O odnalezieniu sztandaru 4. Pułku Strzelców Podhalańskich i proporca mistrzowskiego 21. Dywizji Piechoty Górskiej pisaliśmy w „Kronice Tygodnia” jako pierwsi. To odkrycie na skalę Polski, a może i Europy. Historyczne artefakty, ukryte przez polskich żołnierzy we wrześniu 1939 roku w lasach pod Tomaszowem Lubelskim, przeleżały pod ziemią 86 lat. Aby ich nie stracić, należy poddać je specjalistycznym pracom, które są kosztowne. I tu pojawia się problem – Muzeum Regionalne w Tomaszowie Lubelskim nie otrzymało środków na ich renowację.Znalezisko, jakiego nie ma w PolsceTo Maciej Podgórski, właściciel prywatnego Muzeum 3. Dywizji Piechoty Legionów w Zamościu, oraz Piotr Szynala natrafili w maju 2025 roku w rejonie gajówki Zielone na tak cenny skarb. Pierwszego dnia znaleźli proporzec i kawałek szarfy od sztandaru. Nazajutrz wrócili, by kontynuować poszukiwania, i wtedy odkryli sztandar 4. Pułku Strzelców Podhalańskich z
Cieszyna.PRZECZYTAJ WIĘCEJ: – Jak to zobaczyłem, zalałem się łzami radości. Myślę, iż kilka osób doznało takiego szczęścia – relacjonował wzruszony Maciej Podgó
rski.Proporzec i sztandar znajdowały się w pokrowcu brezentowym. Sztandar był w tornistrze i zachował się niemal w doskonałym stanie.– To niesamowite wydarzenie dla mieszkańców ziemi cieszyńskiej. Kilka pokoleń żołnierzy i rodzin w Cieszynie czekało na tę chwilę i wierzyło, iż ten sztandar gdzieś istnieje. Sztandar był poszukiwany od lat 50. XX wieku – potwierdzał znaczenie odkrycia Krzysztof Neścior, dyrektor Muzeum 4. Pułku Strzelców Podhalańskich w
Cieszynie.Artefakty zostały ukryte prawdopodobnie w nocy z 20 na 21 września 1939 roku, po ciężkich walkach pod Tomaszowem Lubelskim, przez żołnierzy pułku dowodzonych przez płatnika, kapitana Władysława Kronholda. Polscy żołnierze, będąc w trudnej sytuacji, zdecydowali się zakopać sztandar – największą świętość każdej jednostki – by nie trafił w ręce Niemcó
w.Maleńkie muzeum załatwia wszystkoPodgórski szacuje, iż to znalezisko jest „na skalę europejską”. W Polsce żadna instytucja muzealna nie posiada tak dobrze zachowanego wojennego sztandaru. Tematem zainteresowały się już ogólnopolskie media, a choćby zagraniczny „National Geographic”.Znalazcy wiedzieli, iż ich obowiązkiem jest zadbać o dobro narodowe, które mogły zniszczyć powietrze i wysoka temperatura. Dlatego niezwłocznie skontaktowali się ze znajomymi pasjonatami historii, muzealnikami i konserwatorem zabytków, aby jak najszybciej, choćby wstępnie, zabezpieczyć
sztandar.PRZECZYTAJ TEŻ: Muzeum Regionalne w Tomaszowie Lubelskim zaczęło gorączkowo szukać pomocy. W sprawę zaangażowali się starosta tomaszowski Henryk Karwan oraz poseł Tomasz Zieliński. Jak przyznali, reakcja dużych instytucji muzealnych była rozczarowująca, jednak oni sami nie mają sobie nic do zarzucenia.– W nocy przewieźliśmy sztandar i proporzec do prywatnej podwarszawskiej pracowni konserwatorskiej, która zgodziła się przyjąć ten unikat. Jest bezpieczny – mówił Robert Czyż, historyk i dyrektor tomaszowskiego Muzeum
Regionalnego.Powiat tomaszowski, jako organizator Muzeum Regionalnego, wyłożył 35 tys. zł na zabezpieczenie artefaktów. To jednak dopiero początek kosztów. Cała konserwacja i restauracja sztandaru, jak wyliczono, ma kosztować 169 tys. zł. Muzeum złożyło więc jesienią ubiegłego roku wniosek do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o dofinansowanie 80 proc. kosztów, resztę zabezpieczył powiat tomaszowski.W grudniu podano listę beneficjentów programu "Wspieranie działań muzealnych". Tomaszów nie otrzymał żadnych środków. Wnioskodawcy nie tracili jednak nadziei.– Procedura jest taka, iż minister kultury dysponuje pewną pulą środków na działania z własnej inicjatywy i może dofinansować około 10–15 projektów. Prosiliśmy, aby pochylić się nad tym problemem. Niestety w marcu ukazało się ogłoszenie o przyznaniu środków z tej puli i znów nic nie przyznano na nasz sztandar – mówi zawiedziony Robert Czyż.Policzek dla tomaszowskiego muzeumDodaje, iż w ubiegłorocznym naborze były dwa wnioski na konserwację sztandaru. Jeden z Tomaszowa Lubelskiego (wniosek obejmował sztandar oraz proporzec i opiewał łącznie na kwotę 147 tys. zł), a drugi z Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą na 68. Wrzesińskiego Pułku Piechoty. Mówi o tym, ponieważ Sochaczew w końcu doczekał się środków.PRZECZYTAJ: Dziedzictwo doktora Petera za murem. "Jest to absurdalne", uważa jego krewna dr Karolina Grodziska– Tamten sztandar był w dużo gorszym stanie niż nasz i również nie otrzymał dofinansowania ani w grudniu, ani w marcu. Tymczasem kilka tygodni temu na Facebooku ukazała się informacja, iż pani minister ni stąd, ni zowąd znalazła dla Sochaczewa 250 tys. zł, czyli więcej niż oczekiwali! A my zostaliśmy z niczym – denerwuje się Robert Czyż.Dyrektor Muzeum Regionalnego podkreśla, iż z historycznego punktu widzenia sztandary podhalańczyków są o wiele cenniejsze ze względu na stan zachowania.– Sztandar z Sochaczewa to już tylko nazwa. Zostanie zrekonstruowany, ale oryginalnego materiału będzie w nim może 15–20 procent. Nasz sztandar to prawie 80 proc. oryginalnego materiału! Tym bardziej decyzja pani minister jest dla nas niezrozumiała – zauważa Czyż.Virtuti Militari czekaTo nie wszystko, co dyrektor ma do powiedzenia.– Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż rząd emigracyjny w 1966 roku w Londynie nadał 4. Pułkowi Strzelców Podhalańskich order wojenny Virtuti Militari za udział w kampanii wrześniowej. Ten order nie mógł być przypięty na sztandar, ponieważ fizycznie sztandaru nie było. Skoro jednak w ubiegłym roku sztandar został odnaleziony, po zakonserwowaniu musi zostać odznaczony tym wojennym krzyżem. Odznaczenia mogą dokonać dwie instytucje. Pierwszą jest kolegium, które przyznało krzyż, ale jego członkowie już nie żyją. W takim wypadku odznaczenie przechodzi na zwierzchnika Sił Zbrojnych w Polsce, czyli prezydenta Rzeczypospolitej Karola Nawrockiego – mówi dyrektor Czyż. Dodaje, iż drugorzędne będzie miejsce, w którym prezydent dokona odznaczenia – czy w Tomaszowie, gdzie sztandar będzie eksponowany, czy w Cieszynie na Śląsku, skąd pochodzi i gdzie został ufundowany, czy może w
kancelarii.Chce pokazać, iż sam ten fakt jeszcze bardziej podkreśla rangę sztandaru i zdaniem historyka uzasadnia, iż należą się na niego pieniądze od państwa.„Hańba dla rządzących”Decyzja Ministerstwa Kultury wywołała ogromne emocje zarówno na Śląsku, jak i w Tomaszowie Lubelskim. Oburzenia nie kryje starosta tomaszowski Henryk Karwan.– Żołnierze 4. Pułku Strzelców Podhalańskich ginęli w obronie ojczyzny, w bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, gdzie w sytuacji bez wyjścia zakopali sztandar pułku. Teraz państwo polskie nie jest w stanie uhonorować ich wysiłku, ofiar i przelanej krwi. To hańba dla rządzących. Pieniądze są dla przysłowiowego Jasia Kapeli, który nie reprezentuje ani kultury, ani historii, a dla takich symboli ich brakuje – kwituje Henryk
Karwan.Poseł PiS z Tomaszowa Lubelskiego, Tomasz Zieliński, uważa decyzję MKiDN za skandaliczną. Skierował w tej sprawie oficjalny apel do minister kultury Marty
Cienkowskiej.CZYTAJ TEŻ: Tomaszów Lubelski: „Mogliśmy powiedzieć stop, ale co z pacjentami?”. Etyczny i finansowy problem nadwykonań„Apeluję o potraktowanie renowacji sztandaru 4. Pułku Strzelców Podhalańskich i proporca mistrzowskiego 21. Dywizji Piechoty Górskiej jako sprawy priorytetowej. Oba znaleziska są materialnym świadectwem historii i nośnikiem pamięci o tych, którzy walczyli o wolność Polski” – napisał parlamentarzysta.W swoim piśmie przypomina także, iż powiat tomaszowski dołożył wszelkich starań o uratowanie artefaktów, wyłożył już pierwsze środki, a kolejne ma
zabezpieczone.Starosta i poseł są umówieni na 25 maja na spotkanie z Martą Cienkowską. Czy uda im się wywalczyć pieniądze na słuszną sprawę? Do tematu wrócimy.