Historia: 75. rocznica Akcji H-T. Jak Stalin "prostował" granicę Polski?

kronikatygodnia.pl 1 godzina temu
Umowę o „wymianie granic” podpisano 15 lutego 1951 r. w Moskwie, ale publicznie ogłoszono to dopiero po trzech miesiącach. „Rząd Rzeczypospolitej Polskiej zwrócił się niedawno do Rządu ZSRR z prośbą o zamianę niewielkiego pogranicznego odcinka terytorium Polski na równy mu pograniczny odcinek terytorium ZSRR z powodu ekonomicznego ciążenia tych odcinków do przyległych rejonów ZSRR i Polski” – podał 22 maja 1951 r. Sztandar Ludu.„Wymiana” objęła obszar o powierzchni 480 kilometrów kwadratowych. – Motywem podstawowym, który zadecydował, iż Rząd Polski wystąpił z inicjatywą zamiany i podpisał umowę, są złoża naftowe z poważną ilością czynnych otworów oraz złoża gazu ziemnego znajdujące się na odcinku terytorium odstępowanym nam przez Związek Radziecki. Tak więc dzięki tej umowie uzyskujemy szczególnie cenne i niezbędne dla naszej gospodarki paliwa – przekonywał na posiedzeniu Sejmu Aleksander Zawadzki, wiceprezes Rady Ministrów.Junacy „Służba Polsce” podczas defilady w Bełzie, wakacje 1949 r. Fot. Archiwum Państwowe w ZamościuSame korzyściOficjalnie podawano, iż zamiana terytoriów odbyła się z inicjatywy polskiej i miała przynieść dla Polski konkretne korzyści ekonomiczne. To byłą nieprawda. To Stalin zmusił Polskę do zamiany terenów, przejmując w ten sposób istotną strategicznie linię kolejową Rawa Ruska-Sokal-Kowel, która na odcinku Uhnów-Bełz-Krystynopol znajdowała się po wojnie po stronie polskiej, żyzne tereny uprawne oraz bogate i łatwo dostępne złoża węgla kamiennego, gdzie po 8 latach zbudowano cztery wielkie kopalnie, w tym w Czerwonogradzie, na który przemianowano Krystynopol (dziś to już nie Czerwonograd, tylko Szeptycki).W 1951 r. całkowicie do ZSRR przeszły gminy z powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego: Krystynopol, Chorobrów i Uhnów, a częściowo Waręż, Bełz, Dołhobyczów i Tarnoszyn. „Gęstość zaludnienia na terenie, który oddajemy jest znacznie mniejsza, niż na terenie, który uzyskujemy” – donosił Sztandar Ludu. „Na obszarze przemysłowym, znacznie gęściej zaludnionym, z natury rzeczy jest znacznie więcej mienia nieruchomego, budynków, urządzeń stałych, przemysłowych, komunikacyjnych i socjalnych. Korzyści są tym większe, iż przejmujemy wszystkie te obiekty w stanie nienaruszonym, umożliwiającym natychmiastowa dalszą pracę. Nasze załogi robotników obejmą jakby następną zmianę po odchodzących załogach radzieckich” – czytamy w Sztandarze Ludu.Chodziło o Ustrzyki Dolne i ziemie w Bieszczadach, które uzyskaliśmy z obwodu drohobyckiego w zamian za Sokalszczyznę. To był obszar podgórski, o słabych glebach i – jak się gwałtownie okazało – wyczerpanych złożach ropy naftowej.Cała operacja stała się dramatem dla tysięcy mieszkańców, którzy zostali przesiedleni na pozyskane tereny w Bieszczadach i na tak zwane Ziemie Odzyskane. „Przesiedleńców załadowywano na wagony. Na stacjach wyładunkowych nikt nie pytał ich o zgodę na osiedlenie w danej miejscowości. Kierujący transportem kredą pisali na wagonach – Czarna, Lipie, Szewczenko. Pod wagony zajeżdżały ciężarówki i ekipy wyładowcze po załadowaniu mienia i ludzi kierowały się do poszczególnych miejscowości. Pierwsze wrażenia były szokujące. W oficjalnym raporcie mimo propagandowego zadęcia znalazły się zapisy – »przesiedleńcy pozostawili swoje domostwa oczyszczone i wybielone na nowym terenie zastali w budynkach brud, robactwo, stan budynków zarówno na wsi jak i w mieście jest katastrofalny, na 222 budynki przydzielone przesiedleńcom 54 znajdują się stanie zagrzybienia i nie nadają się do remontu, 62 znajdują się w stanie kompletnej ruiny, powszechny jest brak dostępu do wody do picia – np. duża wieś Czarna nie posiada w ogóle studni, sieć dróg nie istnieje (…)«. Jeden z geodetów, którzy jako pierwsi weszli na przekazywany teren wspomina »nie było studni w której nie znajdowałby się kot, pies ptak czy zwykłe nieczystości, także w domu na środku, czasem na prymitywnym zbitym stole« – czytamy na stronie portalu www.bieszczadzki.pl.Z terenów przekazanych w ramach „wymiany” ZSRR przesiedlono ponad 14 tys. Polaków, z czego prawie 4 tys. trafiło w Bieszczady. „Przesiedleńcy byli zupełnie nieprzygotowani do życia w pionierskich warunkach, karczunku oraz zmagania się kamienistą, mało urodzajną glebą w terenie o ostrym górskim klimacie i prawie całkowicie pozbawionym dróg. Surowa gleba bieszczadzka nie mogła zastąpić czarnoziemu znad Sołokiji, podobnie jak kurne hyże nie mogły zastąpić pozostawionych zasobnych domów. Przesiedlenia były tragedią dla mieszkańców po obydwu stronach granicy gdyż ci z równinnych terenów nie mogli przystosować się do bieszczadzkich górskich warunków, podobnie jak wywiezieni stąd (chodzi o ludność ukraińską – przyp. red.) nie czuli się szczęśliwi w bezkresnym chersońskim stepie, dokąd w większości trafili” – podaje wyżej wymieniony portal.Aby zachować sąsiedzkie i rodzinne więzy niektóre wsie zostały zamieszkane w większości przez mieszkańców jednej tylko miejscowości. Mieszkańcy Krystynopola zasiedlili Bystre w gm. Czarna, a mieszkańcy Uhnowa – Jałowe w gm. Ustrzyki Dolne.Przeczytaj: Krwawy luty 1943. W Starej Hucie oddano hołd bohaterom bitwy pod LasowcamiZnakiem nowej granicy był drut kolczasty.Część polska planowana do przejęcia przez ZSRR. fot. „Granica polsko-sowiecka po 1944 r. (na odcinku z Ukrainą)”Hrubieszów na celownikuW 1951 r. Stalin zmusił Polskę do oddania bogatego w węgiel kamienny i czarnoziemy „kolana Bugu”, a rok później nabrał chęci na kolejne ziemie w powiatach hrubieszowskim i tomaszowski na czele z Horodłem i Hrubieszowem. Pisze o tym w publikacji „Granica polsko-sowiecka po 1944 r. (na odcinku z Ukrainą)” prof. Andrzej Wawryniuk z Chełma. Pod „wymianę” szykowano 1250–1300 km kw. przygranicznych terytoriów. Tym razem Sowieci nie ukrywali, iż chodzi o pokłady węgla kamiennego. „Dla rozwoju przemysłu węglowego w tym regionie (chodzi o lwowsko-wołyński basen węglowy – przyp. red.) byłoby pożądane rozpatrzenie kwestii możliwej wymiany terenów z Polską Republiką Ludową na wzajemnych korzystnych warunkach” – wynika z oświadczenia radzieckiego rządu, którego treść przytacza prof. Andrzej Wawryniuk.Dokument w tej sprawie, który znajduje się w Archiwum Akt Nowych, doręczony został przed 25 września 1952 r. Z odręcznej notatki w języku rosyjskim oraz mapy wynika, iż nowa granica sięgałaby na północy pod Korytnicę, a na południu pod Hrebenne, pozostawiając po stronie sowieckiej następujące miejscowości: Horodło, Szpikołosy, Łuszków, Dziekanów, Hrubieszów, Czerniczyn, Terebiń, Sahryń, Kryłów, Turkowice, Mircze, Miętkie, Tyszowce, Tuczapy, Dołhobyczów, Witków, Łaszczów, Nowosiółki, Steniatyn, Hulcze, Przewodów, Rzeczyca i Tarnoszyn. Od Łaszczowa do Werbkowic granica miała biec rzeką Huczwą, a poniżej i powyżej tych miejscowości – lądem. W zamian Polsce miała przypaść część obwodu drohobyckiego z linią kolejową Chyrów–Dobromil, ale bez miasta Sambor. „Było to żądanie na tyle poważne, iż przy jego wysunięciu nie zastosowano żadnej >>zasłony<< czy jakiegokolwiek tłumaczenia, jak to miało miejsce w 1951 r.” – podnosił w w przytaczanej pracy prof. Wawryniuk.ZSRR chciał mieć nowe węglonośne tereny, a takie m.in. znajdowały się i znajdują na części powiatu hrubieszowskiego, o którą zabiegał Stalin. To był jedyny wysuwany wówczas argument. Na szczęście do wchłonięcia przez ZSRR kolejnej części powiatów hrubieszowskiego i tomaszowskiego nie doszło. Prawdopodobnie miało to związek ze śmiercią Stalina, który zmarł 5 marca 1953 r. – Prowadzę gospodarstwo rolne w Ślipczu, które – przez rzekę Bug – graniczy z Ukrainą, i widzę stąd szyby górnicze kopalni w Nowowołyńsku – mówi Tomasz Zając, wójt gminy Hrubieszów. – Kiedyś spotkałem się z informacją, iż wydobycie węgla na przejętym przez ZSRR w ramach „wymiany” terenie równało się połowie wydobycia węgla kamiennego w II RP. Nie wiem, czy to prawdziwa informacja, ale straciliśmy na tej „wymianie” bardzo dużo. Gdyby doszło do kolejnej „korekty”, to śladem Polaków z Uhnowa, Krystynopola, Bełza, Waręża i Chorobrowa rodziny naszych przodków zostawiłyby wszystko pod Hrubieszowem i trafiłyby w Bieszczady albo na Ziemie Odzyskane. Na szczęście tak się nie stało…Byłem niegdyś w Lutowiskach i widziałem tam na kościele pamiątkową tablice ku czci i pamięci osób przesiedlonych w ramach Akcji H-T.
Idź do oryginalnego materiału