Do Polski nie dotarła jedna z brygad pancernych naszego Wielkiego Brata. Cóż takiego się wydarzyło i dlaczego?

slaskaopinia.pl 11 godzin temu

W internecie i wśród poważnych i mniej poważnych polityków i dziennikarzy krąży wiele teorii spiskowych, a także tych bardziej osadzonych w faktach. Jedni mówią, iż to ustawka Nawrockiego z Trumpem dla poprawienia spadających notowań naszego kontrowersyjnego prezydenta. Gdyby tak było, to chyba jednak nasz zwierzchnik sił zbrojnych, wróg SAFE i wszelkich innych programów zbrojeniowych bez głównego udziału Ameryki, nie miałby problemu z dodzwonieniem się do Waszyngtonu i poproszenia swego Wielkiego Przyjaciela o zmianę szkodliwej dla Polski, Europy i świata decyzji nierozsądnych urzędników z Pentagonu. A musiał korzystać z smsów i pośrednictwa biur bezpieczeństwa narodowego.

Donald Trump powinien w takim przypadku natychmiast odebrać uzgodniony wcześniej telefon, publicznie zrugać urzędników i generałów niewrażliwych na uczucia przyjaźni i wzajemnej miłości obu prezydentów i zapewnić w udostępnionej opinii publicznej rozmowie o wieczystej naszej wzajemnej przyjaźni i wadze prezydenta Nawrockiego w Europie i na świecie.

Zareagował późno i tylko na swoim najprawdziwszym Truth social.

Inni mówią, iż ta decyzja była od dawna planowana w związku ze zmniejszaniem amerykańskiego zaangażowania w Europie i przemieszczaniem sił i środków w strefę Pacyfiku i Bliskiego Wschodu. I iż Europa, w tym nadwiślański kraj, powinni dawno zrozumieć nowe priorytety i budować autonomiczne struktury bezpieczeństwa europejskiego. Niektórzy natomiast wprost nawołują na nie liczenie na sojuszników tylko na siebie, bo w razie realnego konfliktu na naszej wschodniej flance i tak zostaniemy sami jak we Wrześniu 1939 roku.

A co, moim zdaniem, naprawdę się wydarzyło?

Donald Trump urażony brakiem wsparcia europejskich sojuszników w jego wiekopomnej inicjatywie zmiany władz irańskich na proamerykańskie, przejęcia zasobów wzbogaconego uranu, a zwłaszcza zapewnienia bezpieczeństwa Izraelowi, rządzonemu przez syjonistyczny rząd Netanjahu, zarządził zmniejszenie liczebności wojsk amerykańskich w Niemczech o 5 tysięcy żołnierzy.

Dlaczego właśnie tam, skoro Niemcy w przeciwieństwie do np. Hiszpanów, nie utrudniali operacji w Zatoce Perskiej i baza w Rammstein była jak zwykle do dyspozycji. Otóż tam wojska jest najwięcej, a kanclerz Merz nie dość, iż jest jednym z przywódców krnąbrnej Europy, to jest bardzo sceptycznie nastawiony do nieuzgodniowej operacji w Zatoce Perskiej i w dodatku jeszcze pozwolił sobie na jej otwartą krytykę, wskazując też na negatywne skutki tej Wielkiej Operacji Specjalnej.

W Hiszpanii funkcjonują w zasadzie tylko bazy floty i lotnictwa, ważne dla ewentualnych operacji na Morzu Śródziemnym i w Afryce. Podobnie jest we Włoszech. Wybrano więc brygadę pancerną stacjonującą w Bawarii.

W tzw. międzyczasie Donald Trump zajął się kolejnymi groźbami wobec Iranu, odwoływaniem kolejnych ataków, blokowaniem i odblokowywaniem Zatoki Perskiej oraz najpierw przygotowaniami do wizyty w Chinach, a później już spotkaniami z przywódcą Państwa Środka, gdzie jak zwykle odnosił ogromne sukcesy.

A generałowie z Pentagonu z Hegsethem na czele zaczęli kombinować jak zrealizować światłą decyzję o redukcji sił amerykańskich w Europie jak najmniejszym kosztem dla armii i sojuszników. Uznali zapewne, iż łatwiej wstrzymać rotację brygady pancernej w Polsce, bo po pierwsze jest ona właśnie rotacyjna, a po drugie nie zapuściła korzeni, w przeciwieństwie do tej z Bawarii, gdzie żołnierze stacjonują od czasów II wojny światowej i kadra mieszka z rodzinami. Zbudowano tam całe amerykańskie miasteczko.

Zapewne liczyli, iż za kilka tygodni gniew Trumpa na kanclerza minie, a prezydentowi się wytłumaczy, iż tak było taniej i lepiej. Poza tym zaprzestanie wysyłania do Polski 4 tysięcznej brygady na 9 miesięcy oznacza poszanowanie minimalnego limitu wojsk amerykańskich w Europie (76 tysięcy żołnierzy), uchwalonego przez Kongres. Poniżej tego limitu nie można zjechać bez konsultacji z sojusznikami z NATO i bez zgody Kongresu.

Niestety dla Hegsetha, naciskanego przez generałów, chytry plan nie wypalił. Polacy podnieśli rwetes, zaczęli wydzwaniać i składać wizyty nie tylko w Pentagonie, ale również na Kapitolu u republikanów i demokratów. Kosiniak Kamysz postawił na nogi całą dyplomację wojskową w Waszyngtonie i w Brukseli oraz w amerykańskim dowództwie europejskim, a Sikorski dyplomację cywilną. choćby szefowi BBN udało się dodzwonić do zastępcy doradcy Trumpa d/s bezpieczeństwa narodowego.

Do Jego Wysokości dotarło w końcu, iż Pentagon chce Go oszukać i przypomniał sobie nie tylko o tym jak bezczelny jest kanclerz Niemiec, ale także o zobowiązaniach wobec najwierniejszego sojusznika i iż Nałroki wygrał wybory w Polsce po poparciu jego kandydatury przez Jego osobę – prezydenta Donalda Trumpa. Co prawda było to rok temu, ale niestety w tym roku Orban wyborów nie wygrał. Poza tym to jest dobra okazja do podzielenia europejskich sojuszników. Dzięki temu dekret opublikowany na jedynie prawdziwym profilu Truth brzmi: dodatkowe 5 tysięcy żołnierzy wysłać mojemu przyjacielowi Nałroki do Polski!

I prawdopodobnie 4 tys. żołnierzy nie przyleci już z Teksasu, pomimo tego, iż sprzęt już jest w drodze. Przyjedzie za jakiś czas prawdopodobnie brygada z Niemiec, ale najpierw musimy wybudować dla niej bazę taką jaką ma ona w Bawarii, a więc całe miasto. Generałowie i urzędnicy będą zwlekać z nową dyslokacją licząc na kolejną zmianę nastrojów Naczelnego Dowódcy, więc trzeba zachować czujność.

Oczywiście możemy narzekać na anarchizację procesu decyzyjnego w NATO i w samym Waszyngtonie, na zaskakiwanie sojuszników w ogóle, a już tak wiernych jak Polacy w szczególności.

Ale trzeba też dostrzec i docenić fakt pozytywny: wszystkie poważne siły polityczne i władze w naszym kraju działały w tym kryzysie w tym samym kierunku. A sukces czyli utrzymanie wojsk amerykańskich w Polsce w tej czy innej formie jest na tyle znaczący, iż władze RP znów zaczęły licytować swoje zasługi, zamiast w końcu uznać raz na zawsze, iż sprawa bezpieczeństwa kraju musi być omawiana, uzgadniana i chroniona ponad podziałami politycznymi.

Warto też wyciągnąć wnioski na przyszłość. Zmiany które zachodzą w polityce amerykańskiej za kadencji Trumpa i nieobliczalność jego administracji powinny nas skłaniać nie tylko do wzmacniania własnej obrony, ale również do wspierania wysiłków na rzecz budowy drugiej europejskiej, autonomicznej nogi wspólnej obrony, europejskiego dowództwa, wywiadu i rozpoznania satelitarnego oraz odbudowy przemysłu zbrojeniowego.

Również układy dwustronne z Francją, Wlk. Brytanią i Niemcami nie zaszkodzą, a mogą się przydać w nowej sytuacji strategicznej. Oczywiście w naszym interesie leży utrzymanie amerykańskiej obecności konwencjonalnej w Europie, jak i parasola nuklearnego z uwagi na agresywną imperialną Rosję i ze względu na potrzebę utrzymania równowagi wewnątrz NATO. I o to powinniśmy ciągle zabiegać, niezależnie od zmian w Waszyngtonie i niezależnie od zmian politycznych w naszym kraju.

Oczywiście życzę światu i Polsce bardziej stabilnej polityki amerykańskiej i polityków, którzy dobrze rozumieją interesy swojego kraju. Stany Zjednoczone bez silnej, stabilnej i bezpiecznej Europy nie wygrają nowej rywalizacji globalnej w skali świata, a Europa przez cały czas nie jest samowystarczalna.

Idź do oryginalnego materiału