Dwa pomniki

gazetatrybunalska.info 6 dni temu

Niektórym zrobiło się przykro na wieść o rozbiórce Pomnika Czynu Partyzanckiego pod Polichnem. I nie chodzi tu o indywidualną ocenę działalności jednej z grup partyzanckich.

Trudno nie zgodzić się z argumentami wielu osób „zdziwionych” całą sytuacją, iż był to pomnik poświęcony partyzantom, którzy walczyli z niemieckim okupantem, przelewali swoją krew i oddawali życie za ukochaną Polskę. Tych, którzy nie doczekali szczęśliwego końca było bardzo wielu.

Czy ważne jest to, gdzie ktoś walczył w tej słusznej sprawie? Czy był to Związek Walki Zbrojnej, Armia Krajowa, Gwardia Ludowa, czy też Armia Ludowa, Bataliony Chłopskie, I lub II Armia Wojska Polskiego lub któraś z formacji polskich na Zachodzie Europy – oni wszyscy walczyli za Polskę.

Walka ze śmiertelnym wrogiem Polski i Polaków była dla nich najważniejsza. Czy likwidacja tego pomnika nie jest czasem najlepszym dowodem na postępujące zdziczenie obyczajów, w której jednych ruguje się z pamięci narodu, a w to miejsce próbuje się wprowadzać innych, w tym takich, którzy z walką o Polskę mieli mało wspólnego, za to walka o rządy nad Polską i związanymi z tym korzyściami, szła im całkiem „dobrze”?

W całym zamieszaniu widać macki zaczadziałych aktywistów oraz działania głupich polityków. Jeden z uczestników dyskusji napisał, iż „To jest nienormalne i to jest zakłamywanie naszej historii lub pisanie jej na potrzeby polityków na nowo. choćby w PRL mogłem kupić książki o Akcji Burza i poczytać o moim dziadku z AK.”

Coraz bardziej realne wydaje się to, iż grozi nam kłamliwe powtarzanie, iż w walce z okupantem niemieckim najbardziej zasłużyli się ci, którzy niemieckiemu faszyście choćby nie mieli okazji dać w mordę… Tak jak to opowiadał jeden z bohaterów filmu „Sami swoi”. Jest tu tylko jedna różnica, film to tylko fikcja, a zniszczenie pomnika w Polichnie to fakt najprawdziwszy…

Na zdjęciu generał Rozwadowski. Foto: domena publiczna. Kliknij, aby powiększyć.

W wielkiej opozycji do haniebnej decyzji o rozbiórce pomnika pod Polichnem jest historia druga, którą niedawno ogłosiło dowództwo Wojska Polskiego. Przed Sztabem Generalnym Wojska Polskiego na Mokotowie stanie pomnik generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego, pierwszego szefa Sztabu Generalnego WP. Wybrano już koncepcję rzeźby. Autorem projektu jest Zbigniew Mikielewicz. Przedstawia on generała stojącego na cokole, w mundurze galowym, z szablą u pasa i lornetką w prawej dłoni.

Według regulaminu konkursu wysokość monumentu nie może przekroczyć 5-6 metrów. Cokół ma być wykonany z granitu lub piaskowca, a rzeźba generała z brązu. Pomnik skierowany będzie przodem do ulicy Rakowieckiej. Na cokole będzie umieszczona tabliczka z inskrypcją: „Gen. broni Tadeusz Jordan-Rozwadowski, 1866-1928, pierwszy Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego”.

Nie wszyscy prawdopodobnie wiedzą, iż gen. Rozwadowski jest jednym z architektów polskiej niepodległości. To on, w czasie największej próby, kiedy bolszewicy stali u bram Warszawy, podjął bohaterski wysiłek obrony stolicy i całej Polski, zakończony tak hucznie świętowanym dziś zwycięstwem.

Symbolem tego zwycięstwa jest jednak w tej chwili ktoś, kto w tamtym czasie zachował się wręcz nieodpowiedzialnie, spił się na umór i załamany opuścił krwawiącą armię, po czym udał się wprost w ramiona jednej ze swoich kochanek. Jego głośne czyny, jakoby gwałtownie przystąpił do chwalebnej walki na innym odcinku frontu, mają się do rzeczywistości tak jak pięść do nosa. Niektórzy ciągle opowiadają tę bujdę na resorach, mając nadzieję – tak jak minister propagandy hitlerowskich Niemiec Goebbels, iż kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się faktem.

Gen. Rozwadowski był przeciwnikiem Józefa Piłsudskiego. W maju 1926 roku stał na czele wojsk wiernych rządowi, kiedy Piłsudski postanowił przeprowadzić zamach stanu. Długo więziony przez zamachowców, zmarł w dziwnych okolicznościach 18 października 1928 roku w lecznicy św. Józefa przy ul. Hożej w Warszawie.

Dla mnie to symbol pewnego rodzaju sprawiedliwości. To sygnał, iż choćby największe kłamstwa, choćby powtarzano je usilnie przez ponad sto lat (Bitwa Warszawska miała miejsce w sierpniu 1920 roku) i tak skończą na śmietniku historii. Mam nadzieję, iż to początek chwalebnej drogi generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego po należny mu szacunek Polaków. Szkoda, iż człowiek musiał czekać na to sto lat.

Czy tak samo będzie w przypadku partyzantów spod Polichna?

→ Tomasz Miller

24.03.2026

• zdjęcie tytułowe: Pomnik Czynu Partyzanckiego w Polichnie, pow. piotrkowski, foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska

• więcej tekstów autora: > tutaj

Idź do oryginalnego materiału