Poziom intelektualny elit AK był wysoki — i to nie jest komplement grzecznościowy.
To była w dużej mierze przedwojenna inteligencja: absolwenci uniwersytetów (głównie Warszawa, Kraków, Lwów, Wilno), oficerowie sztabowi z wykształceniem wojskowym i cywilnym, prawnicy, lekarze, inżynierowie, historycy, publicyści. Struktury Polskiego Państwa Podziemnego (Delegatura, sądownictwo, tajne nauczanie, prasa, wywiad) wymagały ludzi, którzy umieli myśleć systemowo, pisać, organizować i analizować. Pod względem formalnego wykształcenia i kultury intelektualnej elity AK stały wyżej niż przeciętna elita większości europejskich ruchów oporu.
Dlaczego więc „nie ogarnęły” sytuacji?
Bo problem nie leżał przede wszystkim w IQ, tylko w kilku twardych ograniczeniach:
- Geopolityczna bezradność, nie głupota Polska była między dwoma totalitaryzmami. Elity AK doskonale wiedziały, iż ZSRR jest wrogiem (Katyń 1943 był dla nich potwierdzony, a nie „sowietologiczną spekulacją”). Wiedziały też, iż Zachód ma własne interesy. Ale nie miały żadnej realnej dźwigni. Albo walczyć z Niemcami (i liczyć na to, iż jako sojusznik zachodni wejdą do gry o powojenny układ), albo nie walczyć i zostać uznanym za kolaboranta albo za siłę, którą Stalin i tak zlikwiduje. Trzeciej drogi nie było.
- Nadzieja na Zachód była racjonalna do pewnego momentu Do Teheranu i Jałty (a choćby jeszcze później) wielu ludzi w Londynie i w kraju wierzyło, iż Wielka Brytania i USA nie pozwolą na pełne podporządkowanie Polski Stalinowi. To nie było naiwne w 1942–43. Stało się naiwne dopiero wtedy, gdy fakty (procenty, linie demarkacyjne, milczenie wobec Katynia) stały się oczywiste. Część elit AK te fakty przyjmowała wolniej, bo oznaczały one katastrofę wszystkiego, na czym budowali swoją strategię.
- Moralny i polityczny imperatyw „bycia obecnym” Decyzja o powstaniu warszawskim nie wynikała z braku analizy sił. Wynikała z przekonania, iż jeżeli AK nie stanie w Warszawie przed Armią Czerwoną, to po wojnie nie będzie miała żadnego argumentu politycznego. To było myślenie polityczne, nie wojskowe. Można je uważać za błędne (i było błędne w skutkach), ale nie było to myślenie ludzi, którzy „nie rozumieli sytuacji”. Oni rozumieli, iż bez gestu zbrojnego zostaną zmarginalizowani. Przeliczyli się co do ceny i co do pomocy sowieckiej.
- Informacyjna asymetria i filtr lojalności Komunikacja z Londynem była utrudniona, informacje o realnych zamiarach Stalina i Roosevelta/Churchilla dochodziły fragmentarycznie. Do tego dochodził filtr: ludzie, którzy w 1939–45 budowali podziemie, byli głęboko antyniemieccy i prozachodni. Realizm wobec ZSRR wymagał czasem myślenia, które wyglądało na defetyzm albo na grę na korzyść Niemiec. Wielu tego nie chciało choćby rozważać do końca.
Elity AK nie były intelektualnie słabe. Były elitą kraju, który stracił podmiotowość i miał do wyboru tylko złe opcje. Ich największą słabością nie był brak inteligencji, tylko:
- zbyt długie trzymanie się nadziei na realną pomoc Zachodu,
- niedoszacowanie cynizmu i determinacji Stalina,
- oraz decyzje (jak powstanie), w których logika polityczna wzięła górę nad logiką militarną.
To nie jest historia „głupich elit”. To jest historia elit, które grały w grę, w której wszystkie ruchy kończyły się przegraną, a one wybrały te, które uważały za najmniej hańbiące











