Elementor #606070

codziennypoznan.pl 2 dni temu

W sobotę wieczorem w podcaście Tuckera Carlsona Siergiej Karaganow, jeden z najbardziej wpływowych ideologów Kremla i wieloletni doradca Władimira Putina, otwarcie postawił scenariusz użycia przez Rosję broni jądrowej przeciwko państwom europejskim w przypadku wyraźnej klęski militarnej na froncie ukraińskim w ciągu najbliższych 12–24 miesięcy. Wśród potencjalnych celów wymienił Wielką Brytanię i Niemcy, ale w rozmowie padło także nazwisko Poznania.

Karaganow stwierdził, iż w razie ataku na Poznań Stany Zjednoczone nigdy nie odpowiedziałyby militarnie, niezależnie od okoliczności. Dodał przy tym, iż Polacy w ostatnim czasie stali się nieco bardziej rozsądni i zaczynają rozumieć, iż igrają z ogniem. Według doradcy Putina groźba użycia broni jądrowej miałaby zmusić europejskie państwa wspierające Ukrainę do „odzyskania rozumu” i uświadomienia sobie, iż konflikt może ich bezpośrednio dotknąć.

Wypowiedź wywołała natychmiastowe i jednoznaczne reakcje w Polsce. Politycy wszystkich opcji zgodnie podkreślili, iż tego typu groźby nie zmienią polskiego stanowiska wobec wsparcia dla Ukrainy. Przedstawiciele rządu, opozycji, Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego uznali słowa Karaganowa za klasyczny element rosyjskiego szantażu nuklearnego, którego celem jest zastraszenie społeczeństw zachodnich i osłabienie pomocy militarnej dla Kijowa.

Eksperci od odstraszania strategicznego w większości traktują takie deklaracje jako część wojny informacyjnej, a nie realny plan operacyjny. Atak jądrowy – choćby taktyczny – na terytorium państwa NATO uruchomiłby zapis artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego i niemal na pewno doprowadziłby do odpowiedzi konwencjonalnej, a w skrajnym scenariuszu także jądrowej, ze strony Sojuszu. Wskazywanie konkretnych miast, w tym Poznania – ważnego ośrodka logistycznego i wojskowego na zachodzie Polski – ma przede wszystkim wywołać lokalny strach i presję społeczną na polityków: po co ryzykować, skoro możemy być następni.

Sytuacja nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście obecnej stabilizacji frontu ukraińskiego, gdzie Rosja mimo ogromnych strat nie osiągnęła decydującego przełomu, a administracja Donalda Trumpa ponownie zaostrza retorykę wobec europejskich sojuszników. Karaganow najwyraźniej chce wzmocnić wrażenie, iż Moskwa wciąż dysponuje „asem w rękawie”, a Zachód powinien zacząć się bać.

Choć większość analityków ocenia wiarygodność takiego scenariusza jako niską, sam fakt publicznego wymienienia Poznania jako potencjalnego celu ataku jądrowego stanowi poważny element wojny psychologicznej. Powinien być traktowany z najwyższą powagą przez wszystkie służby i instytucje państwa, a jednocześnie nie może prowadzić do paniki ani zmiany polityki bezpieczeństwa Polski. Groźby Kremla od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę pozostają elementem tej samej strategii – testowania granic odwagi i solidarności Zachodu. Na razie nie zmieniły one ani stanowiska Warszawy, ani tempa pomocy dla Ukrainy.

Idź do oryginalnego materiału