Głośno o słowach wójta Gdowa. Teść szefa MON ostrzegał przed wojną

bochnianin.pl 1 godzina temu

Zebranie wiejskie w sąsiadującej z powiatem bocheńskim gminie Gdów stało się tematem ogólnopolskich mediów. Wszystko za sprawą wypowiedzi wójta Zbigniewa Wojasa, który potwierdził, iż w ciągu pięciu miesięcy może dojść do rosyjskiej agresji na Polskę. Samorządowiec, prywatnie teść ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, zapewnia jednak, iż nie otrzymał od niego żadnych informacji o takim zagrożeniu.

Sprawę nagłośnił portal NaszaPolska.pl, który dotarł do nagrania z zebrania mieszkańców Niewiarowa, zorganizowanego 22 września.

Wójt mówił podczas spotkania o przygotowaniach na wypadek sytuacji kryzysowej. Poruszał kwestie miejsc schronienia, ewakuacji uczniów oraz konieczności przygotowania się na możliwe przerwy w dostawach prądu, wody i gazu, trwające choćby kilka tygodni.

Największe zainteresowanie wzbudziła jednak jego reakcja na pytanie, czy w perspektywie pięciu miesięcy może dojść do rosyjskiej inwazji. Wojas odpowiedział twierdząco.

Czy wiedział coś więcej?

Wypowiedź nabrała dodatkowego znaczenia ze względu na rodzinne powiązania wójta. Zbigniew Wojas jest bowiem teściem wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Pojawiły się pytania, czy samorządowiec mógł uzyskać informacje niedostępne opinii publicznej.

W rozmowie z „Faktem” wójt zdecydowanie temu zaprzeczył. Zapewnił, iż nie rozmawiał z ministrem o możliwym ataku Rosji i nie otrzymywał od niego żadnych ostrzeżeń.

– Nie, nie było takiej rozmowy. W domu rodzinnym również nie rozmawiamy o tym, tylko o sprawach prywatnych, rodzinnych – powiedział Zbigniew Wojas w rozmowie z „Faktem”.

Samorządowiec wyjaśnił, iż jego wypowiedzi wynikały z publicznie dostępnych informacji o zagrożeniach oraz obowiązku przygotowania gminy na sytuacje nadzwyczajne.

Przygotowania, nie zapowiedź wojny

Wójt podkreśla, iż nie sposób przewidzieć, czy i kiedy mogłoby dojść do rosyjskiej agresji. Jak tłumaczył dziennikarzom, jego intencją było zwrócenie uwagi mieszkańców na potrzebę przygotowania się na różne scenariusze.

Gmina uczestniczy w szkoleniach i korzysta z instrukcji przekazywanych przez instytucje państwowe. Planowane są również działania dotyczące ewakuacji dzieci ze szkół.

Wojas zaznacza, iż nie chodzi o wywoływanie paniki, ale o przygotowanie mieszkańców i lokalnych instytucji na ewentualne zagrożenia. Nie wskazuje przy tym żadnych konkretnych informacji potwierdzających, iż atak Rosji miałby nastąpić w najbliższych miesiącach.

Sprawę opisały już m.in. „Fakt” i Onet. Wypowiedź wójta niewielkiej małopolskiej gminy stała się przedmiotem ogólnopolskiej dyskusji, przede wszystkim ze względu na wskazany termin możliwej agresji i jego rodzinne związki z szefem MON.

Nie ma jednak podstaw, by traktować słowa samorządowca jako oficjalne ostrzeżenie o nadchodzącym ataku.

Idź do oryginalnego materiału