Fasada

bezkamuflazu.pl 1 dzień temu

Po kilkunastodniowym pościgu na Atlantyku Stany Zjednoczone przejęły tankowiec „Marinera” (wcześniej „Bella-1”), będący częścią tzw. floty cieni, pracującej dla rosji.

Według ustaleń amerykańskich władz, statek był wcześniej objęty sankcjami jako „Bella-1”. Jednostka miała uczestniczyć w przewozach ropy realizowanych z naruszeniem restrykcji, a w trakcie rejsu zmieniła nazwę i banderę na rosyjską, co – w ocenie Waszyngtonu – miało utrudnić identyfikację i egzekwowanie prawa. Gdy amerykańskie służby podjęły próbę kontroli, załoga przez pewien czas odmawiała podporządkowania się poleceniom, co zapoczątkowało pościg trwający ponad dwa tygodnie.

Do przejęcia doszło na wodach międzynarodowych. Strona amerykańska podkreśla, iż działania były zgodne z prawem: oparto je na nakazie sądowym i przepisach dotyczących egzekwowania sankcji. Po wejściu na pokład ekipy abordażowej, jednostka została zabezpieczona i skierowana do USA. Amerykańscy urzędnicy wskazują, iż ładunek oraz dokumentacja przewozowa będą przedmiotem dalszego postępowania.

Sprawa ma także wymiar polityczno-wojskowy. Media odnotowały sygnały o obecności rosyjskich jednostek w rejonie trasy tankowca, jednak – według dostępnych informacji – nie doszło do bezpośredniej interwencji w momencie przejęcia. Moskwa krytycznie odniosła się do działań USA, argumentując, iż statek pływał pod rosyjską banderą i znajdował się poza wodami terytorialnymi. Waszyngton odpowiada, iż zmiana bandery nie znosi odpowiedzialności za naruszenie sankcji.

Operacja wobec „Marinery” wpisuje się w szerszą kampanię USA przeciwko tzw. „flocie cieni” – sieci starszych tankowców, które zmieniają nazwy, bandery i właścicieli, by przewozić ropę z państw objętych restrykcjami (jak rosja czy Wenezuela). Amerykańska administracja sygnalizuje, iż podobne działania będą kontynuowane, a przypadek „Marinery” ma być sygnałem odstraszającym wobec podmiotów próbujących omijać sankcje.

Tyle, jeżeli idzie o warstwę informacyjną. Sprawa jest jednak na tyle ciekawa, iż wymaga pogłębionego komentarza.

—–

Amerykanie nie przejęli się ewentualną reakcją rosyjskiej floty wojennej. Waszyngton (przy dyskretnym, ale czytelnym wsparciu Londynu) wykonał swoje zadanie spokojnie, metodycznie i bez nerwowych gestów. Tak postępuje państwo, które nie traktuje przeciwnika jako równorzędnego.

To zresztą kolejne – po wenezuelskiej kompromitacji – upokorzenie władimira putina w tym roku, i to takie, które boli szczególnie. Nie chodzi o sankcje, dyplomatyczne połajanki czy medialne docinki, ale o demonstrację siły na morzu, czyli w domenie, którą Kreml od dekad próbuje sprzedawać jako jeden z filarów swojego „mocarstwowego” statusu. Przejęcie tankowca pod rosyjską banderą wpisuje się w dłuższą serię zdarzeń, które obnażają fasadowość rosyjskiej potęgi.

Amerykanie i Brytyjczycy mogą sobie na takie operacje pozwolić, bo rosyjska flota nie jest dla nich przeciwnikiem. I – co warto powiedzieć wprost – nigdy nim nie była. choćby w czasach Związku Radzieckiego, gdy liczby wyglądały imponująco, a propagandowe parady robiły wrażenie, flota nawodna Moskwy nie stanowiła realnej przeciwwagi dla morskiej potęgi NATO. Była głośna, liczna na papierze i kosztowna, ale technologicznie oraz doktrynalnie zawsze krok (albo dwa) za Zachodem.

Wyjątkiem była atomowa flota podwodna końca lat 80. – w momencie, w którym ZSRR rzeczywiście zbliżył się do Amerykanów pod względem technologii i możliwości bojowych. To właśnie wtedy powstała aura grozy wokół radzieckich atomowych okrętów podwodnych, a jej kulturowym echem stało się „Polowanie na Czerwony Październik” – ikona zimnowojennej wyobraźni, w której radziecka technologia na moment dorównuje, a choćby wyprzedza zachodnią. Był to jednak krótki moment historyczny, nie trwały trend.

Potem przyszedł rozpad ZSRR, a wraz z nim powolne gnicie floty podwodnej: brak pieniędzy, odpływ kadr, zapaść infrastruktury i chaos organizacyjny. Symbolicznym, tragicznym domknięciem tej epoki była katastrofa „Kurska” – wydarzenie, które pokazało nie tylko techniczne zaniedbania, ale też systemową niezdolność państwa do ratowania własnych marynarzy (i mówienia prawdy).

Flota nawodna wchodziła w XXI wiek w stanie nie mniejszego kryzysu. Przedłużające się, często groteskowe remonty największych jednostek, chroniczne problemy logistyczne i finansowe oraz serialowe perypetie jedynego lotniskowca – „Admirała Kuzniecowa” – stały się symbolem tej degrengolady. Ostatecznym, niemal podręcznikowym przykładem była historia „odpicowanej po wierzchu” „Moskwy”, flagowego krążownika floty czarnomorskiej, spuszczonego na dno przez Ukraińców. Kolejne porażki tej floty w wojnie z krajem, który choćby nie posiada marynarki wojennej z prawdziwego zdarzenia, tylko podbiły skalę rosyjskiej kompromitacji.

Dlatego obecność rosyjskich okrętów podczas amerykańskiej operacji nie zmieniła(by) niczego. rosyjska flota pozostaje fasadowym atrybutem mocarstwowości, użytecznym w paradach i propagandowych narracjach, ale bez znaczenia w konfrontacji z państwami, które naprawdę panują na morzach.

Cieszmy mnie, iż USA Trumpa znów zademonstrowały swoją siłę wobec rosji i jej sojuszników. Martwi, a raczej smuci, iż czynią to tak selektywnie. To jak chodzenie na palcach wokół trupa…

Ps. Amerykańskie wojsko przejęło także drugi tankowiec powiązany z flotą cieni, tym razem na Karaibach. „Przechwycony statek M/T Sophia, operował na wodach międzynarodowych i prowadził nielegalne działania na Morzu Karaibskim” – czytamy w oświadczeniu Pentagonu.

—–

A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.

Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.

Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:

Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.

Nz. niesławny, kopcący „Admirał Kuzniecow”/fot. mofr

Idź do oryginalnego materiału