F-35 Husarz niedługo wyląduje w Polsce. Genialna maszyna, „amerykańska smycz” czy ostateczny niszczyciel dronów?

imagazine.pl 2 godzin temu

To dzieje się na naszych oczach. Jeszcze pod koniec tego miesiąca (maj 2026 r.) na płycie zmodernizowanej 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku wylądują dwa pierwsze polskie myśliwce F-35A Husarz.

33. Skrzydło Myśliwskie oraz Baza Lotnicza Gwardii Narodowej Ebbing powitały 23 grudnia 2024 roku dwa pierwsze samoloty F-35A Lightning II Polskich Sił Powietrznych w Bazie Lotniczej Gwardii Narodowej Ebbing w Fort Smith w stanie Arkansas. Stanowi to istotny krok milowy w programie szkoleniowym Foreign Military Sales (Zagranicznej Sprzedaży Wojskowej) oraz podkreśla silne partnerstwo między USA a Polską. Przylot maszyn zapoczątkuje szkolenie polskich pilotów w bazie Ebbing ANGB, które ruszy w styczniu 2025 roku. (Zdjęcie Lotniczej Gwardii Narodowej USA: A1C Miles Chrisman)

Przylecą nad Atlantykiem, a w polskiej przestrzeni powietrznej powitają je nasze F-16 Jastrząb (za sterami jednego z nich usiądzie gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak). Choć oficjalna, państwowa feta zaplanowana jest na czerwiec, samoloty lądują u nas już w maju, by przejść rygorystyczne inspekcje techniczne.

Zakup 32 takich maszyn za 4,6 mld dolarów to największy krok technologiczny w historii Wojska Polskiego. Wokół F-35 narosło jednak mnóstwo mitów. Czy w erze tanich dronów taki sprzęt ma sens? Czy Amerykanie będą mogli zdalnie „wyłączyć” nam samoloty? Takich pytań jest więcej, zatem postanowiliśmy przyjrzeć się faktom i obalić krążące po Sieci mity na temat najnowszego płatowca polskiego lotnictwa.

Ostatni polski F-35 Lightning II przybywa 7 stycznia 2026 roku do Bazy Lotniczej Gwardii Narodowej Ebbing w Fort Smith w stanie Arkansas. To kompletuje polską flotę F-35 w ramach szkolenia do misji Foreign Military Sales (Zagranicznej Sprzedaży Wojskowej) prowadzonego we współpracy z 85. Grupą Myśliwską. (Zdjęcie Sił Powietrznych USA: Tech. Sgt. Patricia Teare)

Skok w nadprzestrzeń: dlaczego F-35 nie ma sobie równych?

F-35 Lightning II nie jest samolotem, który ma wygrywać widowiskowe pojedynki powietrzne niczym w filmie Top Gun. Jego zadaniem jest zniszczyć cel, zanim przeciwnik w ogóle zorientuje się, iż ma towarzystwo. Opiera się to na dwóch filarach.

Pierwszym filarem są oczywiście cechy stealth (mylnie nazywane „niewidzialnością”, bo żaden samolot nie jest niewidzialny). W każdym razie dzięki specjalnej geometrii kadłuba i powłokom pochłaniającym fale radarowe, spory myśliwiec (F-35 jest nieco większy i zauważalnie cięższy od F-16) na ekranach wrogich radarów jawi się jako obiekt o wielkości znacznie mniejszej niż jakikolwiek, choćby najmniejszy samolot. W sieci można znaleźć wiele porównań (mały ptak, metalowa kulka, czy nawet… owad), ale tu nie chodzi o to do czego konkretnie można porównać ślad radarowy tego samolotu, ale przede wszystkim o to, by F-35 unieszkodliwił cel, zanim sam zostanie namierzony.

Drugim atutem maszyny jest tzw. fuzja sensoryczna (Sensor Fusion). To serce tej maszyny. Komputer zbiera dane z radarów, systemów termowizyjnych, satelitów, naziemnych stacji radarowych, czy np. okrętów, po czym łączy je w jeden spójny obraz sytuacyjny. Pilot nie gapi się w dziesiątki analogowych zegarów. Całą sytuację taktyczną ma wyświetlaną bezpośrednio na wizjerze swojego hełmu (HMDS), wartego niemal 400 tysięcy dolarów. System ten pozwala mu dosłownie „patrzeć przez podłogę” samolotu.

Wadą tego rozwiązania są potężne koszty operacyjne. Godzina lotu F-35 kosztuje od 30 do 35 tysięcy dolarów, a utrzymanie powłok stealth wymaga specjalistycznych, klimatyzowanych hangarów. Ponadto, w bliskiej walce manewrowej (dogfight) F-35 ustępuje zwrotnością starszym maszynom, jednak jego taktyka polega na tym, by do takiej walki po prostu nigdy nie dopuścić.

Fot. Tech. Sgt. Patricia Teare / USAF; domena publiczna

„Amerykańska smycz”. Czy USA wyłączy nam F-35?

F-35 to „latający komputer” składający się z ponad 8 milionów linii zamkniętego kodu. System diagnostyczno-logistyczny ODIN bez przerwy wysyła dane o stanie samolotu na serwery w Stanach Zjednoczonych. Ponadto maszyna jest bezużyteczna bez tzw. Mission Data Files (MDF) – cyfrowych bibliotek z danymi o radarach wroga, które są aktualizowane w tajnym laboratorium na Florydzie. Oznacza to, iż istotny element infrastruktury operacyjnej znajduje się poza polską kontrolą.

Czy to oznacza „smycz”? Teoretycznie tak. USA mogłoby odciąć dostęp do części i autoryzacji, tyle iż taki scenariusz jest skrajnie mało prawdopodobny. Interesy USA i Polski w zakresie obronności pozostają zgodne. Warto też pamiętać, iż polska doktryna zakłada walkę w ramach struktur NATO, a obecność naszych F-35 daje nam szybszy czas reakcji na zagrożenia. W pełnoskalowym konflikcie z Rosją, pełna integracja z amerykańskim łańcuchem logistycznym jest gwarantem przetrwania, a nie zagrożeniem. Nasi inżynierowie mają jednak pole do popisu – pracują nad integracją amerykańskich danych z F-35 z naszymi polskimi systemami dowodzenia obroną przeciwlotniczą (IBCS).

Fot. Tech. Sgt. Patricia Teare / USAF; domena publiczna

Czy w erze dronów F-35 jest przestarzały?

Wojna w Ukrainie udowodniła skuteczność tanich dronów (typu FPV czy Shahed). Czy to oznacza koniec ery drogich myśliwców? Wręcz przeciwnie. Choć Elon Musk wielokrotnie negował sens budowy F-35, czemu publicznie dawał wyraz w licznych wpisach w swoim serwisie X, a jego opinie podziela wielu innych, to takie myślenie oparte jest na fundamentalnie błędnym założeniu.

Owszem, drony i sztuczna inteligencja bardzo zmieniają współczesne pole walki, ale wyciąganie z tego wniosku, iż F-35 staje się przestarzały jest grubą przesadą. Oczywiście w tym momencie adwersarze F-35 wskazują na Ukrainę. Jak wiemy, u naszych wschodnich sąsiadów drony stały się niezwykle istotnym elementem pola walki. Ale warto zrozumieć dlaczego tak się stało.

Otóż drony zdominowały front, ponieważ w Ukrainie mamy do czynienia z tzw. patem antydostępowym. Obie strony mają na tyle gęstą obronę przeciwlotniczą, iż tradycyjne lotnictwo nie może operować swobodnie. Tani dron nie zniszczy ukrytej wyrzutni S-400. Zrobi to tylko maszyna stealth. I tu pojawia się potencjał dla F-35. Samolotu, który ma wniknąć na terytorium wroga, „oczyścić” niebo z radarów i pola z wyrzutni p-lot (misje SEAD) i tym samym otworzyć drogę dronom i innym samolotom.

Docelowo polskie F-35 będą pełnić rolę „Quarterbacka” na polu bitwy (koncepcja MUM-T). Ukryte dziesiątki kilometrów z tyłu, będą zarządzać rojami bojowych dronów (lojalnych skrzydłowych). Samolot da dronom potężny „mózg” i odporność na zagłuszanie, której komercyjne bezzałogowce nie posiadają.

Fot. Tech. Sgt. Patricia Teare / USAF; domena publiczna

Podsumowanie

Przylot Husarzy to moment przełomowy. Polska staje się właścicielem narzędzia odstraszania, które budzi respekt na całym świecie. F-35 nie jest wolny od wad operacyjnych i silnie wiąże nas z Waszyngtonem politycznie, ale z wojskowego punktu widzenia – to jedna z nielicznych maszyn, która w razie konfliktu jest w stanie przebić „szklany sufit” wrogiej obrony powietrznej, wykonać misję i wrócić cało do bazy. Pozostaje nam powitać Husarzy na polskim niebie!

Ekosystem wojny. Jak Rosja integruje własną obronę przeciwlotniczą (i dlaczego NATO musi zrobić update)

Jeśli artykuł F-35 Husarz niedługo wyląduje w Polsce. Genialna maszyna, „amerykańska smycz” czy ostateczny niszczyciel dronów? nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału