Dokąd prowadzi „pozytywne myślenie”? Ewolucja toksycznego optymizmu

nlad.pl 18 godzin temu

Jeżeli ktoś odpowiada na skargi zdaniami typu „wszystko będzie dobrze” i „inni mają gorzej”, to w rzeczywistości przekazuje komunikat o treści: „jestem głuchy na to, co mówisz”. Trudno w tej sytuacji kontynuować dialog, bo niby o czym? Dokąd prowadzi nas tzw. pozytywne myślenie?

Newsletter

Dołącz do grona zawsze poinformowanych! Zapisz się na newsletter i otrzymuj cotygodniowe podsumowania naszej działalności oraz informacje o nadchodzących wydarzeniach.

Zapisywanie…
Zapisuję się

Dziękujemy za zapis do naszego newslettera!

Pamiętacie słynną scenę z filmu Rejs, w której kaowiec (S. Tym) dokonuje interpretacji piosenki śpiewaka Józia (J. Kłosiński) twierdząc, iż „to niemożliwe, by ktoś śpiewał, iż jest mu niedobrze, iż nie ma konkretnego celu, skoro wiadomo, iż w konkretnych bardzo okolicznościach mamy bardzo konkretne cele” – i w rezultacie przedstawia smutną piosenkę jako „wesołą, optymistyczną, żartobliwą, z akcentami humorystycznymi”?

Kłopoty i emocje Józia nie znikły, gdy je komisyjnie unieważniono. Nie znikły i po przeniesieniu go do sekcji gimnastycznej, żeby nabrał więcej optymizmu. Jeszcze więcej.

Powiedziałbym, iż do jego starych problemów doszły nowe – solistę zanonimizowano w tłumie gimnastyków, pozbawiono możliwości ekspresji i rozwoju indywidualnego talentu wokalnego, który czynił go wyjątkowym, bo choćby o ile w tych „konkretnych bardzo okolicznościach” śpiewał marnie, to robił to na własny rachunek.

W licznych recenzjach i analizach opisuje się tę scenę przede wszystkim jako satyrę na totalitarną propagandę sukcesu, przytłaczającą cenzurę w PRL, kontrolę kultury, odgórną organizację czasu wolnego tłumiącą i unieważniającą autentyczne uczucia i talenty jednostek. Rzadziej podkreśla się uniwersalne znaczenie tego pozornie prostego epizodu, który jest ilustracją rzeczywistości. Tej wczorajszej i tej jutrzejszej, pełnej śpiewaków i kaowców funkcjonujących nie tylko w warunkach opresji w wymiarze państwowym, ale też w mniejszych zbiorowościach uzbrojonych w wyraziste idee przewodnie, gdzie dla pozornego wspólnego dobra ignoruje się lub przeinacza indywidualny punkt widzenia.

Toksyczna pozytywność

Zupełnie natomiast nie dostrzega się i nie analizuje naturalnej korelacji między wymową wspomnianej sceny z Józiem i kaowcem a opisywanym często w tzw. fachowej literaturze zjawiskiem toksycznej pozytywności (toxic positivity), co może wynikać z deficytu łączności międzypokoleniowej lub braku kontaktu między badaczami ludzkich zachowań a ludźmi kultury i sztuki, z których pierwsi opisują toksyczne relacje, a drudzy interpretują sceny z filmów.

Zwróćmy uwagę na ewolucję zjawiska toksycznego optymizmu w ciągu kilkudziesięciu lat. Jego najbardziej rozbudowaną, zinstytucjonalizowaną i umasowioną wersję zafundował Polakom (i innym narodom) stalinizm, choć nie tylko nie znano wtedy pojęcia toksycznej pozytywności, ale choćby podjęcie tego rodzaju zawoalowanej krytyki systemu, jaką zawarto w filmie Rejs, było w warunkach rygorystycznej cenzury niemożliwe. Obywatelskiego optymizmu pilnował cały aparat państwa, a niezadowolonych smutasów wysyłano w miejsca znacznie gorsze niż sekcja gimnastyczna.

Także w dekadach, które nastąpiły po śmierci Stalina, PRL był jednym wielkim Rejsem, a wymuszona pseudospontaniczność w postaci niezliczonych akademii, wieców, apeli, pochodów, festiwali i czynów społecznych – jego wizytówką, ze szczególnym natężeniem urzędowego optymizmu w czasach Gierka. Z biegiem czasu jednak, obok kryzysu gospodarczego i politycznego, resztki faktycznego optymizmu w narodzie rozwiało kilka głośnych katastrof kończących dekadę: wybuch gazu w warszawskiej Rotundzie (1979), katastrofa samolotu „Mikołaj Kopernik” na Okęciu (1980) i tragiczny wypadek kolejowy pod Otłoczynem (1980).

W latach 80., a zwłaszcza w ich drugiej połowie, wizytówka wymuszonej euforii przyblakła, a propaganda sukcesu zelżała. Obok twórczości „wesołej, optymistycznej, żartobliwej, z akcentami humorystycznymi”, upowszechnił się w polskiej popkulturze zwyczaj śpiewania „zgniło, ponuro”. Mimo iż to jeszcze nie oznaczało, iż znikła cenzura i iż można było wyrazić wszystko, to jednak paleta emocji w mediach znacznie się poszerzyła.

Na Zachodzie, gdzie tzw. pozytywne myślenie nie było zjawiskiem politycznym, ale potężnym trendem kulturowym, psychologia badała już wówczas zjawisko „optymizmu na siłę”, choć pojęcie toxic positivity pojawiło się po raz pierwszy dopiero w książce Jacka Halberstama The Queer Art of Failure (2011), a znacząco upowszechniło po roku 2019, gdy używano go np. na określenie lekceważenia zagrożeń związanych z rozprzestrzenianiem się pandemii COVID-19. Istotnie spopularyzowała je Whitney Goodman w książce Toxic positivity: Keeping It Real in a World Obsessed with Being Happy (2022).

Może szkoda, iż zjawisko sklasyfikowano tak późno, wiele lat po zaniku jego najgroźniejszych, totalitarnych form i choćby dość długo po ukształtowaniu się tego, co nazywamy współczesnym społeczeństwem dobrobytu. Jednakże fakt, iż wcześniej tego fenomenu nie nazwano, nie świadczy o tym, iż ludzie pierwszej połowy XX wieku byli ciężko myślący i mało spostrzegawczy. Raczej świadczy o tym, iż byli znacznie bardziej odporni od ludzi nam współczesnych. Żyjąc w warunkach wojen światowych i despotycznych dyktatur doświadczyli niebezpieczeństw i trudności znacznie większych, niż obawa, iż ktoś im powie „weź się w garść” i „wszystko będzie dobrze”.

„Jaki możesz mieć problem, kiedy Bóg pokonał śmierć?”

Przykładów środowisk przesiąkniętych toxic positivity w czasach dzisiejszych przez cały czas jest wiele. Może to być na przykład korporacja wymuszająca w każdej sytuacji tzw. pozytywne myślenie przy jednoczesnym zamiataniu pod dywan realnych problemów, jakby dostrzeganie we wszystkim tylko jasnych stron stanowiło rozwiązanie uniwersalne. Pół biedy, jeżeli korporacyjny „śpiewak” zachowuje fasadowy optymizm jedynie na zewnętrzny użytek. Gorzej, gdy jego zakres pojmowania rzeczywistości zostaje oszlifowany do tego stopnia, iż przestaje ogarniać jej słabe strony i staje się zurzędniczonym ślepym wyznawcą korporacji.

Pokrewna forma wymuszonego kolektywnego optymizmu występuje w strukturach związków wyznaniowych, zwłaszcza w grupach o szczególnym natężeniu programowego i doktrynalnego zachwytu, euforii „na przekór” i „mimo wszystko”, jak chasydzi, świadkowie Jehowy, liczne środowiska chrześcijan ewangelikalnych, choć i wiele grup katolickich nie jest od niego wolnych. „Jaki możesz mieć problem, kiedy Bóg pokonał śmierć?”, „jak możesz tęsknić za czymś bliżej nieokreślonym, kiedy Bóg cię kocha, kiedy wokół od inicjatyw aż się roi?”, „niepokalane serce Maryi ostatecznie zatriumfuje”, „przyjdzie Mesjasz”, „przetrwamy Armagedon”. Jakby fanfary i urzędowy optymizm mogły być antidotum na czyjś osobisty upadek. Jakby gromkie zaklęcia mogły wypełnić indywidualny rachunek, z którym jednostka staje przed wiecznością.

Presja na pozytywne myślenie w korporacji i pokazowy optymizm w religii to odpowiedniki prób wpłynięcia przez kaowca z Rejsu na ludzką percepcję i unieważnienia uczuć jednostki. Straci ona podmiotowość w chwili, gdy uzna, iż dla sekcji gimnastycznej warto zamilknąć. Oczywiście to tylko przykłady wyjęte z szerszego kontekstu, bo ilu z nas słyszało choćby od bliskich osób zaklęcia typu: „wszystko będzie dobrze” (i wcale nie było dobrze) lub „nie narzekaj, bo dziadek pod Monte Cassino miał gorzej”?

Problem nie tkwi w samej instytucji korporacji, w religii, w osobach bliskich w ogólności, ani choćby w idei kolektywizmu, ale w konkretnych zachowaniach będących nadużyciem lub lekceważeniem. o ile ktoś odpowiada hasłami typu: „wszystko będzie dobrze” i „inni mają gorzej”, to w rzeczywistości przekazuje komunikat o treści: „jestem głuchy na to co mówisz”. Trudno w tej sytuacji kontynuować dialog, bo niby o czym?

W czasach obecnych nie zanikł też niestety toksyczny optymizm polityczny ani choćby różne mutacje propagandy sukcesu, choć ze względu na brak państwowej cenzury, potencjalnie trująca polityka informacyjna każdej kolejnej ekipy rządzącej i każdej partii może w dowolnym czasie spotkać się z publiczną ripostą, co ją naturalnie osłabia.

Skrajną formę toksycznego optymizmu reprezentują współczesne piramidy finansowe, szemrane sieci sprzedaży bezpośredniej i pokrewne instytucje z gatunku sekciarstwa ekonomicznego działające na granicy prawa lub przekraczające tę granicę. Sztucznie kreowane pozytywne nastawienie jest tam narzędziem manipulacji, świadomego fałszowania rzeczywistości, żerującym na ludzkiej potrzebie szczęścia i poprawy dobrostanu. Pozorowany optymizm jest łańcuchem, na którym trzyma się pseudoinwestorów, pomocnym w regularnym oskubywaniu ich z pieniędzy i często ma groźniejszy wymiar niż wspomniane wcześniej formy toxic positivity, których źródłem było „tylko” niezrozumienie, ignorancja, lekceważenie lub lenistwo emocjonalne.

Mogłoby się zdawać, iż poziom świadomości i wiedzy ekonomicznej jest dziś większy niż w latach 90., gdy tego typu szulerskie praktyki pojawiły się w Polsce (a na przykład Albanię doprowadziły na próg wojny domowej), tym bardziej, iż w dobie ułatwionego dostępu do informacji i sztucznej inteligencji łatwiej rozpoznać i prześwietlić oszusta. Dziwi więc fakt, iż wciąż dają się na to nabrać tysiące, dziesiątki lub może setki tysięcy ludzi, w zależności od tego, jak szeroko rozumiemy sekciarstwo ekonomiczne.

Czytaj także

Nie chcemy się ruszać – o kulturze fizycznej Polaków

Krzysztof Głowacki
8 września 2023
Felieton

Postmodernizm jako narzędzie opresji

Mateusz Kukla
8 grudnia 2025

Zamiast zakończenia

Gdyby świat był prosty i oferował tylko nieskomplikowane rozwiązania, gdyby sens sceny ze śpiewakiem z Rejsu można było sprowadzić do schematu: „opresyjna władza tłumi indywidualną wrażliwość człowieka i jego prawo do ekspresji”, a wnioski z niej płynące sformułować jako uniwersalną potrzebę obrony praw jednostki do wyrażania emocji, na tym mógłbym zakończyć. A potem siedzieć i zachwycać się wielkością cywilizacji, w której Newton, Einstein, Beethoven i Pavarotti mogli rozwijać swe talenty, bo żaden kaowiec nie wyrzucił ich do sekcji gimnastycznej, by nabrali więcej optymizmu.

Natura jest bardziej zróżnicowana. Burzy jednoznaczność wniosków, jakie można wyciągnąć z tego tekstu.

Po drugie: od dalszych znajomych nie wymagajmy bliższego zainteresowania.

Po trzecie: dobrze, jeżeli człowiek buduje własną odporność, zamiast pielęgnować w sobie chwiejne drzewko, które zegnie lekki wiatr. Współcześni psycholodzy przeceniają rolę wrażliwości i trzęsą się od potępienia przekazu typu „weź się w garść”, ale w przypadku wielu osób w przejściowym kryzysie, ale o stabilnej konstrukcji, tego rodzaju komunikat, słusznie skądinąd kwalifikowany jako toksyczny optymizm, zadziała lepiej niż wsłuchiwanie się w ich narzekanie. Są sytuacje, gdy lepiej zgasić problem jak peta, niż pompować go poprzez nadmiar troski, który może okazać się bardziej trujący od toksycznego optymizmu. Pamiętajmy i o tym.

Ten tekst przeczytałeś za darmo dzięki hojności naszych darczyńców

Nowy Ład utrzymuje się dzięki oddolnemu wsparciu obywatelskim. Naszą misją jest rozwijanie ośrodka intelektualnego niezależnego od partii politycznych, wielkich koncernów i zagraniczych ośrodków wpływu. Dołącz do grona naszych darczyńców, walczmy razem o podmiotowy naród oraz suwerenną i nowoczesną Polskę.

Darowizna na rzecz portalu Nowy Ład Koniec Artykuły

Rodzaj płatności(wymagane)
Wpłata jednorazowa
Wpłata cykliczna
Wybierz kwotę płatności(wymagane)
250 zł
150 zł
100 zł
50 zł
20 zł
Pozostałe
Imię i nazwisko(wymagane)
Imię Nazwisko
Email(wymagane)
Zgoda PayU(wymagane)
Wpłacając darowiznę zgadzasz się z polityką prywatności i regulaminem darowizn PAYU
Idź do oryginalnego materiału