Czy polskość zależy od nazwiska? Absurdy debaty o pochodzeniu

opolska360.pl 6 godzin temu

Józef Haller i Władysław Anders, wybitni polscy generałowie nosili – o horrendum – niemiecko brzmiące nazwiska. Karol Estreicher miał czelność być polskim uczonym i znakomitym historykiem sztuki, zaś Tadeusz Manteuffel nie dość, iż był dyrektorem Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, to i żołnierzem Armii Krajowej.

Jeden z najbardziej znanych autorów poezji patriotycznej w dziejach literatury polskiej nosił nazwisko Oppman i był zakochany w Warszawie, a twórca pierwszego Słownika Języka Polskiego Samuel Bogumił Linde był synem Szweda i Niemki, z domu Langenhann.

Sama myśl o tym, żeby w dzisiejszych czasach w Europie, po niezliczonych przemieszczeniach ludności – dobrowolnych i przymusowych – czynić z czyjegoś pochodzenia kryterium, według którego będziemy przydzielać prawa – choćby do bycia ministrem – pachnie absurdem. A jak mówi o tym ktoś, kogo nazwisko pochodzi od imienia Gawryła czy Hawryła, czyli wschodniosłowiańskiej postaci imienia Gabriel, absurd ten jeszcze się powiększa.

Trudno przejść obojętnie obok drugiej części wypowiedzi dziennikarki. Przypomnijmy, była ona reakcją na słowa wiceministra Andrzeja Szeptyckiego. W radiowym wywiadzie powiedział on o członkach UPA, iż to „trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni”.

To nie była szczęśliwa wypowiedź. Jej autor zapomniał, iż w Polsce żyje mnóstwo ludzi, którzy sami – lub ich przodkowie – doświadczyli koszmarnych zbrodni dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię. Zgubił gdzieś jej skalę.

Ale to nie znaczy, iż jeżeli minister tak powie, to od razu reprezentuje ukraińskie interesy. Ani iż między wymienionymi przez niego formacjami nie ma choćby najmniejszego podobieństwa. Przy wszystkich różnicach komunistyczny wróg był wspólny.

Polityka historyczna w Polsce do droga do informacyjnej bańki

Jeszcze jedno ważne pytanie. Czy możemy sobie pozwolić na publiczną dyskusję o historii naszego kraju, czy jesteśmy skazani w Polsce wyłącznie na to, by dominowała polityka historyczna? W tej drugiej nie ma miejsca na niuanse. W UPA byli tylko zbrodniarze. A Żołnierze Wyklęci tylko się modlili i bili komunistów. Albo – tak też część ludzi myśli – byli wyłącznie zbrodniarzami i nie mają żadnych zasług ani prawa do szacunku.

Jeśli poddamy się takiemu myśleniu, stworzymy sobie świat na wzór internetowej bańki, w której wszyscy muszą myśleć jak ja. A kto myśli inaczej, jest wrogiem, a przynajmniej budzi nieufność.

Stąd już tylko krok do agresji. Takiej z wypowiedzi Roberta Bąkiewicza, który jesienią ubiegłego roku przybywających do Polski imigrantów nazwał chwastami, które trzeba wyrwać i z pomocą napalmu sprawić, by nie odrosły.

Trudno o zdanie bardziej odległe od tradycji, według której Polska, kiedy była silna (dziś znowu jest), otwierała się na innych. Przyjmowała to, co w obcej kulturze dobre i asymilowała to do swojego dorobku. Oczywiście, o rodzimą kulturę, tożsamość, język, wiarę itd. trzeba się troszczyć. Ale słowo troszczyć nie jest synonimem wyrazu walczyć. Wprost przeciwnie.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „Opolska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału