym zrywem lokalnej społeczności, która w mrocznych czasach stanu wojennego postanowiła wznieść niezwykłe wotum wdzięczności.

Choć współczesna Jaroszówka tętni spokojnym, wiejskim życiem, jej topografia skrywa sekrety sprzed kilkuset lat. Wystarczy spojrzeć na dawne mapy lub porozmawiać ze starszymi mieszkańcami, by usłyszeć intrygujące nazwy miejscowe: „Grodziec” oraz „Podgrodzie”. W widłach głęboko wciętych, lokalnych potoków wznosi się odosobniony, wysoki kopiec. Zdaniem historyków i badaczy przeszłości, nie jest to dzieło wyłącznie natury. W średniowieczu istniał tu klasyczny gródek stożkowaty – ufortyfikowana, drewniana wieża mieszkalno-obronna. Strzegła ona bezpieczeństwa w dolinie Raby i stanowiła punkt obserwacyjny, który prawdopodobnie wymieniał sygnały ostrzegawcze z większym grodem na pobliskim Chełmie. Choć drewniane bele dawno już ustąpiły miejsca naturze, pamięć o dawnych wojach przetrwała w nazwach pól i wzgórz.
Przez długie stulecia mieszkańcy Jaroszówki musieli mierzyć się z prozą życia, która wystawiała ich wiarę na ciężką próbę. Wieś nie posiadała własnego kościoła. Aby wziąć udział w niedzielnej mszy świętej, przyjąć sakramenty czy odprowadzić bliskich na miejsce wiecznego spoczynku, mieszkańcy musieli wędrować aż osiem kilometrów do parafii w odległej Niegowici. W czasach, gdy jedynym środkiem transportu były własne nogi lub wóz konny, jesienne błota i zimowe zamiecie zamieniały każdą taką drogę w prawdziwą kalwarię. Przełom przyniósł początek lat 80-tych XX wieku. Dwie rodzone siostry, zakonnice pochodzące z Jaroszówki, podjęły heroiczną decyzję: postanowiły przekazać swój rodzinny dom i ojcowiznę na rzecz lokalnej społeczności. Cel był jeden – stworzenie miejsca modlitwy na miejscu.
Budowa świątyni zbiegła się w czasie z wydarzeniami, które wstrząsnęły całym światem. 13 maja 1981 roku na placu św. Piotra w Rzymie padły strzały – zamachowiec ranił papieża Jana Pawła II. Dla mieszkańców Jaroszówki, głęboko związanych z Ojcem Świętym (który jako młody wikary zaczynał przecież swoją kapłańską drogę w sąsiedniej Niegowici), stało się jasne, iż wznoszona kaplica musi stać się wotum wdzięczności za ocalenie życia papieża. Na patronkę wybrano Matkę Bożą Fatimską. Wznoszenie kościoła w realiach stanu wojennego i potężnego kryzysu gospodarczego lat 80-tych graniczyło z cudem. Brakowało materiałów budowlanych, cementu i oficjalnych pozwoleń. Mimo to, dzięki niesamowitej solidarności mieszkańców i projektowi krakowskiego architekta Piotra Oślizło, prace ruszyły z kopyta. Już w sierpniu 1983 roku kaplica była gotowa.
Architektura świątyni do dziś przyciąga wzrok. Kościół zyskał unikalną bryłę o bardzo stromym, wysokim dachu, przypominającym kościoły górskie z południa Małopolski. Strzelista, geometryczna wieża góruje nad okolicą, a potężne, skośne przeszklenia w bocznych ścianach i prezbiterium zalewają wnętrze naturalnym światłem. W sercu ołtarza stanęła figura Fatimskiej Pani, przypominająca o papieskim wotum.
Aby nowo wybudowane mury ożyły, potrzeba było silnego lidera. 28 czerwca 1984 roku kuria skierowała do Jaroszówki księdza Stanisława Szańcę. Był to kapłan o niezwykłym charyzmacie i niespożytej energii. gwałtownie zjednał sobie ludzi, stając się motorem napędowym kolejnych inwestycji – w tym budowy domu parafialnego i plebanii.
Jego wysiłki zostały oficjalnie docenione 30 marca 1986 roku. Kardynał Franciszek Macharski podniósł kaplicę do rangi kościoła parafialnego i erygował samodzielną Parafię pw. Matki Bożej Fatimskiej, a ks. Szańca został jej pierwszym, historycznym proboszczem. Nowa wspólnota połączyła nie tylko Jaroszówkę, ale i sąsiednie wioski: Wieniec, Górny Kobylec, Klęczanę oraz część Nieznanowic. Ks. Stanisław Szańca zarządzał parafią do 1994 roku. Zmarł niedługo później, w grudniu 1995 roku, pozostawiając po sobie żywy pomnik ludzkiej determinacji. Po uroczystym pożegnaniu w kościele, który sam współtworzył, spoczął na cmentarzu w Krzeszowicach.

Dziś, patrząc na kościół w Jaroszówce wpisany w łagodny krajobraz nad Rabą, warto pamiętać, iż ta nowoczesna bryła stoi na fundamencie z rycerskich legend, siostrzanej miłości i wielkiego, ludzkiego uporu, który potrafił pokonać mroki stanu wojennego.

Idź do oryginalnego materiału