Na internetowych mapach lotów pojawiło się we wtorek wiele wojskowych maszyn. Największą aktywność obserwowano nad północno-wschodnią Polską, ale samoloty operowały też nad centrum i wschodem kraju. Dowództwo Operacyjne RSZ wyjaśnia o co chodzi i jednocześnie zaprzecza, iż ma to związek z rosyjską aktywnością.
Fot. ShutterstockDORSZ: loty nie mają związku z rosyjską aktywnością
Wśród widocznych maszyn były myśliwce F-35, samolot wczesnego ostrzegania E-3 Sentry AWACS oraz powietrzne tankowce. Ruch mógł zwrócić uwagę także mieszkańców Warszawy i Mazowsza. Wojsko nie podało jednak nazwy ćwiczenia, pełnej listy uczestników ani jego dokładnego harmonogramu.
Wzmożony ruch rozpoczął się rano 18 sierpnia 2026 r. Użytkownicy serwisów śledzących loty zauważyli kilka sojuszniczych maszyn lecących nad Polskę z różnych części Europy. Część samolotów wykonywała długie kręgi nad północną i północno-wschodnią częścią kraju.
Jak przekazał portalowi tvn24.pl podpułkownik Jacek Goryszewski, rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, loty wynikają z ćwiczeń koordynowanych przez NATO. Rzecznik wykluczył związek tej aktywności z działaniami rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu. To najważniejsza informacja dla osób, które widząc wojskowe samoloty, zaczęły obawiać się nagłego zagrożenia.
Wojsko używa zupełnie innych komunikatów, gdy uruchamia procedury w odpowiedzi na rosyjskie ataki na Ukrainę. Informuje wtedy o poderwaniu par dyżurnych oraz podniesieniu gotowości naziemnych systemów obrony powietrznej. Tym razem DORSZ mówi wprost o wcześniej zaplanowanym szkoleniu.
Nad Polską pojawiły się maszyny o różnych zadaniach
Jak jako pierwszy opisał portal Defence24, główna aktywność skupiła się nad północno-wschodnią Polską. Loty obserwowano również nad obszarem centralnym i wschodnim. W działaniach uczestniczyły maszyny NATO, w tym samoloty należące do Stanów Zjednoczonych.
Największą uwagę przyciągnęły myśliwce F-35. Są to maszyny 5. generacji, które łączą obniżoną wykrywalność, rozbudowane sensory i bezpieczną wymianę danych. Podczas ćwiczeń nie muszą odgrywać wyłącznie roli klasycznych myśliwców. Mogą zbierać informacje o sytuacji, przekazywać dane innym uczestnikom i trenować współpracę z obroną powietrzną.
Drugim ważnym elementem był E-3A Sentry, znany jako AWACS. Charakterystyczny talerz nad kadłubem mieści system radarowy. Według NATO samolot zwykle działa na wysokości około 10 km i może obserwować przestrzeń w promieniu przekraczającym 400 km. Załoga nie tylko wykrywa cele. Tworzy wspólny obraz sytuacji i pomaga kierować operacją z powietrza.
W ćwiczeniu brały udział także powietrzne tankowce. Ich obecność wydłuża czas działania myśliwców bez konieczności powrotu do bazy. Pilot podchodzi do samolotu-cysterny i pobiera paliwo podczas lotu. Taki manewr wymaga precyzji oraz uzgodnienia prędkości, wysokości i kolejności tankowania.
Publiczny profil DefenceGeek wskazywał również na przelot amerykańskiego EA-37B Compass Call o znaku SHOCK55. To nowa maszyna walki elektronicznej zbudowana na bazie Gulfstreama G550. Siły Powietrzne USA opisują ją jako system zdolny do zakłócania łączności, sieci, nawigacji i radarów przeciwnika. DORSZ nie opublikował jednak pełnego składu ćwiczących sił.
To nie był przypadkowy przelot kilku samolotów
Zestaw maszyn dużo mówi o charakterze szkolenia, choć dokładny scenariusz pozostaje niejawny. F-35 realizują zadania bojowe i rozpoznawcze. AWACS obserwuje szeroki obszar oraz wspiera dowodzenie. Tankowce utrzymują całe ugrupowanie dłużej w powietrzu. Maszyna walki elektronicznej może tworzyć wymagające warunki dla sensorów i łączności.
Tak zbudowane ćwiczenie sprawdza więcej niż umiejętności pojedynczego pilota. Załogi z różnych państw muszą pracować według wspólnych procedur. Muszą też wymieniać dane, korzystać z tych samych komend i reagować na zmieniającą się sytuację. NATO określa tę zdolność jako interoperacyjność sił.
Szkolenie może obejmować obronę przestrzeni powietrznej, przechwycenie wskazanego celu albo osłonę innych maszyn. Możliwe są też elementy walki elektronicznej i współpracy z systemami naziemnymi. Nie wolno jednak przedstawiać tych wariantów jako potwierdzonego scenariusza. Wojsko nie ujawniło, jakie zadania wykonywano 18 sierpnia.
Nie podano również czasu zakończenia manewrów. Wzmożona aktywność może więc powtórzyć się w kolejnych godzinach lub dniach, ale nie jest to oficjalnie potwierdzone. Brak szczegółów przy ćwiczeniach wojskowdgo lotnictwa nie jest czymś niezwykłym. Część informacji pozostaje poza publicznym obiegiem ze względów operacyjnych.
Internetowe „radary” nie pokazują całego wojskowego nieba
Popularne aplikacje nazywa się radarami, ale najczęściej nie korzystają one z wojskowych stacji radiolokacyjnych. Flightradar24 wyjaśnia, iż podstawowym źródłem są sygnały ADS-B wysyłane przez transpondery samolotów. Naziemne odbiorniki przechwytują pozycję, wysokość, prędkość i identyfikator maszyny. Serwis nanosi te dane na mapę.
Część statków powietrznych korzysta ze starszych transponderów Mode S. Wtedy pozycję można obliczyć metodą MLAT, porównując czas dotarcia sygnału do kilku odbiorników. Wynik zależy od liczby stacji, wysokości samolotu i jakości odbioru. Dlatego maszyna może nagle zniknąć z publicznej mapy, choć służby przez cały czas ją obserwują.
Dotyczy to szczególnie lotnictwa wojskowego. Nie każda wojskowa maszyna wysyła dane, które trafią do komercyjnej aplikacji. Część lotów może być ukryta, filtrowana lub widoczna tylko fragmentami. Pojawienie się 5 ikon nie oznacza więc, iż dokładnie 5 samolotów uczestniczy w operacji. Zniknięcie ikony także nie dowodzi lądowania ani awarii.
Publiczna mapa pomaga zauważyć nietypowy ruch, ale nie służy do oceny zagrożenia. O tym informują Dowództwo Operacyjne RSZ, Ministerstwo Obrony Narodowej, Polska Agencja Żeglugi Powietrznej i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Trasa narysowana w aplikacji jest tylko częścią obrazu.
Co mogli zauważyć mieszkańcy Warszawy i Mazowsza?
Defence24 informował o aktywności także nad centralną Polską. Mieszkańcy Mazowsza mogli zobaczyć wysoko lecące maszyny, długie smugi kondensacyjne albo nietypowe kręgi na mapie lotów. Nie każdy widoczny samolot musiał przelatywać bezpośrednio nad Warszawą. Przy wysokości kilku lub 10 km maszyna jest dostrzegalna z dużej odległości.
Tankowiec albo AWACS może długo krążyć w wydzielonym rejonie. Taki tor lotu nie oznacza problemu technicznego. Maszyna utrzymuje pozycję, aby obsługiwać myśliwce lub obserwować wskazany obszar. Dla użytkownika aplikacji wygląda to czasem jak kilkanaście powtarzających się okręgów.
Komunikat przekazany mediom nie zawierał ostrzeżenia dla mieszkańców ani informacji o zagrożeniu. DORSZ zaznaczył, iż szkolenie było planowane. Sam wzmożony ruch nie wymaga od mieszkańców zmiany codziennych planów. Lokalnie może pojawić się większy hałas, zwłaszcza przy bazach i trasach wykorzystywanych przez wojskowe samoloty.
Jak sprawdzić, czy to ćwiczenia, czy prawdziwy alarm?
Najpierw należy sprawdzić oficjalny komunikat DORSZ. Przy realnym zagrożeniu dowództwo publikuje informacje o uruchomionych procedurach i obszarze działań. jeżeli sytuacja wymaga reakcji ludności, osobny alert może wysłać RCB. Brak samolotu na mapie nie oznacza, iż nie ma go w powietrzu.
Nie należy opierać się na anonimowym wpisie, pojedynczym zrzucie ekranu ani sensacyjnym opisie bez godziny publikacji. Warto porównać czas lotu, znak wywoławczy i typ maszyny. Następnie trzeba sprawdzić, czy wojsko potwierdziło ćwiczenia lub działania ochronne.
W tym przypadku wyjaśnienie jest jednoznaczne. Nad Polską odbywa się skoordynowane szkolenie NATO. Loty F-35, AWACS i tankowców pokazują dużą skalę przedsięwzięcia, ale nie oznaczają alarmu. Wojsko wyraźnie oddzieliło ćwiczenia od aktywności rosyjskiego lotnictwa.
Tagi: NATO, Wojsko Polskie, lotnictwo wojskowe, F-35, AWACS, ćwiczenia wojskowe, bezpieczeństwo Polski, Mazowsze









