Hybrydowa agresja Rosji w Polsce. Dlaczego wciąż zamykamy oczy?

opolska360.pl 1 godzina temu

Irytuje mnie, kiedy agresja Rosji określana jest eufemistycznie prowokacjami. To trochę tak, jakby nazwać nią sytuację, kiedy komuś w nocy sąsiad wybił kamieniami szyby, nie przejmując się, czy ktoś tam za oknami śpi. Już widzę, jak ktoś rano zmiata szkło i mówi „No, no, ale z tego sąsiada prowokator!” Każdy powie wprost – to napad, agresja, na którą trzeba gwałtownie i zdecydowanie zareagować, bo następnym razem może się skończyć podpaleniem domu i śmiercią całej rodziny.

Irytuje mnie również, kiedy słyszę, iż rząd, Donald Tusk, Radosław Sikorski niepotrzebnie wyolbrzymiają zagrożenia, straszą Polaków, prowokują tylko Rosję i narażają nas na „prawdziwą” wojnę, a nie tylko hybrydową. To co, żeby u ludzi nie budzić dyskomfortu, władza ma milczeć, nie mówić im, z czym muszą się liczyć, na co muszą być gotowi? Naprawdę? Nie mówimy, nie ma sprawy. Ale tylko naiwny, delikatnie określając, może tak myśleć. Bo Rosja nie przestanie.

Agresja Rosji – Zachód ma problem z postawieniem tamy Putinowi

Terror, sabotaż i dezinformacja to jedyne, co Putin ma. Tylko to może go przybliżyć do celów, a są nimi panowanie nad Ukrainą, Europą Wschodnią oraz rozwalenie NATO i Unii Europejskiej. Klasycznie, na polu walki, tego nie osiągnie.

Europa choćby bez pomocy USA jest militarnie silniejsza od Rosji. Putin ma tylko „prowokacje”. Eskaluje je, żeby w państwach Zachodu zwiększyć strach, osłabić morale, zdezintegrować społeczeństwa oraz podważyć zaufanie do władz, ich sprawności i umiejętności zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom. Aż w końcu masy sterroryzowanych ludzi zażądają od polityków: „Dajcie sobie spokój z tą Ukrainą, dajcie Putinowi to, czego chce, niech wróci wreszcie spokój i takie życie, jakie było wcześniej”.

Zachód doskonale wie, na czym polega ta gra i o co się toczy. Tyle, iż ma problem z postawieniem tamy Władimirowi Putinowi. On, jak każdy psychopata, rozumie tylko siłę. Nic nie dadzą kolejne stanowiska, banały o jedności, czy deklaracja solidarności z państwami, które padły ofiarą hybrydowej wojny. Na człowieku, który bez mrugnięcia okiem wysyła na śmierć setki tysięcy swoich rodaków, nie wywrze najmniejszego wrażenia decyzja o zamknięciu rosyjskiej placówki kultury czy konsulatu.

„Musimy się przygotować”

I nie, nie chodzi o to, by zbombardować Moskwę. Zachód ma wiele sposobów, by ugodzić boleśnie Rosję bez wypowiadania jej wojny, tylko brakuje jednomyślności oraz woli, by tych narzędzi użyć. Ale jak tu mówić o woli, skoro prezydent USA, przywódca najważniejszego kraju Zachodu, obwinia Ukrainę o wysokie ceny ropy naftowej na świecie?

Dlatego musimy się przygotować, iż agresja Rosji będzie trwać i nic się nie zmieni, póki Donald Trump zasiada w Białym Domu. Jego sukcesor będzie mógł – jeżeli oczywiście zechce – zatrzymać wybijanie szyb w naszych oknach. Jeszcze dwa lata, a my musimy nauczyć się z tym żyć i jak najskuteczniej zapobiegać dywersji i zamachom. Żeby nie przegrać tej wojny.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału