
Wojna to dzisiaj nie tylko lufa i pancerz. To przede wszystkim dane, łączność i oprogramowanie.
Najnowszy raport Justina Bronka z instytutu RUSI (brytyjski think-tank, jeden z najstarszych na świecie) pokazuje coś, co fanów technologii powinno zafascynować i zaniepokoić jednocześnie: Rosja buduje „ekosystem” obrony przeciwlotniczej, który dąży do płynności znanej nam z urządzeń konsumenckich. Tyle iż zamiast streamowania multimediów, przesyła dane o celu dla rakiet 48N6.
Zazwyczaj patrzymy na rosyjskie straty i myślimy: „stary sprzęt, radziecka myśl techniczna”. Błąd. Justin Bronk w swoim raporcie na 2026 rok ostrzega, iż pod tą często przestarzałą powłoką dokonał się brutalny, cyfrowy skok, który wymusza na Zachodzie zmianę myślenia o przewadze w powietrzu.
S-400 i A-50U, czyli „Handoff” w wersji bojowej
Znasz to uczucie, gdy zaczynasz pisać maila na iPhone, a kończysz na Macu? Rosjanie opanowali to w kategorii „hard”. Wykorzystują systemy S-400 (SA-21) w połączeniu z samolotami wczesnego ostrzegania A-50U.
Zasada jest prosta: bateria na ziemi wystrzeliwuje pocisk 48N6 „w ciemno”, za horyzont. Radar naziemny nic nie widzi, bo przeszkadza mu krzywizna Ziemi. Wtedy do gry wchodzi A-50U, który z góry „podświetla” cel i przesyła dane bezpośrednio do lecącej rakiety. To trochę jak bojowy AirPlay – z opóźnieniami, ryzykiem utraty sygnału i ograniczoną precyzją, ale działający wystarczająco dobrze, by razić cele, które teoretycznie były bezpieczne na niskim pułapie.
Software Update pod ostrzałem
To, co w iMagazine nazywamy „poprawkami błędów i stabilności”, w rosyjskich radarach dzieje się teraz w czasie rzeczywistym. Bronk zauważa, iż Rosja dokonała ogromnego postępu w procesorach sygnałowych (DSP).
Brytyjski analityk pisze o adaptacyjnym kodzie. W praktyce oznacza to, iż rosyjskie radary „uczą się” sygnatur zachodnich pocisków przeciwradarowych (HARM) czy amunicji GMLRS. To, co oszukiwało ich systemy w 2022 roku, dziś często odbija się od cyfrowej ściany zaktualizowanego oprogramowania.
Do tego dochodzi jeszcze optymalizacja sprzętu. Do gry wszedł system S-350 Witiaź. To bardziej kompaktowa jednostka, ale o znacznie większej „gęstości ognia” – coś jak przejście z wielkiej, mało wydajnej stacji roboczej na mniejszą, ale lepiej zoptymalizowaną jednostkę, stworzoną do walki z rojami dronów.
Chiny: nadchodzi wersja „Pro”
Jeśli Rosja to laboratorium, to Chiny są już na etapie masowej produkcji wersji „Pro”. Justin Bronk ostrzega, iż chiński przemysł nie tylko kopiuje rosyjskie lekcje, ale dodaje do tego własną dominację w produkcji elektroniki i w łańcuchach dostaw. Ich myśliwce J-20A i pociski PL-15 to sprzęt, który pod względem „bebechów” zaczyna wyprzedzać to, co ma w magazynach Europa. Tradycyjna przewaga technologiczna Zachodu przestała być oczywistością.
Czy NATO ma cyfrową przewagę?
Dobra wiadomość? NATO ma dostęp do najlepszych na świecie danych. Dzięki bliskiej współpracy z Ukrainą, zachodnie systemy (jak F-35 czy F-22) otrzymały „pakiety danych” z rzeczywistymi profilami rosyjskich radarów. Wiemy, jak one „świecą” i gdzie mają luki w kodzie.
Problem w tym, o czym mówi Bronk: mamy świetny software i wybitne programy szkoleniowe (jak Red Flag), ale w Europie brakuje nam „hardware’u”. Mamy genialne procedury, ale za mało fizycznych wyrzutni i rakiet. W świecie, gdzie przeciwnik stawia na ilość wspartą coraz lepszą integracją, NATO musi gwałtownie uzupełnić „zasoby sprzętowe” w postaci naziemnych systemów obrony, by dotrzymać kroku cyfrowej ewolucji pola walki.
Na koniec, zainteresowanych odsyłam do tekstu Justina Bronka.
NATO stawia na Google Cloud. Sojusz wykorzysta „odciętą” chmurę i sztuczną inteligencję do tajnych operacji
Jeśli artykuł Ekosystem wojny. Jak Rosja integruje własną obronę przeciwlotniczą (i dlaczego NATO musi zrobić update) nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.




