Dwa dni do wojny celnej. O co gra Kanada?

bejsment.com 1 godzina temu

Donald Trum i Mark Carney

Kanadzie pozostały zaledwie dwa dni na zawarcie porozumienia handlowego ze Stanami Zjednoczonymi, które pozwoliłoby uniknąć zapowiedzianych przez Donalda Trumpa 50-procentowych ceł na setki kanadyjskich produktów. Mimo intensywnych rozmów prowadzonych w ostatnich tygodniach stanowiska obu stron przez cały czas znacznie się różnią. Coraz bardziej realny staje się więc scenariusz, w którym nowe taryfy zaczną obowiązywać w środę.

Stawka negocjacji jest przy tym znacznie większa niż uniknięcie kolejnego pakietu ceł. Ottawa próbuje jednocześnie uzyskać obniżenie istniejących już amerykańskich taryf na samochody, stal, aluminium, miedź i drewno. Waszyngton wykorzystuje natomiast presję czasu, domagając się zmian w kanadyjskiej polityce wobec amerykańskich samochodów, produktów mlecznych i alkoholu.

Powstaje skomplikowany układ, w którym każda ustępstwo ma swoją cenę. I nie zawsze płaci ją rząd federalny.

Samochody – 12,5 procent to wciąż za dużo

Pracowniczka fabryki montażowej General Motors produkującej Chevroleta Silverado w Oshawie.

Jednym z najważniejszych punktów sporu pozostaje przemysł motoryzacyjny. Według informacji pochodzących ze źródeł zbliżonych do negocjacji Amerykanie proponują obniżenie obecnych 25-procentowych ceł na samochody do 12,5 proc. Kanadyjczycy uważają tę ofertę za niewystarczającą.

Dla Ontario, będącego sercem kanadyjskiego przemysłu samochodowego, sprawa ma fundamentalne znaczenie. Branża jest głęboko zintegrowana z amerykańską – części i podzespoły podczas produkcji samochodu mogą wielokrotnie przekraczać granicę.

Dlatego przewodnicząca związku zawodowego Unifor Lana Payne przekonuje, iż amerykańskie cła uderzają również w przedsiębiorstwa i pracowników w USA. Jednocześnie ostrzega Ottawę przed pochopnym zaakceptowaniem choćby obniżonych taryf. Formalna zgoda Kanady na cła mogłaby bowiem stać się punktem wyjścia do utrzymania ich podczas przyszłych negocjacji nad układem CUSMA.

Problem polega na tym, iż całkowity brak ustępstw także wydaje się mało realny. Kanadyjscy negocjatorzy mają świadomość, iż za porozumienie trzeba będzie zapłacić.

Mleko – polityczna czerwona linia

Jeszcze bardziej drażliwym obszarem jest kanadyjski system zarządzania podażą produktów mlecznych, od lat krytykowany przez Trumpa.

Kanada pozwala na bezcłowy import określonej ilości amerykańskich produktów, ale po przekroczeniu ustalonych kontyngentów stosuje bardzo wysokie taryfy. Waszyngton uważa system za dyskryminujący i wskazuje między innymi, iż warunki dotyczące amerykańskich serów są mniej korzystne niż te stosowane wobec produktów z Unii Europejskiej.

Według informacji z negocjacji również tutaj Ottawa będzie prawdopodobnie musiała zaoferować ustępstwa.

To jednak wyjątkowo niebezpieczne politycznie. Premier Quebecu Christine Fréchette już zapowiedziała, iż system zarządzania podażą jest dla jej prowincji czerwoną linią. Od jego utrzymania zależą tysiące gospodarstw i miejsc pracy.

Carney musi więc przekonać Trumpa, nie wywołując jednocześnie politycznej burzy we własnym kraju.

Alkohol – Ottawa negocjuje również z prowincjami

Pracownik LCBO w Toronto usuwa amerykański alkohol ze sklepowych półek w marcu 2025 roku.

Jeszcze wyraźniej widać ten problem w sporze dotyczącym amerykańskiego alkoholu.

Po rozpoczęciu konfliktu handlowego większość prowincji usunęła amerykańskie trunki ze sklepów. Dla Waszyngtonu stało się to jednym z argumentów uzasadniających kolejne działania przeciwko Kanadzie.

Rząd federalny miał już poprosić prowincje, aby były przygotowane na szybkie przywrócenie amerykańskiego alkoholu do sprzedaży w przypadku zawarcia porozumienia. Kłopot w tym, iż Ottawa nie może im tego nakazać. Decyzje należą do władz prowincjonalnych.

Alberta i Saskatchewan już wznowiły sprzedaż amerykańskich trunków, ale pozostałe prowincje stawiają warunki.

Premier Ontario Doug Ford zapowiedział, iż amerykański alkohol może wrócić na półki, jeżeli Kanada uzyska „uczciwe porozumienie” chroniące przemysł samochodowy, stalowy, drzewny, rolnictwo i produkcję. Podobne stanowisko zajmuje Quebec, oczekujący ulg między innymi dla aluminium i przemysłu.

W efekcie kanadyjscy negocjatorzy siedzą przy dwóch stołach jednocześnie: przy jednym targują się z Waszyngtonem, przy drugim muszą przekonać własne prowincje.

Stal i aluminium – kosztowne czekanie

Pracownik znakuje rolkę stali w Cascadia Metals w Delcie w Kolumbii Brytyjskiej

Ottawa zabiega także o zmniejszenie amerykańskich ceł na stal, aluminium i miedź, wynoszących w tej chwili od 10 do 50 proc.

Rząd Carneya już przygotowuje gospodarkę na możliwość przedłużającego się konfliktu. Uruchomiono miliard dolarów pożyczek za pośrednictwem Business Development Bank of Canada dla przedsiębiorstw najbardziej dotkniętych taryfami. Do tego doszedł program wart 100 mln dolarów, który ma pokrywać połowę kosztów transportu kanadyjskiej stali koleją lub drogą morską wewnątrz kraju.

To nie rozwiązuje jednak zasadniczego problemu. Programy pomocowe mogą kupić przedsiębiorstwom czas, ale nie zastąpią dostępu do największego rynku eksportowego Kanady.

Drewno – spór, którego Trump nie chce negocjować

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja producentów drewna. Łączne amerykańskie cła na kanadyjską tarcicę sięgają już 45 proc., a Waszyngton nie chce włączać tego problemu do obecnych negocjacji.

Amerykanie traktują wieloletni konflikt o drewno jako odrębną sprawę. Dla Kanady, a zwłaszcza Kolumbii Brytyjskiej, takie stanowisko jest bardzo niekorzystne.

Dodatkowe 50-procentowe taryfy mają objąć m.in. sklejkę, drzwi, elementy drewniane i część produktów tartacznych. Premier Kolumbii Brytyjskiej David Eby naciska więc na Ottawę, podkreślając, iż rozwiązanie sporu jest jednym z najważniejszych interesów gospodarczych prowincji.

Minerały krytyczne – kanadyjski as w rękawie

Pracownicy Cameco idą tunelem do maszyny do wiercenia strumieniowego (JBS) w kopalni uranu Cigar Lake w północnym Saskatchewan

Kanada ma jednak coś, czego bardzo potrzebują Stany Zjednoczone: bogate zasoby minerałów krytycznych.

Lit, nikiel, kobalt i miedź są niezbędne dla przemysłu zbrojeniowego, energetyki, elektroniki oraz produkcji baterii. Waszyngton chce ograniczać zależność od dostaw z Chin, a trwająca wojna z Iranem dodatkowo zwiększa znaczenie zabezpieczenia strategicznych łańcuchów dostaw.

Amerykanie zabiegają więc o preferencyjny dostęp do kanadyjskich surowców. W tym miejscu relacja zaczyna wyglądać inaczej: to nie tylko Kanada potrzebuje amerykańskiego rynku. Stany Zjednoczone również potrzebują Kanady.

Do negocjacyjnego pakietu wchodzą ponadto bezpieczeństwo, energetyka, a choćby zakup amerykańskich myśliwców F-35. Minister obrony David McGuinty potwierdził, iż sprawa samolotów jest analizowana przez zespół negocjacyjny. Ottawa może więc wykorzystać wielomiliardowe zamówienia obronne jako dodatkową kartę przetargową.

Gra o coś więcej niż cła

Największy problem Marka Carneya polega na tym, iż nie istnieje jedno porozumienie, które byłoby korzystne dla wszystkich części Kanady.

Ontario chce chronić samochody i stal. Quebec broni przemysłu mleczarskiego i aluminium. Kolumbia Brytyjska domaga się rozwiązania problemu drewna. Prowincje wykorzystują bojkot amerykańskiego alkoholu jako własną kartę przetargową. Rząd federalny musi natomiast patrzeć na gospodarkę jako całość.

Trump doskonale zdaje sobie sprawę z tych różnic. Groźba 50-procentowych ceł zwiększa presję nie tylko na Ottawę, ale także na poszczególne prowincje i sektory gospodarki. Im bliżej terminu ich wprowadzenia, tym większa pokusa, by ratować własną branżę kosztem ustępstw w innej.

Dlatego końcówka negocjacji przypomina bardziej układanie niezwykle skomplikowanej transakcji niż zwykłe rozmowy o taryfach. Kanada może zgodzić się na pewne ustępstwa w sprawie nabiału, alkoholu czy dostępu do minerałów krytycznych, oczekując w zamian redukcji ceł na samochody, stal i aluminium. Nie wiadomo jednak, czy Waszyngton uzna taką wymianę za wystarczającą.

Na dwa dni przed terminem wejścia nowych taryf w życie porozumienie przez cały czas jest możliwe. Coraz wyraźniej widać jednak, iż jeżeli powstanie, nie będzie dla Kanady zwycięstwem bez kosztów.

Prawdziwe pytanie brzmi już nie czy Ottawa będzie musiała ustąpić, ale gdzie może ustąpić najmniej, aby ocalić najwięcej.

Idź do oryginalnego materiału