Generał z cienia

polska-zbrojna.pl 14 godzin temu

Był wybitnym sztabowcem, który jak mało kto potrafił połączyć uczelnianą teorię z praktyką pola bitwy. Stał się jednym z architektów bezprecedensowego sukcesu polskiej armii – zwycięstwa nad bolszewikami pod Warszawą, a mimo to praktycznie do końca życia pozostawał w cieniu. Dziś 160. rocznica urodzin gen. Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego.

Marszałek Józef Piłsudski, gen. Tadeusz Rozwadowski, gen. Kazimierz Sosnkowski, Warszawa 1923 r.

Kiedy w lipcu 1920 roku gen. Tadeusz Rozwadowski, szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, został wezwany do kraju, sytuacja Rzeczypospolitej wydawała się beznadziejna. Wojna z bolszewikami przybrała katastrofalny obrót. Polskie oddziały bezładnie cofały się pod naporem Armii Czerwonej. Na południu front dowodzony przez Aleksandra Jegorowa z Józefem Stalinem w roli komisarza politycznego przesunął się w okolice Lwowa. Spustoszenie na rozległych terenach siała zwłaszcza niesławna 1 Armia Konna Siemiona Budionnego. Jeszcze gorzej było na północy. Tam wojska Michaiła Tuchaczewskiego konsekwentnie parły na Warszawę. Co więcej, w tym czasie było już jasne, iż Polska nie może liczyć na zbrojną interwencję Francji i Wielkiej Brytanii – wyczerpanych wielką wojną, uwikłanych w dyplomatyczne rozgrywki…

Marszałek Józef Piłsudski miał świadomość, iż przed nim batalia o wszystko. O być albo nie być odradzającego się państwa. W myśl maksymy „wszystkie ręce na pokład” na pomoc wezwał człowieka, którego dobrze znał, ale z którym nie zawsze było mu po drodze. Liczył na jego wiedzę i doświadczenie, choć nie tylko. – Rozwadowski był niezwykle utalentowanym sztabowcem. Wykształconym żołnierzem i człowiekiem o nieposzlakowanej opinii. Przede wszystkim jednak nosił w sobie olbrzymie pokłady optymizmu. I tym optymizmem zdołał zarazić podupadających na duchu dowódców – podkreśla Marcin Ołdak, kierownik Muzeum Bitwy Warszawskiej w Ossowie.

REKLAMA

22 lipca Rozwadowski objął stanowisko szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i rozpoczął przygotowania do najważniejszej bitwy swojego życia. niedługo jego szczęśliwa gwiazda miała rozbłysnąć z całą mocą.

Dywizje po francusku

Tadeusz Rozwadowski urodził się w 1866 roku w Babinie, który wówczas należał do zaboru austriackiego. Na świat przyszedł w rodzinie szlacheckiej o długich tradycjach wojskowych. On sam również zdecydował się podążać tą drogą. Ukończył Techniczną Akademię Wojskową, a potem niezwykle prestiżową Szkołę Wojenną w Wiedniu. W cesarskiej armii gwałtownie pokonywał kolejne szczeble kariery, zdobywając też szlify w dyplomacji. Jeszcze pod koniec stulecia pełnił funkcję attaché wojskowego w Bukareszcie. W przededniu I wojny światowej awansował do stopnia generała majora, stając na czele 12 Brygady Artylerii. Wziął udział w bitwie pod Gorlicami, kładąc wielkie zasługi w przełamaniu rosyjskiego frontu. Niebawem jednak jego kariera uległa załamaniu.

– W 1916 roku Rozwadowski został przeniesiony w stan spoczynku, po tym jak otwarcie sprzeciwił się brutalnej polityce austriackich wojsk wobec ludności polskiej – tłumaczy Ołdak. niedługo też generał zaczął zacieśniać kontakty z Radą Regencyjną, którą państwa centralne powołały w wydartej Rosjanom Warszawie. Formalnie ciało to miało pozostać zależne od Austriaków i Niemców. Faktycznie jednak, korzystając z dynamicznej sytuacji międzynarodowej, zaczęło grać na odrodzenie niezawisłej Rzeczypospolitej.

7 października 1918 roku Rada Regencyjna proklamowała niepodległość Polski, a kilkanaście dni później powierzyła Rozwadowskiemu stanowisko szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. – Generał rozpoczął budowę struktur polskiej armii. Było to ogromne przedsięwzięcie organizacyjne. Kiedy Piłsudski siedział jeszcze w twierdzy magdeburskiej, powstał zalążek Flotylli Wiślanej, Straży Gospodarczo-Wojskowej, która miała strzec przyszłych granic i kawalerii – wylicza Ołdak. I tu jednak Rozwadowski nie zagrzał miejsca na dłużej. W połowie listopada odszedł z SGWP. Powodem był spór z Piłsudskim o kształt armii. Świeżo upieczony naczelnik państwa chciał, by opierała się ona na ochotnikach, podczas gdy szef sztabu optował za przymusowym poborem.

Generał nie pozostał jednak bez zajęcia. Na własną prośbę został mianowany dowódcą Armii Wschód, która biła się z Ukraińcami o Lwów. Zreorganizował obronę miasta, zdołał odeprzeć uderzenie przeciwnika, ustabilizował front. To między innymi dzięki niemu istotny skrawek terytorium ostatecznie znalazł się w granicach Rzeczypospolitej. Potem w służbie kraju Rozwadowski wykorzystywał talent dyplomaty. Wiosną 1919 roku został szefem Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu.

W tym czasie trwała już wojna przeciwko bolszewikom. – Gen. Rozwadowski starał się wyjednać w krajach zachodnich pomoc dla walczącego kraju. Wiele udało się zrobić. Między innymi dzięki jego zabiegom dziesięć polskich dywizji zostało w pełni wyekwipowanych w sprzęt francuski – tłumaczy dr Maciej Pieńkowski z Wojskowego Biura Historycznego. niedługo jednak batalia zaczęła przybierać niekorzystny dla Polski obrót. Niebawem też generał z dyplomaty ponownie miał się przeobrazić w sztabowca.

Treść w koncepcji

Podstawowe zadanie Rozwadowskiego polegało na reorganizacji polskiej armii. – Nieustannie cofające się wojsko, po ofensywie armii Tuchaczewskiego na Białorusi, należało przegrupować i przygotować do kontrofensywy – tłumaczy dr Pieńkowski. Jeszcze na początku lipca polskie dowództwo taki właśnie manewr chciało przeprowadzić na linii Bugu, opierając się na twierdzy w Brześciu. Rychło jednak okazało się, iż to nierealne. 2 sierpnia 1920 roku twierdza brzeska padła. Jedyną szansą pozostawało więc przegrupowanie za linią Wisły.

W Warszawie trwały gorączkowe narady. W nocy z 5 na 6 sierpnia plan batalii, która miała odwrócić losy wojny i ocalić Polskę, został ostatecznie dopracowany. w uproszczeniu zakładał on, iż 1 Armia gen. Franciszka Latinika zatrzyma pochód bolszewickich wojsk na przedpolach Warszawy, zaś dywizje 3 i 4 Armii wyprowadzą znad Wieprza cios w najsłabsze, lewe skrzydło sowieckiego Frontu Zachodniego. Ważne zadanie przypadło też operującej na północy 5 Armii gen. Władysława Sikorskiego. W myśl założeń miała ona nie tylko wytrzymać napór bolszewików, ale także przejść do działań zaczepnych nad Wkrą.

6 sierpnia Sztab Generalny WP wydał rozkaz 8358/III o przegrupowaniu wojsk do kontrofensywy. Podpisał go Rozwadowski. On też napisał odręcznie tajny rozkaz operacyjny nr 10 000, nakreślający dodatkowe zadania dla wspomnianej armii gen. Sikorskiego. – Fakt ten stał się później przyczyną sporu o faktyczne autorstwo sukcesu, jakim zakończyła się Bitwa Warszawska – zauważa dr Pieńkowski. – Część historyków wskazuje, iż był nim Piłsudski, inni deprecjonują jego rolę, przypisując zasługi właśnie Rozwadowskiemu. Wskazują przy tym, iż Piłsudski nie posiadał odpowiednich kompetencji, by plan operacji przygotować, a potem wcielić go w życie – nie był wykształconym wojskowym, zaś jego doświadczenie wojenne ograniczało się do dowodzenia brygadą legionów – wylicza. Zaraz jednak dodaje, iż jego zdaniem wspomniany spór wynika z niezrozumienia roli naczelnego wodza. – Piłsudski w owym czasie skupiał w swoim ręku władzę cywilną i wojskową. Na nim spoczywała główna odpowiedzialność za całość sił zbrojnych państwa i to on podejmował decyzje. Jego zadanie polegało na kreśleniu ogólnych wytycznych na poziomie strategicznym. Te jednak należało przenieść na poziom operacyjny, poprzez wydanie odpowiednich rozkazów do podległych frontów, armii i dywizji. Innymi słowy: uszczegółowić. I od tego był właśnie szef Sztabu Generalnego – tłumaczy dr Pieńkowski. Zastrzega on, iż co prawda trudno odtworzyć dokładny przebieg wspomnianej już nocnej narady w Belwederze, ale… nie ma podstaw, by umniejszać rolę Piłsudskiego kosztem Rozwadowskiego i odwrotnie. Także wyjazd Piłsudskiego nad Wieprz wcale nie oznaczał wycofania się w cień. – Naczelny wódz postanowił przecież pokierować kluczowym i najbardziej ryzykownym elementem operacji, obejmując osobiste dowództwo nad grupą manewrową polskiego Frontu Środkowego – zaznacza ekspert.

Tak postawiona teza znajduje potwierdzenie choćby w wojennej korespondencji. Z zachowanej dokumentacji wynika, iż Rozwadowski składał meldunki z wykonania rozkazów Piłsudskiego, zapewniając go jednocześnie o swojej lojalności. Gratulował też naczelnemu wodzowi trafnej koncepcji, jeżeli chodzi o kontrofensywę. Z drugiej strony marszałek wielokrotnie podkreślał, iż bez wkładu gen. Rozwadowskiego i ciężkiej pracy sztabu sukcesu pod Warszawą po prostu by nie było. Sielanka nie trwała jednak długo.

„Bardzo zdolny, bez zdolności”

Po zwycięskiej wojnie Rozwadowski pozostał na ważnych stanowiskach w armii. Pełnił funkcję generalnego inspektora kawalerii. Wszedł też do stałej kapituły Orderu Virtuti Militari. Jeszcze wówczas jego stosunki z Piłsudskim wydawały się poprawne. – Generał stał choćby na czele Komitetu Żołnierza Polskiego, który doprowadził do budowy dworku Milusin, czyli daru żołnierzy dla naczelnego wodza – wspomina Ołdak.

Faktycznie jednak marszałek żywił wobec Rozwadowskiego mieszane uczucia. W tajnej charakterystyce polskiej generalicji pisał o nim: „Bardzo zdolny, gwałtownie orientująca się głowa. Człowiek o wielkiej wiedzy fachowej i żywej inteligencji”, zaraz jednak dodawał: „Żadnych zdolności organizacyjnych i administracyjnych”. W opinii współczesnych generał był człowiekiem o silnych zasadach i wysokiej kulturze osobistej, ale też od czasu do czasu dawał o sobie znać jego konfliktowy charakter. Różnice pomiędzy nim a środowiskiem piłsudczyków zaczęły się nawarstwiać. Rozwadowski zarzucał sanacyjnym oficerom upolitycznianie armii.

Spór ten osiągnął apogeum w 1926 roku, podczas przewrotu majowego. Rozwadowski opowiedział się wówczas przeciwko Piłsudskiemu, stając po stronie legalnych władz. niedługo okazało się, iż jest w obozie przegranych. I choć marszałek początkowo deklarował, iż wobec swoich przeciwników nie będzie wyciągał konsekwencji, Rozwadowski niebawem wylądował w areszcie. Wojskowy prokurator zarzucił mu nadużycie władzy i narażenie na straty budżetu armii. Generała miał też obciążać fakt, iż podczas przewrotu majowego wydał rozkaz bombardowania rozlokowanych w Warszawie wojsk wiernych Piłsudskiemu. Za kratami spędził blisko rok, a został zwolniony dopiero po kolejnych interwencjach m.in. organizacji społecznych i środowisk naukowych. Jego kariera była jednak skończona.

Rozwadowski odszedł z wojska. Do tego mocno podupadł na zdrowiu. Ostatecznie w październiku 1928 roku zmarł.

Armia szybkiego reagowania

Rozwadowski w zgodnej opinii historyków był jednym z najbardziej utalentowanych dowódców sił zbrojnych II RP. Do tego wybitnym teoretykiem wojskowości. – Doceniał znaczenie techniki wojskowej. Postulował modernizację polskiej armii, doposażenie tradycyjnej kawalerii w oddziały pancerne i zmotoryzowane – wyjaśnia dr Pieńkowski. Krótko przed śmiercią generał przygotował też referat, w którym pisał o konieczności stworzenia wojsk wysokiej gotowości. Dzięki takiemu rozwiązaniu Polska zyskałaby zdolność do natychmiastowej reakcji na uderzenia ze strony ZSRS i Niemiec. Rozwadowski nie wątpił, iż prędzej czy później jeden z sąsiadów zaatakuje Rzeczpospolitą. Według jego szacunków do kolejnej wojny miałoby dojść w 1936 roku. Jak się okazało, nie pomylił się znacząco.

Historycy zgodnie przyznają, iż jego spór z Piłsudskim, aresztowanie i śmierć to jeden z najsmutniejszych rozdziałów w historii przedwojennej Polski. – Trudno przejść nad nim do porządku dziennego. Dobrze jednak, iż organizując w Ossowie obchody kolejnych rocznic Bitwy Warszawskiej, możemy przypominać o tym, iż w decydującej dla Polski chwili Piłsudski i Rozwadowski stali po jednej stronie, potrafili zgodnie współpracować, a ich zdolności i determinacja przyniosły krajowi wiele dobrego – zaznacza Ołdak.

Gen. Rozwadowski nie miał ambicji politycznych, nie dążył do rozgłosu. Wolał pozostać na drugim planie, w cieniu. Nigdy nie został bohaterem zbiorowej świadomości. Po latach jednak armia oddaje należny mu hołd. Rok 2026 w Siłach Zbrojnych RP został ustanowiony Rokiem Rozwadowskiego. Niebawem też na dziedzińcu siedziby SGWP stanie poświęcony mu pomnik.

Według niektórych źródeł historycznych, gen. Rozwadowski urodził się nie 20, a 19 maja.

Łukasz Zalesiński
Idź do oryginalnego materiału