Gra kośćmi ofiar UPA. „Żenada to mało powiedziane”

opolska360.pl 1 godzina temu

Jako dziecko i nastolatek, słuchając opowieści mamy i dziadków, czułem nienawiść do UPA i Ukraińców w ogóle. Z wiekiem mi przeszło. Sprawcy krzywd i śmierci moich przodków oraz setek tysięcy innych Polaków już nie żyją. Nie ma się na kim mścić. A ich dzieci, wnukowie i prawnukowie nie są niczemu winni.

Czas leczy rany, a trwanie w uczuciu, iż obowiązuje jakaś ponadpokoleniowa odpowiedzialność zbiorowa, jest nieracjonalne, niehumanitarne, niechrześciańskie, a przede wszystkim niebezpieczne. Zło w sercu nie popycha do dobrych czynów.

Ale to, iż nie czuję nienawiści, nie oznacza, iż straciłem pamięć i zwykłą ludzką wrażliwość. Nie można gloryfikować złych ludzi. Nawet, jeżeli to zło czynili ponad 80 lat temu. No, bo jak mogą to odebrać tacy jak ja? To banderowcy dobrze zrobili, mordując, paląc i prześladując moich Bogu ducha winnych przodków?

Nie da się na to tak zwyczajnie machnąć ręką. Dlatego Wołodymyr Zełeński zrobił rzecz bezgranicznie głupią, biorąc pod uwagę sytuację, w której od kilku lat są Polska i Ukraina. Ich relacje w obliczu rosyjskiej agresji. Szansę, przed którą stanęły oba narody i państwa, Wołodymyr Zełeński teraz zniweczył, przynajmniej na dekadę.

Nadając wojskowej jednostce imię „Bohaterów UPA” rozdrapał nasze stare rany, wzmocnił i tak już silne resentymenty. Wypuścił z butelki dżina, którego trudno będzie teraz zagonić tam z powrotem. Jego decyzja jest nie tylko policzkiem dla Polaków, ale uderza również w żyjącą i pracującą u nas milionową rzeszę Ukraińców. To oni na własnej skórze odczują pierwsi skutki tej przeznaczonej na użytek wewnętrzny zagrywki swojego prezydenta. A im już i tak nie było tu lekko, bo my też mamy swoich nacjonalistów i polityków grających na emocjach i nienawiści.

Gra kośćmi ofiar UPA. „Żenada to najłagodniejsze z możliwych określeń”

Dostrzegam w tym swoisty paradoks. Zełeński jest pochodzenia żydowskiego, a więc narodu, na przedstawicieli którego banderowcy polowali podczas II wojny światowej gorliwiej niż na Polaków. Prezydent Ukrainy nie mógł o tym nie wiedzieć. Wygrał jednak cynizm, podjął decyzję moralnie nie do obrony dla chęci zdobycia kilku punktów procentowych poparcia fanów UPA i Bandery. Ta żądza zachowania władzy…

Zełeński wiedział, iż dotknie naszej czułej struny, wybuchnie skandal, a Polska będzie musiała zareagować. Choć pewnie założył, iż koszty zewnętrzne okażą się niższe od zysków wewnętrznych. Być może uznał też, iż to nieistotne, bo Polska w jego grze przestała być ważna.

Czy mu się to opłaciło? Na krótką metę tak, na dłuższą straci i Ukraina, i Polska. Zyska jedynie Rosja, której zawsze należało na nienawiści naszych narodów. Zełeński okazał się być jednym z coraz liczniejszej na świecie grupy polityków, dla których mało znaczy ogólnie pojęty interes kraju w dalszej perspektywie.

W tym aspekcie należy też rozpatrywać reakcję naszej sceny politycznej na decyzję Zełeńskiego. Niektórzy wykorzystali ją, żeby uderzyć w swoich przeciwników, narobić im kłopotów. Oczekiwałbym, iż w tak ważnej sprawie prezydent spotka się z premierem i uzgodnią, jak odpowiedzieć stanowczo, ale nie eskalująco na krok Zełeńskiego. Odebranie mu orderu Orła Białego przez Karola Nawrockiego czymś takim nie było. Cała sprawa jest za to przez cały czas rozgrywana tak, żeby nie patrząc na interes kraju dowalić Tuskowi.

Dla mnie to wszystko – tak po ukraińskiej, jak i polskiej stronie – wygląda na grę kośćmi ofiar UPA. Żenada to najłagodniejsze z możliwych określeń.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału