Rolnicy obawiają się, iż zalew tańszej
żywności z Ukrainy przyczyni się do strat rodzimych producentów żywności, a w konsekwencji do bankructwa polskich gospodarstw. Podkreślają, iż produkty z Ukrainy nie spełniają rygorystycznych norm środowiskowych i jakościowych UE.– Zboże przeznaczone na eksport do innych państw pozostaje na polskim rynku i zaniża ceny skupu zbóż uprawianych przez polskich rolników. Unijne regulacje ekologiczne (Zielony Ład) zwiększają koszty produkcji żywności w Polsce – tłumaczą protestujący w Dołhobyczowie rolnicy.Protestujący domagają się ścisłej kontroli granicy i ochrony rodzimego rynku przed skutkami liberalizacji handlu z Ukrainą. Polscy rolnicy żądają dalszego utrzymania embarga na produkty rolno-spożywcze z Ukrainy.Nie dla importu z Ukrainy i Ameryki Południowej– Sprzeciwiamy się nadmiernemu importowi produktów rolnych z Ukrainy. Domagamy się dalszego utrzymania bezterminowego embarga na pszenicę, kukurydzę, rzepak i słonecznik. Przy naciskach Komisji Europejskiej na polski rząd w tej sprawie obawiamy się, iż nasi rządzący im ulegną. A na to nie ma naszej zgody – mówi jeden z uczestników protestu, który – jak dodaje – jest „oddolną inicjatywą rolników”. Udział zapowiedzieli między innymi producenci buraka cukrowego, zbóż, owoców oraz warzyw – uzupełniają organizatorzy protestu.Protest rolników w Dołhobyczowie nie przewidywał blokady ruchu drogowego. Pikieta miała charakter stacjonarny. Pierwotnie zakładano, iż akcja protestacyjna potrwa od godziny 11.00 do 15.30. W ostatniej chwili, ze względu na warunki atmosferyczne, czas trwania protestu skrócono do około jednej godziny.PRZECZYTAJ TEŻ: Oscypek bez ochrony przed Mercosurem. Polska pominęła regionalne produkty i wpisała tylko dwa alkohole!– Organizatorzy akcji protestacyjnej zadeklarowali, iż w końcowej fazie protestu uczestnicy przemaszerują przez przejście piesze w okolicach punktu granicznego. Utrudnienia w ruchu na przejściu granicznym powinny więc być znikome – poinformowali tuż przed protestem policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Hrubieszowie.Gospodarz gminy Dołhobyczów, wójt Grzegorz Drewnik, obserwował akcję protestacyjną w okolicy tamtejszego przejścia granicznego.– Jestem bardzo zadowolony, iż rolnicy swoimi protestami popierają działania obecnego rządu i europosła Krzysztofa Hetmana, który najpierw próbował za utworzeniem mniejszości blokujących, potem za wprowadzeniem klauzul bezpieczeństwa dla Polski, a w końcu za skierowaniem umowy UE z Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co w końcu się udało. Niestety nie wszystko, co zostało w przyszłości zepsute, da się teraz naprawić, ale trzeba próbować. Trzeba się starać, bo silne rolnictwo to silna gmina Dołhobyczów, silny powiat hrubieszowski, a także silna Polska – komentuje Grzegorz Drewnik.Realne zagrożenie dla polskiego rolnictwaRolnicy szczególnie obawiają się skutków liberalizacji handlu rolno-spożywczego z Ukrainą oraz potencjalnego porozumienia z krajami Mercosur (m.in. Brazylia, Argentyna, Paragwaj, Urugwaj).– Dzisiaj protestujemy przeciwko jednej i drugiej umowie, czyli z Ukrainą oraz z grupą państw Mercosur, mając słuszną ocenę, słuszną opinię, iż te umowy w przypadku ich liberalizacji mogą zaszkodzić europejskiemu, w tym polskiemu rolnictwu – podkreśla jeden z protestujących w Dołhobyczowie.Europarlament wysłał umowę UE z Mercosurem do TSUE. To może choćby o dwa lata opóźnić wejście w życie tej umowy. W ostatnich dniach Ursula von der Leyen podpisała umowę polityczną i handlową z krajami Mercosuru, a następnie posłowie Parlamentu Europejskiego zagłosowali za zaskarżeniem umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Ameryką Południową w najwyższym sądzie UE. Oficjalnie chodzi o ocenę, czy umowy są zgodne z traktatami UE. TSUE ma bardzo długotrwałe procedury, a Komisja Europejska szacuje, iż czas oczekiwania może potrwać od 18 do 24 miesięcy, co – jak zauważają już światowe media – może właśnie o tyle opóźnić jej zawarcie. Dzięki tej umowie eksport unijny do Ameryki Łacińskiej może wzrosnąć choćby o 39 proc., według szacunków Brukseli. Główną rolę w debacie o skutkach tej umowy wiodą rolnicy ze wszystkich państw rolniczych – Polski, Francji, Włoch, a także Austrii. Przeciwnicy twierdzą, iż dzięki umowie gwałtownie zwiększy się import taniej wołowiny, cukru i drobiu, co zaszkodzi pozycji krajowych rolników.