Co nas straszy w „Małym Wiedniu”?

beskidzka24.pl 1 godzina temu

Nie bójmy się rozmawiać ze starszymi sąsiadami, dopóki jeszcze mają siłę i chęć dzielenia się wspomnieniami. To oni są depozytariuszami tych wszystkich „nieoficjalnych” historii, których nie znajdziemy w podręcznikach – mówi Piotr Maron, etnograf i badacz, który szuka śladów „Małego Wiednia” w miejscach, o których oficjalne przewodniki milczą.

Porozmawiajmy o folklorze miasta. Skąd pomysł, żeby zająć się akurat tą sferą? Wciąż mamy silne przekonanie, iż folklor to wyłącznie to, co wiejskie, tradycyjne i najlepiej zamknięte w skansenie.

Piotr Maron: To pokłosie moich studiów i zainteresowania antropologią miasta. Pracę licencjacką u profesora Grzegorza Odoja pisałem o inspiracjach miastem w polskiej muzyce rockowej. To była dla mnie idealna perspektywa folklorystyczna, bo pokazywała miasto w tekstach tworzonych przez ludzi – czyli perspektywę całkowicie oddolną. Często zapominamy, iż miasto to nie tylko budynki; to ludzie, którzy nadają im kontekst i budują je dla swojego użytku. Niestety, współczesna etnografia miasta często zaniedbuje to, co dzieje się „tu i teraz”. Skupiamy się na dwudziestoleciu międzywojennym albo na czasach powojennych, a mało kto zwraca uwagę na badania współczesne. Instytucje kultury rzadko wychodzą poza utarte schematy, a folklor miejski mógłby być dla nich świetnym drogowskazem do aktywizacji mieszkańców. Moim zamiarem jest pokazanie, iż warto tworzyć badania miejskie i nie koncentrować się wyłącznie na tym, co nazywamy kulturą tradycyjną w jej starym rozumieniu.

Czy my mamy problem z mówieniem o współczesności? Poświęcamy mnóstwo miejsca dalekiej przeszłości, a ta najbliższa nam czasowo wydaje się badawczo nieatrakcyjna. To kwestia kondycji polskich badaczy?

Na pewno tak. Polskie badania muszą być oparte na literaturze przedmiotu, którą czasem trudno dopasować do konkretnego, żywego ekosystemu danego miasta. Dzisiejsze piśmiennictwo o mieście to głównie prasa, czyli materiał czysto informacyjny. Tymczasem perspektywa folkloru pozwala odkryć miasto w sposób nieoczywisty. Robiliśmy to wspólnie przy okazji Halloween, szukając tajemnic w budynkach Bielska-Białej. Okazało się, iż z każdym z nich wiąże się jakaś legenda – iż ktoś kogoś zabił, iż gdzieś straszy. To są narracje oddolne, które żyją w tkance miejskiej, mimo iż badacze rzadko je katalogują. Muzea niestety zbyt często zamykają się w swoich czterech ścianach, a folklor miejski pozwala wyjść na zewnątrz. Co istotne, takie badania i publikacje nie wymagają ogromnych budżetów. Dobrze prowadzony Facebook czy blog to koszty rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie, na co każda placówka kultury powinna móc sobie pozwolić.

Mówimy o autoidentyfikacji mieszkańców, ale przecież żyjemy w czasach ciągłej migracji. Ludzie zmieniają miasta, wynajmują mieszkania, nie zapuszczają korzeni. Czy w takim modelu „społeczeństwa nomadów” pozostało miejsce na lokalny folklor?

Nomadami jesteśmy od bardzo dawna. Spójrzmy na migracje po wejściu Polski do Unii – masa młodych ludzi wyjechała, ale wielu wraca, a ich korzenie są już rozproszone. Manuel Castells pisał o społeczeństwie sieci i mieście jako palimpseście, czyli tekście wielowarstwowym. Dziś identyfikacja z miejscem często przenosi się do internetu. Możesz mieszkać w Hecznarowicach, a utożsamiać się z mitem Krakowa jako przestrzeni zabawy. Ale Bielsko-Biała ma identyczny potencjał. Problemem jest to, iż wielu mieszkańców, mimo iż żyje tu od lat, o samym mieście wie bardzo mało. Ich życie toczy się na trasie praca-dom, a brak im umiejętności odczytania miasta poza codziennymi obowiązkami.

Jakie są Twoje najciekawsze odkrycia w Bielsku-Białej? Co w tym naszym „Małym Wiedniu” straszy najmocniej?

W samym centrum jest mnóstwo nieodkrytych opowieści. Na jednej z głównych ulic turystycznych podobno widywany był duch pani lekkich obyczajów – to echo czasów, gdy działały tam przedwojenne kluby dla mężczyzn. Inna legenda mówi o funkcjonariuszu UB, który wyłudzał pieniądze od mieszkańców kamienicy i został tam zabity. To są wątki, o których rzadko mówi się głośno, bo nie pasują do ugrzecznionego wizerunku miasta. Ale zauważmy, iż gdy przewodnik opowiada o architekturze i grupa zaczyna ziewać, wystarczy wspomnieć o Białej Damie czy Czarnym Rycerzu, a wszyscy zamieniają się w słuch. Fascynuje mnie też ciągłość „miejsc opresji” – dawne siedziby Gestapo czy UB, które z czasem zmieniały funkcje na budynki administracyjne. Hannah Arendt pisała, iż miara przemocy państwa wobec obywatela jest ilość urzędów i obostrzeń. Ta ewolucja od jawnej przemocy do biurokratycznego ucisku to też element miejskiej mitologii.

Inne regiony, jak choćby Bytom ze swoimi legendami górniczymi, potrafią na tym budować markę. Myślisz, iż w Bielsku-Białej jest na to przestrzeń, czy jesteśmy zbyt przywiązani do „bezpiecznych” tematów?

Przestrzeń jak najbardziej jest, brakuje tylko odwagi do grzebania w przeszłości. Wielu badaczy pisze „pod tezę” – robimy projekt o stroju ludowym, odhaczamy go i uznajemy temat za zamknięty. A przecież dziedzictwo to też ginące rzemiosło. Spójrzmy na szewców – kiedyś w Bielsku-Białej było ich mnóstwo, dziś została garstka. W erze „mcdonaldyzacji” taniej jest kupić nowe buty, niż naprawiać stare. Na wsiach wiedza rzemieślnicza jeszcze krąży, w mieście nam to paruje. To nasza tożsamość, którą warto zachować, by nie stać się po prostu bezimiennym elementem globalnej wioski.

Zapytam pragmatycznie: czy z badania kultury da się dziś wyżyć? Czy młodzi adepci etnografii mają czego szukać?

Wydaje mi się, iż tak, pod warunkiem, iż nie powiela się schematów. Trzeba umieć pisać granty i angażować studentów. Sam brałem udział w badaniach „orientu” w Krakowie – sprawdzaliśmy społeczności multikulturowe, od restauracji arabskich po bary z kebabem. To jest właśnie folklor współczesny. W Polsce o imigrantach mówi się często przez pryzmat mitów o zasiłkach, a rzadko bada się, jak oni realnie funkcjonują w tkance miasta. Tylko takich badań nie robi się w kilka dni pod założoną tezę. Trzeba wejść w środowisko i poobserwować proces.

Beskidy bywają jednak mentalnie zamknięte. Sam wspomniałeś o interpelacji pewnego beskidzkiego radnego w sprawie piosenki o wiedźmach – zabrakło odczytania kodu kulturowego, pojawiło się oskarżenie o okultyzm. Nie jesteśmy zbyt sztywni na taką zabawę kulturą?

Niestety, wielu pracowników kultury podchodzi do dziedzictwa zbyt purystycznie. Widziałem kiedyś zespół ludowy, który kupił stroje krakowskie na targu, bo członkowie pochodzili z różnych stron Polski i po prostu chcieli mieć wspólny „mundur”, by razem występować. Dla nich ważniejsza była funkcja ludyczna, zabawa, niż poprawność regionalna. Kultura zawsze była formą rozrywki, a my dziś często robimy z niej sztywny przymus. Placówki kultury boją się „ciemnej strony”, czarów czy patologii, a to przecież naturalna część życia każdej społeczności. Miasto sprzyja anonimowości, ale te mroczne narracje w nim krążą. Zacznijmy odkrywać miasto na nowo, bez tego wiecznego lęku przed tym, co nieoczywiste, bo inaczej obudzimy się w miejscu, którego kompletnie nie rozumiemy.

Na koniec – gdybyś miał dać jedną radę mieszkańcom Bielska-Białej, którzy codziennie mijają te wszystkie kamienice w drodze do pracy: jak mają zacząć „czytać” swoje miasto, żeby nie było ono dla nich tylko martwą dekoracją?

Przede wszystkim – niech zaczną pytać. Nie bójmy się rozmawiać ze starszymi sąsiadami, dopóki jeszcze mają siłę i chęć dzielenia się wspomnieniami. To oni są depozytariuszami tych wszystkich „nieoficjalnych” historii, których nie znajdziemy w podręcznikach. Miasto staje się żywe dopiero wtedy, gdy nadamy mu własny kontekst, gdy przestaniemy patrzeć na nie przez pryzmat suchych dat, a zaczniemy dostrzegać w nim te wszystkie warstwy – od dawnego rzemiosła, przez mroczne legendy, aż po dzisiejszą wielokulturowość. Nie czekajmy, aż instytucje kultury podadzą nam gotową, ugrzecznioną pigułkę. Folklor miejski jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy czasem po prostu zwolnić i zajrzeć w bramę, którą mijaliśmy tysiące razy. Tam pod tynkiem wciąż pulsuje prawdziwa tożsamość naszego miejsca zamieszkania.

Rozmawiał: PAWEŁ WIĘZIK

Idź do oryginalnego materiału