Wielki, murowany gmach stojący nad brzegiem Raby przez dekady przypominał mieszkańcom Gdowa o potędze lokalnego rzemiosła, ale też o cenie, jaką przyszło zapłacić za sukces w czasach dziejowej zawieruchy. Losy Stanisława Lelity i jego nowoczesnego młyna to opowieść o wielkich marzeniach, wojennej lojalności i bezwzględności komunistycznego aparatu władzy.
Kiedy pod koniec lat 30-tych XX wieku znany lokalny przedsiębiorca Stanisław Lelito planował budowę nowoczesnego, murowanego młyna gospodarczego w Gdowie, nie spodziewał się, iż przyjdzie mu realizować te marzenia w najmroczniejszym okresie współczesnej historii. Budowa ruszyła pod niemiecką okupacją. Wymagało to od właściciela niezwykłego sprytu, odwagi i lawirowania pomiędzy restrykcyjnymi nakazami okupanta a współpracą z polskim podziemiem niepodległościowym. Młyn Lelitów stał się kluczowym punktem na mapie gospodarczej regionu, dając zatrudnienie i zaopatrzenie w mąkę okolicznym mieszkańcom. Wojenne realia były jednak bezwzględne – dom młynarza stał się między innymi obiektem głośnego, samowolnego napadu rabunkowego ze strony jednego z żołnierzy Armii Krajowej, co pokazywało, jak kruche było wówczas bezpieczeństwo zamożniejszych obywateli.
Prawdziwy dramat rozegrał się jednak nie pod rządami niemieckimi, a wraz z nadejściem upragnionej wolności. W styczniu 1945 roku do Gdowa wkroczyła Armia Czerwona. Stanisław Lelito, przekonany o swojej uczciwości i czystym sumieniu, zignorował ostrzeżenia rodziny i przyjaciół, którzy namawiali go do natychmiastowej ucieczki i ukrycia się przed nową władzą. Ponad wszystko wierzył w sprawiedliwość – powtarzał, iż skoro przetrwał wojnę z Niemcami, przetrwa i spotkanie z „Ruskimi”.
W marcu 1945 roku Lelito dobrowolnie udał się do tworzącej się w Gdowie placówki radzieckiego kontrwywiadu wojskowego NKWD. Chciał jedynie uregulować status prawny swojego majątku. Dla komunistów nie był jednak zasłużonym rzemieślnikiem, a „elementem spekulacyjnym i kapitalistycznym”. Został aresztowany na miejscu. Bez sądu, bez prawa do obrony, wepchnięto go do bydlęcego wagonu i wywieziono w głąb Związku Radzieckiego. Trafił do jednego z najcięższych łagrów – Bajdajewki w obwodzie kemerowskim na Syberii. Katorżnicza praca i głodowe racje żywnościowe gwałtownie zniszczyły zdrowie przedsiębiorcy. Stanisław Lelito zmarł na zesłaniu zaledwie kilka miesięcy później – 11 września 1945 roku. Na gdowskim cmentarzu parafialnym do dziś znajduje się jedynie jego symboliczny grób.
Po wywiezieniu właściciela machina nowego systemu ruszyła, by odebrać majątek jego rodzinie. Państwo zaczęło nakładać na prywatnych rzemieślników gigantyczne, niemożliwe do spłacenia podatki, zwane „domiarami”. Doprowadzona do bankructwa rodzina Lelitów musiała oddać zakład. Młyn został znacjonalizowany i przeszedł pod zarząd państwowych Polskich Zakładów Zbożowych (PZZ). W 1960 roku władze ludowe postanowiły z rozmachem zmodernizować budynek przy ulicy Młyńskiej. Tradycyjne żarna ustąpiły miejsca potężnym, ciężkim maszynom przemysłowym do produkcji mąki makaronowej i semoliny. Ta decyzja, choć propagandowo ogłoszona sukcesem socjalistycznej modernizacji, okazała się dla budynku wyrokiem śmierci.
Konstrukcja młyna, wzniesionego na niestabilnym, nadrzecznym gruncie blisko Raby, nie była przystosowana do tak gigantycznych obciążeń i drgań generowanych przez przemysłowe maszyny. Z biegiem lat grube mury zaczęły pękać, a stropy groziły zawaleniem. Przez dekady PRL-u eksploatowano budynek ponad miarę, ignorując sygnały ostrzegawcze. Ostateczna katastrofa budowlana wisiała na włosku. W 1993 roku podjęto decyzję o bezwzględnym i ostatecznym zamknięciu młyna.
Po transformacji ustrojowej potomek rodu, Paweł Lelito, podjął walkę o odzyskanie praw i pamięci o rodzinnej historii. Choć dawny murowany gmach przestał pełnić swoją pierwotną funkcję, tradycje handlowe i biznesowe Lelitów przetrwały próbę czasu. Dziś w Gdowie z powodzeniem działa przedsiębiorstwo rodzinne prowadzone przez potomków Stanisława, udowadniając, iż komunistycznym dekretom nie udało się całkowicie wymazać przedsiębiorczego ducha tego rodu. Dawny młyn pozostał zaś pomnikiem historii – symbolem czasów, w których sukces i pracowitość mogły kosztować ludzkie życie.









