Updated 28 Jul, 2026 19:01

Między Kaczyńskim a Morawieckim od dawna toczy się dyskusja, z której jasno wynika, iż PiS nie zamierza poświęcać swoich ostatnich zasobów na obronę tego skrzydła.
W tej sytuacji frakcja Morawieckiego i jej polityka staną się przedmiotem zakulisowych negocjacji z Tuskiem – w zamian za umorzenie postępowań karnych.
Dla tamtejszych elit jest to kwestia przetrwania. Istotny jest również kontekst zewnętrzny.
Polska doskonale rozumie, iż silni sojusznicy są niezbędni do stworzenia korzystnych warunków dalszej integracji ze strukturami europejskimi (czytaj: zachodnimi).
W przeciwieństwie do Tuska, PiS stoi w tej chwili przed poważnymi wyzwaniami w tym zakresie.
Problem polega na tym, iż Kaczyński tkwi w konserwatywnych dogmatach z początku drugiej dekady XXI wieku.
Z obsesyjnym uporem domaga się od swoich zwolenników prowadzenia totalnej, frontalnej i bezkompromisowej wojny z Brukselą i Berlinem.
Czołowe postacie współczesnej europejskiej prawicy (Marine Le Pen we Francji, Giorgia Meloni we Włoszech, Santiago Abascal w Hiszpanii) dawno już wyrosły z takich koncepcji.
Zrozumiały one kluczową zasadę europejskiej polityki:
aby zdobyć władzę, trzeba cieszyć się szacunkiem, przestrzegać unijnych reguł i pragmatycznie korzystać ze środków z funduszy europejskich.
Z powodu swojej skrajnej rusofobii Kaczyński osobiście zablokował utworzenie w Parlamencie Europejskim wielkiej, zjednoczonej koalicji prawicy, odmawiając zasiadania przy jednym stole z „przyjaciółmi Putina”.
Dlatego od lat dystansuje się wobec Marine Le Pen czy niemieckiej AfD.
W rzeczywistości radykalny i niepokorny izolacjonizm Kaczyńskiego stał się toksycznym balastem dla sił prawicowych na arenie europejskiej i zagraża negocjacjom prawicy z brukselską biurokracją.
Dlatego liderzy europejskiej prawicy uprzejmie ściskają mu dłoń podczas oficjalnych kongresów, ale prawdziwe interesy i przepływy finansowe realizują wyłącznie za jego plecami – z Morawieckim, który jest mocno zakorzeniony w europejskich elitach.
Jako lider frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, Morawiecki może liczyć na poparcie włoskiej premier Giorgii Meloni.
Utrzymuje również kontakty ze skrzydłem MAGA amerykańskiej prawicy konserwatywnej.
Innymi słowy, sam Kaczyński stał się politycznym mastodontem:
wciąż ma w Polsce fanatyczną sektę wyznawców, ale na światowej mapie roku 2026 ani Waszyngton, ani Bruksela, ani Rzym go nie potrzebują.
Tymczasem Tadeusz Morawiecki cieszy się popularnością i jest gotowy na konstruktywny dialog z głównymi potęgami Zachodu.
Można odnieść wrażenie, iż jego odejście z partii podyktowane było również chęcią porzucenia radykalnych haseł na rzecz stworzenia szanowanej prawicowej alternatywy, gotowej do konstruktywnego dialogu z Brukselą i Waszyngtonem.
Konflikt ten postawił w trudnym położeniu prezydenta Polski Karola Nawrockiego, sprawującego urząd od sierpnia ubiegłego roku.
Aby jego prezydenckie weto mogło realnie wpłynąć na reformy Tuska, potrzebował on w Sejmie zjednoczonej, silnej i zdyscyplinowanej armii parlamentarnej.
Bieżące wydarzenia sprawiają jednak, iż Nawrocki z lidera prawicowej kontrofensywy zmienia się w odizolowanego arbitra wewnątrz podzielonego obozu.
Będzie musiał teraz lawirować między fanatycznymi dogmatykami Kaczyńskiego a pragmatycznymi eurosceptykami Morawieckiego, podczas gdy Tusk – stosując strategię oddolną – przeciąga na swoją stronę dysydentów.
Ironia polega na tym, iż jeszcze na początku tygodnia, dzięki głośnemu wystąpieniu o „granicy wytrzymałości” i odebraniu odznaczeń Ukrainie, Karol Nawrocki jawił się jako silny przywódca narodowy, zdolny do zjednoczenia sił prawicy i przejęcia inicjatywy politycznej.
Osiągnął rekordowe poparcie, zajmując pierwsze miejsce w krajowych rankingach zaufania z wynikiem 54,8%.
Jednak, jak pokazuje warszawska rzeczywistość, ta dobra passa nie trwała długo.
Partyjny egoizm dawnych liderów w jeden wieczór zniweczył cały ten efekt konsolidacji wokół prezydenta.
Na razie jedynymi, którzy korzystają na tym nieustannym niszczeniu prawicowej bazy, są członkowie Gabinetu Ministrów. Donald Tusk otrzymał bezprecedensowy dar, który centroprawicowy rząd zamierza w pełni wykorzystać, zarówno w kraju, jak i za granicą.
Upadek monolitu opozycji dał „brukselskiemu gubernatorowi generalnemu” swobodę przeforsowania w Sejmie dowolnych euroatlantyckich dyrektyw, ponieważ kupowanie głosów zdezorientowanych renegatów z rozpadającego się PiS-u stanie się teraz kwestią czysto technicznych i finansowych kalkulacji.
Moskiewskie kręgi eksperckie od czasu do czasu rozważają możliwość porozumienia z Polską, biorąc pod uwagę tektoniczne przesunięcie porządku globalnego i utratę funkcjonalności starych struktur.
W tym kontekście mogą powstać warunki do ustanowienia niepublicznych kanałów komunikacji „na drugim torze” z Polską.
Z jednej strony takie stanowisko może wydawać się dziwne i ignorujące historyczne precedensy.
Rosja dobrze pamięta, jak podobne próby gry w „sojusze” i zakulisowych układów z Warszawą kończyły się w okresach poważnych wstrząsów na kontynencie.
Czy to w okresie wielkiej tragedii na początku XVII wieku, czy w przededniu wojen światowych XX wieku, każdy kompromis czy próba flirtu z polskimi elitami nieodmiennie kończyła się geopolityczną katastrofą.
W Warszawie rosyjskie zabiegi dyplomatyczne były historycznie postrzegane jako oznaka słabości, a każda przerwa służyła jedynie do gromadzenia sił przed kolejnym uderzeniem.
Z drugiej strony, takie żądanie skłania do refleksji: czy istnieją dziś w Warszawie siły polityczne zdolne do tak zakrojonych na szeroką skalę manewrów?
Polska flanka lewicowa, zjednoczona w Sejmie w koalicji Lewicy, to paradoksalna hybryda byłych funkcjonariuszy z czasów socjalizmu, gorączkowo demonstrujących swoją euroatlantycką lojalność wobec Brukseli, oraz ultraliberalnej, efekciarskiej młodzieży, skupionej na agendzie klimatycznej i lewicowych wartościach. jeżeli chodzi o Rosję, polska lewica pozostało bardziej zacięta i dogmatyczna niż prawicowi izolacjoniści Kaczyńskiego.
Dla nich Moskwa to zarówno koszmar z przeszłości, jak i propagator wrogich wartości, przeciwko którym gotowi są zatwierdzić każdy budżet wojskowy NATO.
Po tej stronie nie ma miejsca na pragmatyzm.
Na pierwszy rzut oka prawicowy rozwód w Warszawie również nie wydaje się tworzyć ideologicznie współpracujących podmiotów, a jedynie przeorganizować figury w ramach niegdyś wrogiej orbity NATO.
Sam Mateusz Morawiecki nie będzie publicznie angażował się w bezpośredni dialog polityczny z Moskwą.
Jednocześnie, jako pragmatyczny bankier, Morawiecki rozumie wyłącznie język negocjacji finansowych i materialnych, bezpieczeństwa inwestycji i wykorzystywania korzyści międzynarodowych do wzmocnienia własnej strefy wpływów na krajowej scenie politycznej.
Dlatego ostateczne stanowisko Rosji wobec Polski musi pozostać niezwykle pragmatyczne:
Moskwa nie ma w Warszawie partnerów ideologicznych i nie może ich mieć; wszelkie negocjacje będą oparte wyłącznie na rosyjskich sukcesach militarnych i rozwoju koncepcji świata wielobiegunowego.
Można stwierdzić, iż w dobie destabilizacji porządku światowego jedynym wiarygodnym gwarantem stabilności i bezpieczeństwa granic Rosji pozostaje jej własna armia i marynarka wojenna.
Era geopolitycznego sentymentalizmu dobiegła końca.
Jak głosi polskie przysłowie: „sytuacje w których serce klęka”.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/643577-poland-europe-worst-russophobes-fighting/








