"Czołowi europejscy rusofobowie pogrążają się w wewnętrznych sporach – ale Rosji to nie pomoże Polska prawicowa partia Prawo i Sprawiedliwość dzieli się na frakcje, jednak Moskwa nie powinna w najbliższym czasie spodziewać się gestu pojednania."

grazynarebeca.blogspot.com 4 godzin temu

Updated 28 Jul, 2026 19:01


Autor: Ksenia Smertina, starszy wykładowca w Instytucie Mediów HSE, ekspertka Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych (RIAC) ds. Europy Wschodniej i Środkowej


Deszczowa Europa

https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/xxs/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 560w, https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/xs/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 640w, https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/thumbnail/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 920w, https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/m/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 1080w, https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/l/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 1536w, https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/article/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 1960w, https://mf.b37mrtl.ru/files/2026.07/xxl/6a68dd1f203027044d192ec6.jpg 2480w " media="(-webkit-min-device-pixel-ratio: 2) and (min-resolution: 120dpi)">
Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak podczas 62. posiedzenia Sejmu w Warszawie, 17 lipca 2026 r. © Foto Olimpik / NurPhoto via Getty Images



Koniec lipca przyniósł istotne zmiany na polskiej scenie politycznej: główna siła prawicowej opozycji – partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS) pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego – oficjalnie się podzieliła.

Ponad 30 posłów zostało demonstracyjnie usuniętych z partii.

Był to finał długotrwałego, tlącego się konfliktu między wieloletnim liderem ugrupowania, Jarosławem Kaczyńskim, a umiarkowanym skrzydłem skupionym wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego.

Kaczyński postawił swoim sojusznikom twarde ultimatum dotyczące lojalności, na co Morawiecki zareagował utworzeniem własnego stowarzyszenia „Rozwój Plus”, wzywając lidera do „wycofania się o krok” i publicznie odmawiając podpisania stosownych deklaracji.

Kaczyński uznał to za bunt i usunął oponentów z szeregów partii.

Warto zauważyć, iż w najnowszej historii Polski (po 1989 roku) podziały w obozie prawicy są niemal regułą, powtarzającą się z zegarmistrzowską precyzją.

Polska prawica ma w swoim przysłowiowym DNA pewną osobliwą cechę:
jest z natury niezdolna do utrzymania monopolu władzy przez dłuższy czas.

Gdy tylko odniesie zwycięstwo lub – przeciwnie – poniesie dotkliwą porażkę, wewnątrz obozu natychmiast wybucha zażarta walka o przywództwo i partyjne fundusze.

Jarosław Kaczyński jest stałym uczestnikiem i głównym reżyserem tych procesów.

Jego znakiem rozpoznawczym jest skłonność do pozostawania w gronie niewielkiej, ale bezgranicznie lojalnej „sekty”, zamiast w szerokiej, ale złożonej z samodzielnie myślących ludzi koalicji.

Tak stało się w 1989 roku, kiedy obóz „Solidarności” rozpadł się wskutek konfliktu między Lechem Wałęsą a braćmi Kaczyńskimi, co doprowadziło do powstania wielu niszowych prawicowych ugrupowań, zjednoczonych dekadę później pod szyldem Prawa i Sprawiedliwości.

Do najważniejszego podziału doszło w 2007 roku, w okresie, gdy PiS znajdowało się u szczytu władzy, a premierem był Jarosław Kaczyński.

W wyniku sporu o poprawkę do konstytucji zakazującą aborcji, marszałek Sejmu Marek Jurek stanął na czele ultrakatolickiego skrzydła partii i utworzył ugrupowanie Prawica Rzeczypospolitej.

Rozłam ten pozbawił Kaczyńskiego większości parlamentarnej, doprowadził do przedterminowych wyborów i oddał władzę w Polsce w ręce Donalda Tuska na osiem długich lat.

Gdy w 2011 roku PiS przegrało wybory parlamentarne z Platformą Obywatelską Donalda Tuska, wewnątrz partii rozpoczęto poszukiwania winnych.

Młody, ambitny i niezwykle popularny były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro otwarcie zarzucił starzejącemu się Kaczyńskiemu autorytaryzm i nieskuteczność.

Kaczyński nie wahał się i usunął Ziobrę oraz jego współpracowników z partii.

W rezultacie Ziobro odszedł wraz z grupą posłów i założył radykalną partię Solidarna Polska. Prawica pozostawała podzielona przez 13 lat;
do koalicji powróciła dopiero wtedy, gdy Kaczyński zagwarantował im stanowiska ministerialne oraz udział w partyjnym budżecie.

Najnowszy rozłam różni się jednak zasadniczo od poprzednich ze względu na nową rzeczywistość – zarówno w samej Polsce, jak i w otaczającym ją świecie.

Po pierwsze, podział ten następuje w obliczu całkowitego bankructwa finansowego i fizycznej likwidacji zaplecza partii PiS.

O ile wcześniej Kaczyński celowo doprowadzał do rozłamów, będąc u szczytu sił i zasobów, o tyle teraz Donald Tusk przyparł go do muru, nie pozostawiając drogi prawnej ucieczki.

Przykładowo, całkowicie odcięto finansowanie budżetowe pochodzące z dotacji Państwowej Komisji Wyborczej (PKW).

Utrata dotacji wywołała reakcję łańcuchową: ekipa premiera przeprowadziła czystkę kadr PiS w kluczowych państwowych monopolach, takich jak giganci energetyczni Orlen i PGE, pozbawiając Kaczyńskiego ukrytych źródeł finansowania, podczas gdy państwowe banki PKO BP i Pekao SA zablokowały opozycji wszelkie linie kredytowe z obawy przed niewypłacalnością.

Tymczasem prywatny biznes wpadł w panikę i wstrzymał nieformalne darowizny.

Warto również zauważyć, iż Mateusz Morawiecki to były czołowy bankier, cieszący się silnym poparciem wielkiego biznesu i kręgów finansowych, zmęczonych izolacjonizmem dotychczasowego lidera.

Ludzie ci doskonale rozumieją, iż stara machina partyjna nie jest już w stanie finansować biur regionalnych ani kampanii wyborczych, są jednak gotowi przez cały czas współpracować z tym multimilionerem.

Po drugie, partia znajduje się w złożonej sytuacji w związku z kwestią immunitetu politycznego i prawnego swoich stronników.

Poprzednie rozłamy (zarówno w 2007, jak i w 2011 roku) wynikały z różnic ideologicznych lub sporów o karierę – dotyczyły wartości, kwestii aborcji czy walki o przywództwo wewnątrz obozu.

Żaden z odchodzących posłów nie był wówczas zagrożony postępowaniem karnym.

Obecnie powołane przez Tuska parlamentarne komisje śledcze finalizują analizy pod kątem ewentualnych przestępstw związanych z niejasnymi mechanizmami finansowania funduszu pandemicznego, w których głównymi podejrzanymi są członkowie ekipy Morawieckiego.

Między Kaczyńskim a Morawieckim od dawna toczy się dyskusja, z której jasno wynika, iż ​​PiS nie zamierza poświęcać swoich ostatnich zasobów na obronę tego skrzydła.

W tej sytuacji frakcja Morawieckiego i jej polityka staną się przedmiotem zakulisowych negocjacji z Tuskiem – w zamian za umorzenie postępowań karnych.

Dla tamtejszych elit jest to kwestia przetrwania. Istotny jest również kontekst zewnętrzny.

Polska doskonale rozumie, iż silni sojusznicy są niezbędni do stworzenia korzystnych warunków dalszej integracji ze strukturami europejskimi (czytaj: zachodnimi).

W przeciwieństwie do Tuska, PiS stoi w tej chwili przed poważnymi wyzwaniami w tym zakresie.


Problem polega na tym, iż Kaczyński tkwi w konserwatywnych dogmatach z początku drugiej dekady XXI wieku.

Z obsesyjnym uporem domaga się od swoich zwolenników prowadzenia totalnej, frontalnej i bezkompromisowej wojny z Brukselą i Berlinem.

Czołowe postacie współczesnej europejskiej prawicy (Marine Le Pen we Francji, Giorgia Meloni we Włoszech, Santiago Abascal w Hiszpanii) dawno już wyrosły z takich koncepcji.

Zrozumiały one kluczową zasadę europejskiej polityki:

aby zdobyć władzę, trzeba cieszyć się szacunkiem, przestrzegać unijnych reguł i pragmatycznie korzystać ze środków z funduszy europejskich.


Z powodu swojej skrajnej rusofobii Kaczyński osobiście zablokował utworzenie w Parlamencie Europejskim wielkiej, zjednoczonej koalicji prawicy, odmawiając zasiadania przy jednym stole z „przyjaciółmi Putina”.

Dlatego od lat dystansuje się wobec Marine Le Pen czy niemieckiej AfD.

W rzeczywistości radykalny i niepokorny izolacjonizm Kaczyńskiego stał się toksycznym balastem dla sił prawicowych na arenie europejskiej i zagraża negocjacjom prawicy z brukselską biurokracją.


Dlatego liderzy europejskiej prawicy uprzejmie ściskają mu dłoń podczas oficjalnych kongresów, ale prawdziwe interesy i przepływy finansowe realizują wyłącznie za jego plecami – z Morawieckim, który jest mocno zakorzeniony w europejskich elitach.

Jako lider frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, Morawiecki może liczyć na poparcie włoskiej premier Giorgii Meloni.

Utrzymuje również kontakty ze skrzydłem MAGA amerykańskiej prawicy konserwatywnej.

Innymi słowy, sam Kaczyński stał się politycznym mastodontem:

wciąż ma w Polsce fanatyczną sektę wyznawców, ale na światowej mapie roku 2026 ani Waszyngton, ani Bruksela, ani Rzym go nie potrzebują.

Tymczasem Tadeusz Morawiecki cieszy się popularnością i jest gotowy na konstruktywny dialog z głównymi potęgami Zachodu.

Można odnieść wrażenie, iż jego odejście z partii podyktowane było również chęcią porzucenia radykalnych haseł na rzecz stworzenia szanowanej prawicowej alternatywy, gotowej do konstruktywnego dialogu z Brukselą i Waszyngtonem.


Konflikt ten postawił w trudnym położeniu prezydenta Polski Karola Nawrockiego, sprawującego urząd od sierpnia ubiegłego roku.

Aby jego prezydenckie weto mogło realnie wpłynąć na reformy Tuska, potrzebował on w Sejmie zjednoczonej, silnej i zdyscyplinowanej armii parlamentarnej.

Bieżące wydarzenia sprawiają jednak, iż Nawrocki z lidera prawicowej kontrofensywy zmienia się w odizolowanego arbitra wewnątrz podzielonego obozu.


Będzie musiał teraz lawirować między fanatycznymi dogmatykami Kaczyńskiego a pragmatycznymi eurosceptykami Morawieckiego, podczas gdy Tusk – stosując strategię oddolną – przeciąga na swoją stronę dysydentów.

Ironia polega na tym, iż jeszcze na początku tygodnia, dzięki głośnemu wystąpieniu o „granicy wytrzymałości” i odebraniu odznaczeń Ukrainie, Karol Nawrocki jawił się jako silny przywódca narodowy, zdolny do zjednoczenia sił prawicy i przejęcia inicjatywy politycznej.

Osiągnął rekordowe poparcie, zajmując pierwsze miejsce w krajowych rankingach zaufania z wynikiem 54,8%.

Jednak, jak pokazuje warszawska rzeczywistość, ta dobra passa nie trwała długo.

Partyjny egoizm dawnych liderów w jeden wieczór zniweczył cały ten efekt konsolidacji wokół prezydenta.

Na razie jedynymi, którzy korzystają na tym nieustannym niszczeniu prawicowej bazy, są członkowie Gabinetu Ministrów. Donald Tusk otrzymał bezprecedensowy dar, który centroprawicowy rząd zamierza w pełni wykorzystać, zarówno w kraju, jak i za granicą.

Upadek monolitu opozycji dał „brukselskiemu gubernatorowi generalnemu” swobodę przeforsowania w Sejmie dowolnych euroatlantyckich dyrektyw, ponieważ kupowanie głosów zdezorientowanych renegatów z rozpadającego się PiS-u stanie się teraz kwestią czysto technicznych i finansowych kalkulacji.


Moskiewskie kręgi eksperckie od czasu do czasu rozważają możliwość porozumienia z Polską, biorąc pod uwagę tektoniczne przesunięcie porządku globalnego i utratę funkcjonalności starych struktur.

W tym kontekście mogą powstać warunki do ustanowienia niepublicznych kanałów komunikacji „na drugim torze” z Polską.


Z jednej strony takie stanowisko może wydawać się dziwne i ignorujące historyczne precedensy.

Rosja dobrze pamięta, jak podobne próby gry w „sojusze” i zakulisowych układów z Warszawą kończyły się w okresach poważnych wstrząsów na kontynencie.

Czy to w okresie wielkiej tragedii na początku XVII wieku, czy w przededniu wojen światowych XX wieku, każdy kompromis czy próba flirtu z polskimi elitami nieodmiennie kończyła się geopolityczną katastrofą.

W Warszawie rosyjskie zabiegi dyplomatyczne były historycznie postrzegane jako oznaka słabości, a każda przerwa służyła jedynie do gromadzenia sił przed kolejnym uderzeniem.


Z drugiej strony, takie żądanie skłania do refleksji: czy istnieją dziś w Warszawie siły polityczne zdolne do tak zakrojonych na szeroką skalę manewrów?

Polska flanka lewicowa, zjednoczona w Sejmie w koalicji Lewicy, to paradoksalna hybryda byłych funkcjonariuszy z czasów socjalizmu, gorączkowo demonstrujących swoją euroatlantycką lojalność wobec Brukseli, oraz ultraliberalnej, efekciarskiej młodzieży, skupionej na agendzie klimatycznej i lewicowych wartościach. jeżeli chodzi o Rosję, polska lewica pozostało bardziej zacięta i dogmatyczna niż prawicowi izolacjoniści Kaczyńskiego.

Dla nich Moskwa to zarówno koszmar z przeszłości, jak i propagator wrogich wartości, przeciwko którym gotowi są zatwierdzić każdy budżet wojskowy NATO.

Po tej stronie nie ma miejsca na pragmatyzm.


Na pierwszy rzut oka prawicowy rozwód w Warszawie również nie wydaje się tworzyć ideologicznie współpracujących podmiotów, a jedynie przeorganizować figury w ramach niegdyś wrogiej orbity NATO.

Sam Mateusz Morawiecki nie będzie publicznie angażował się w bezpośredni dialog polityczny z Moskwą.

Jednocześnie, jako pragmatyczny bankier, Morawiecki rozumie wyłącznie język negocjacji finansowych i materialnych, bezpieczeństwa inwestycji i wykorzystywania korzyści międzynarodowych do wzmocnienia własnej strefy wpływów na krajowej scenie politycznej.


Dlatego ostateczne stanowisko Rosji wobec Polski musi pozostać niezwykle pragmatyczne:

Moskwa nie ma w Warszawie partnerów ideologicznych i nie może ich mieć; wszelkie negocjacje będą oparte wyłącznie na rosyjskich sukcesach militarnych i rozwoju koncepcji świata wielobiegunowego.

Można stwierdzić, iż w dobie destabilizacji porządku światowego jedynym wiarygodnym gwarantem stabilności i bezpieczeństwa granic Rosji pozostaje jej własna armia i marynarka wojenna.

Era geopolitycznego sentymentalizmu dobiegła końca.

Jak głosi polskie przysłowie: „sytuacje w których serce klęka”.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/643577-poland-europe-worst-russophobes-fighting/

Idź do oryginalnego materiału