Fala powodziowa w Połańcu. Na szczęście to tylko ćwiczenia

radiokielce.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: Fala powodziowa w Połańcu. Na szczęście to tylko ćwiczenia


Uszczelnianie wałów przeciwpowodziowych oraz ewakuacja szkoły odciętej przez falę powodziową. Na terenie gminy Połaniec w powiecie staszowskim odbyły się w środę (30 września) ćwiczenia „Fala 2026”. W manewrach wzięło udział około 350 osób z trzech powiatów.

Ćwiczenia zrealizowano w miejscach, które zostały dotknięte powodzią m.in. 1997 oraz 2010 roku. Leszek Guzal, wicestarosta staszowski informuje, iż w manewrach wzięło udział kilkuset ratowników z państwowej oraz ochotniczej straży pożarnej, policja, żołnierze wojsk obrony terytorialnej oraz pracownicy administracji publicznej.

– Ostatnia duża powódź nawiedziła nas w 2010 roku. Woda zalała m.in. Sandomierz, Staszów i Połaniec. Zniszczenia odbudowywano przez lata. Dlatego poprzez takie szkolenia wszystkie służby mogą jeszcze sprawniej zapobiegać zagrożeniom – stwierdza.

Zniszczenia dokonane przez wielką wodą doskonale pamiętają mieszkańcy miejscowości położonych wzdłuż Wisły. Mieszkający we wsi Maśnik Jerzy Kowenia ocenia, iż ewakuacja w 2010 roku przebiegła sprawnie.

– Ludzie wyciągnęli wnioski z powodzi w 1997 roku. Nikt nie czekał choćby na oficjalny komunikat, bo każdy wiedział co się dzieje jak przychodzi wielka woda. Prawdziwa tragedia miała miejsce właśnie w 1997 roku. Przede wszystkim dlatego, iż służby nie wiedziały jak zareagować, a społeczeństwo nie wierzyło w powódź. Wszyscy mówili „Jaka powódź? Ostatni raz coś takiego wydarzyło się tu w latach 30. XX w.” – podkreśla.

Jerzy Kowenia wspomina, iż prawie 20 lat temu wiele osób szukało schronienia na dachach własnych domów.

– To wyglądało strasznie. Niektórzy uciekali brodząc w wodzie. My wtedy, jako ochotnicza straż pożarna pływaliśmy wspólnie z wojskiem. Woda szła od strony powiatu buskiego. Tam choćby ludzie nie wiedzieli, iż wały są przerwane. Informowaliśmy ich o tym w nocy. Było też i tak, iż trzeba było dopłynąć amfibią i ewakuować kogoś z dachu. W akcji były też śmigłowce. To była prawdziwa katastrofa – opowiada.

Damian Noga, z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Staszowie informuje, iż manewry składały się z trzech epizodów: podnoszenia i uszczelniania wałów przeciwpowodziowych, przepompowywania wody przez wał oraz ewakuacji dzieci ze szkoły, której zagrażało zalanie przez falę powodziową.

– W czasie akcji najważniejsze jest dotarcie do osób potrzebujących pomocy. W pierwszej kolejności osób starszych, dzieci oraz chorych i niepełnosprawnych. Ci ludzie mogą mieć problem z opuszczeniem miejsca, któremu zagraża fala powodziowa. Doświadczenia z powodzi na Dolnym Śląsku pokazują, iż taka fala może uderzyć w ciągu kilku, kilkunastu minut. W dalszej kolejności ratuje się dobra kultury o szczególnym znaczeniu.

Ćwiczenia zostały zorganizowane przez urząd wojewódzki. Zdaniem wojewody, Józefa Bryka tego typu akcje pozwalają na sprawdzenie przygotowania służb ratunkowych do skoordynowanych działań w obliczu realnego zagrożenia.

– Poszczególne służby są doskonale przygotowane do działania. Chcemy jednak sprawdzić czy potrafią ze sobą współpracować. W urzędzie gminy mamy też dwa sztab, które cały czas działają. Główny, czyli zarządzania kryzysowego oraz straży pożarnej. Wspólne operowanie wypada bardzo dobrze – ocenia.

W ćwiczeniach uczestniczyły także jednostki ratownicze z powiaty buskiego i sandomierskiego.

Idź do oryginalnego materiału