Przećwiczyć skoordynowane uderzenia wojsk rakietowych i artylerii w różnych częściach Europy – to główne zadanie wielonarodowych sił, które biorą udział w rozpoczętych kilka dni temu manewrach „Dynamic Front ‘26”. Przedsięwzięcie zostało zorganizowane przez Dowództwo US Army w Europie i Afryce. Biorą w nim udział również Polacy i nasze wyrzutnie HIMARS.
Ma masę przeszło 16 ton, na jednym tankowaniu może pokonać dystans blisko 500 kilometrów, a co najważniejsze – w zależności od załadowanej do wyrzutni amunicji – potrafi razić cele znajdujące się w odległości od kilkudziesięciu do choćby 300 kilometrów. Oto HIMARS – system artylerii rakietowej, który krok po kroku zmienia oblicze polskiej armii. Docelowo wojsko ma otrzymać ich aż 500. Na razie do służby weszło 20, a żołnierze szlifują umiejętności związane z ich obsługą.
Kilka takich wyrzutni właśnie wyruszyło do Rumunii, by wziąć udział w „Dynamic Front ‘26”. Pod tym kryptonimem kryją się największe w tym roku ćwiczenia artylerzystów z państw NATO. Ich organizatorem jest Dowództwo US Army w Europie i Afryce, pierwsze skrzypce zaś gra 56 Wielodomenowe Dowództwo w Europie. Na co dzień odpowiada ono za planowanie i realizację uderzeń na długie dystanse.
REKLAMA
Scenariusz „Dynamic Front” zakłada rozmieszczenie pododdziałów na poligonach w kilku państwach Europy. Stamtąd mają one prowadzić symulowane uderzenia na przeciwnika, który usiłuje się wedrzeć w głąb terytorium NATO. Choć sojusznicze wojska dzieli dystans liczony w setkach kilometrów, ich działania pozostają ze sobą skoordynowane.
Oczywiście ćwiczenia nie kończą się na artylerii. Obejmują działania we wszystkich domenach i stanowią test dla regionalnych planów obronnych Sojuszu. – „Dynamic Front” pokazuje, iż Europa to nie tylko wysunięta linia obrony, ale także żywe laboratorium, w którym doskonalimy umiejętności i zacieśniamy partnerstwo niezbędne do odstraszania potencjalnych agresorów, a co za tym idzie ochrony pokoju i stabilności – podkreśla Clinton Carroll, rzecznik prasowy 56 Wielodomenowego Dowództwa w Europie.
Podczas tegorocznej edycji żołnierze realizują zadania między innymi na poligonie w rumuńskim Cincu. Oprócz gospodarzy ćwiczą tam żołnierze z USA, Francji i właśnie z Polski. – Staramy się regularnie współdziałać z sojusznikami, którzy podobnie jak my korzystają z systemu HIMARS – przyznaje mjr Dominik Nass z 1 Brygady Rakiet. – I tak w ubiegłym roku w ramach natowskich ćwiczeń „Swift Response” zostaliśmy przerzuceni do Finlandii, teraz będziemy ćwiczyć z Rumunami, a niedługo czeka nas jeszcze trening w Danii – wylicza oficer.
Tymczasem na tym udział Polaków w „Dynamic Front” wcale się nie kończy. Jak informuje Sztab Generalny Wojska Polskiego, łącznie na ćwiczenia zostało posłanych około 160 naszych żołnierzy. Wywodzą się oni nie tylko z 1 Brygady Rakiet, ale także z 18 Brygady Artylerii czy 9 Brygady Wsparcia Dowodzenia DGRSZ. Część z nich wyruszyła do Rumunii, inni zostali przerzuceni na poligon w Toruniu. – Tam też od 31 stycznia ćwiczy 85 żołnierzy Sił Zbrojnych Litwy – informuje płk Marek Pietrzak, rzecznik SGWP. W manewry włączony został również poligon w Grafenwoehr. Służby prasowe US Army w ostatnich dniach zamieściły serię zdjęć amerykańskich żołnierzy z 173 Brygady Powietrznodesantowej, którzy przygotowują się do strzelania z haubicy M777.
Historia „Dynamic Front” sięga ubiegłej dekady. Wówczas to Amerykanie zaczęli organizować ćwiczenia, które w założeniu miały wzmacniać interoperacyjność pomiędzy systemami artyleryjskimi różnych państw. Jednym z kluczowych elementów jest tutaj budowanie umiejętności współdziałania różnych systemów kierowania ogniem. Chodzi o wymianę informacji o położeniu celów.