- Korupcja może się okazać bardziej groźna dla systemu politycznego i też dla stosunku sojuszników do Ukrainy niż rosyjska agresja - ocenił w "Gościu Wydarzeń" były ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki. Jego zdaniem problemy wewnętrzne mogą "wywołać rewoltę". - Przecież żołnierze też słuchają, też czytają gazety i oglądają telewizję - powiedział.
"Groźniejsze niż agresja Rosji". Były ambasador w Kijowie wskazał, co może złamać Ukrainę

Prezydent USA Donald Trump obwieścił w poniedziałek, iż Ukraina i Rosja zgodziły się wstrzymać ataki na obiekty infrastruktury energetycznej. Niedługo po tym oświadczeniu Wołodymyr Zełenski odpowiedział, iż Kijów jest gotów zaprzestać uderzenia, jeżeli Rosja nie będzie przeprowadzać ataków na ukraińską energetykę, infrastrukturę krytyczną i transport żywności.
ZOBACZ: Korupcja w Ukrainie. Prokurator zawiadamia, Zełenski chce jego dymisji
W poniedziałkowym "Gościu Wydarzeń" były ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki dopytywany o tę kwestię zauważył, iż Moskwa zmieniła sposób nękania Ukrainy atakami z powietrza. - Jeszcze jak jeździłem na Ukrainę regularnie przed latem, chyba w czerwcu byłem ostatni raz, był jakiś system w tych (rosyjskich - red.) atakach. One odbywały się w nocy - wskazał.
Jak dodał, "system ochrony ludności ukraińskiej był w stanie o nich uprzedzać". - Teraz te ataki realizowane są kilka dób bez przerwy, w dzień, w nocy i nie widać w nich za dużo logiki. Raz celem są stacje benzynowe, raz jakiś - wydawałby się - przypadkowy blok mieszkalny. To jest już wprowadzanie popłochu i paraliżu w funkcjonowaniu dużych miast - mówił Cichocki.
Były ambasador w Kijowie wskazał zagrożenie dla Ukrainy. "Bezustanne afery korupcyjne"
Zdaniem Cichockiego Ukraina "będzie musiała wytrzymać" zmasowane uderzenia Rosjan, których celem będzie odcięcie w okresie zimowym zwykłych obywateli od dostaw prądu i ciepła. Jednocześnie wskazał, iż teraz większym niebezpieczeństwem, dla broniącego się przed rosyjską agresją państwa jest jego sytuacja wewnętrzna.
- Moim zdaniem większym zagrożeniem teraz dla Ukrainy są te bezustanne afery korupcyjne - stwierdził, wskazując na odwołanie prokuratora generalnego Rusłana Krawczenki.
WIDEO: Były ambasador RP w Kijowie Bartosz Cichocki w programie "Gość Wydarzeń"

- Teraz się okazuje, iż w samym systemie egzekwowania prawa była głęboka korupcja. I to korupcja może się okazać bardziej groźna dla systemu politycznego i też dla stosunku sojuszników do Ukrainy niż rosyjska agresja - przekonywał w rozmowie z Markiem Tejchmanem.
To co dzieje się w Kijowie - jak zauważył Cichocki - może "wywołać rewoltę wewnętrzną". - Przecież żołnierze też słuchają, też czytają gazety i oglądają telewizję, sieci społecznościowe - wymieniał i podkreślił, iż w tak intensywnym konflikcie "zaufanie do przywództwa jest bardzo ważne".
Przyznał tez, iż w tej chwili na Ukrainie następuje erozja przywództwa. Wskazał też przy tym na system mobilizacji, który "jest do szpiku kości skorumpowany". - Wygląda jak polowania na łapówki, a nie poszukiwanie rekruta - ocenił były ambasador RP w Kijowie.
Wołodymyr Zełenski podpisał dekret. Prokurator generalny Ukrainy odwołany
Zełenski w poniedziałek wieczorem podpisał dekret o odwołaniu Krawczenki. Wcześniej tego samego dnia zwrócił się do deputowanych o zagłosowanie za usunięciem go z funkcji.
"Ten prokurator generalny ma tylko jedną drogę: odejście ze stanowiska. Właśnie to mu powiedziałem. Ukraina widziała wszystkie powody. jeżeli uważa to za presję polityczną, niech tak to nazywa. Proszę deputowanych o pilne poparcie tego odwołania" - napisał Zełenski w komunikatorze Telegram.
Krawczenko poinformował w poniedziałek, iż podpisał zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) Semena Krywonosa.
ZOBACZ: Kolejna afera uderza w Zełenskiego. Trwa operacja "Forrest Gump"
"Podejrzewam go o fałszowanie dokumentów urzędowych w celu uzyskania nienależnej korzyści majątkowej w szczególnie dużej wysokości oraz fikcyjną adopcję w celu sztucznego stworzenia podstaw do uniknięcia odpowiedzialności przed sądem" - napisał Krawczenko na Telegramie.
NABU i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) przekazały w komunikacie zamieszczonym w komunikatorze Telegram, iż działania Krawczenki "traktują (...) jako kontynuację systematycznego ataku na niezależne organy antykorupcyjne" w Ukrainie.
NABU podkreśliło, iż aktywna faza tego ataku rozpoczęła się latem 2025 roku, kiedy trwały próby podporządkowania NABU i SAP Biuru Prokuratora Generalnego. Zaznaczyło, iż żadna z tych antykorupcyjnych instytucji nie uczestniczy w walce politycznej. "Działamy wyłącznie w ramach prawa i jesteśmy gotowi bronić niezależności systemu antykorupcyjnego" - dodano.
Rusłan Krawczenko opuścił Ukrainę
Krawczenko w nocy z niedzieli na poniedziałek wyjechał za granicę służbowym samochodem - podał portal Ukraińska Prawda powołując się na źródła w organach ścigania. Według nieoficjalnych informacji wyjechał z Ukrainy o godz. 2:30 w nocy. Wstępnie ustalono, iż prokurator wykorzystał podróż służbową na Litwę jako pretekst do przekroczenia granicy.
Krawczenko oświadczył w poniedziałek, iż przebywa w delegacji zagranicznej. 8 września złożył rezygnację w związku z dochodzeniem prowadzonym przez NABU i Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAP) w sprawie "ochrony" oszukańczych centrów telefonicznych. Śledztwo NABU było prowadzone pod kryptonimem "Kartagina".
ZOBACZ: Były szef biura Wołodymyra Zełenskiego podejrzany. Ruch ukraińskiej prokuratury
5 września NABU i SAP ogłosiły, iż ujawniono działalność organizacji przestępczej, którą - według ustaleń śledztwa - kierował jeden z kierowników jednostek organizacyjnych Biura Prokuratora Generalnego. Jej członków podejrzewa się o systematyczne przyjmowanie łapówek od oszukańczych centrów telefonicznych oraz o bezprawną legalizację mienia.
Według danych śledztwa urzędnik z Biura Prokuratora Generalnego utworzył tę organizację w połowie 2025 r. i zaangażował w jej działalność obecnych pracowników prokuratury oraz osoby ze swego otoczenia. Źródła portalu Ukrainska Prawda podały, iż chodzi o Serhija Kropywę.
NABU podało, iż uczestnicy procederu czerpali nielegalne korzyści w zamian za nieingerowanie w działalność oszukańczych centrów telefonicznych, których ofiarami padali obywatele Ukrainy i cudzoziemcy - przekazał portal.













