Wojny nie muszą rozstrzygać się na froncie. Dość wspomnieć Niemcy z końca 1918 roku – kajzerowskie wojsko wciąż pozostawało zdolne do walki. Jednak niemiecka gospodarka była na skraju załamania, a społeczne zaplecze wojny uległo erozji. W odniesieniu do Ukrainy mechanizm ten działa inaczej, ale logika pozostaje podobna: armia pozostaje niepobita, natomiast narastające obciążenia po stronie państwa i społeczeństwa coraz silniej wpływają na przestrzeń możliwych decyzji politycznych. Dlatego 2026 rok może przynieść istotne rezultaty, choćby jeżeli nie będą one miały formy spektakularnych zwycięstw lub porażek na froncie.
Ten tekst opublikowałem w portalu TVP.Info, to jego skrócona wersja.
Po czterech latach konfliktu na pełną skalę front pozostaje krwawy, ale w dużej mierze stabilny. Każdy kolejny miesiąc walk nie zmienia zasadniczo układu sił, za to pogłębia koszty – ludzkie, społeczne i polityczne. To właśnie one zaczynają odgrywać rolę decydującą.
—–
Dla Ukrainy w 2026 roku wojna nie będzie już tylko starciem zewnętrznym. Wyraźniej stanie się ona wyzwaniem wewnętrznym – testem zdolności państwa do funkcjonowania w warunkach permanentnego kryzysu. Społeczeństwo, które w pierwszych latach wojny wykazało się imponującą mobilizacją i odpornością, weszło w fazę długotrwałego wysiłku, w której heroizm ustępuje miejsca zmęczeniu, a jednorazowe poświęcenie – codziennej kalkulacji kosztów.
Ukraińska codzienność w 2026 roku pozostanie „oswojoną wojną”. Alarmy lotnicze, przerwy w dostawach energii, informacje o kolejnych stratach – wszystko to stało się elementem życia, a nie nadzwyczajnym wydarzeniem. Taka normalizacja przemocy ma jednak swoją cenę. O ile w pierwszych latach konfliktu cementował on wspólnotę, o tyle przedłużanie się wojny zaczyna coraz trwalej różnicować doświadczenie społeczne. Inaczej postrzegają ją ci, którzy walczą na froncie lub mają tam bliskich, inaczej mieszkańcy regionów oddalonych od linii walk, jeszcze inaczej osoby, które wyjechały za granicę. Tych percepcji nie da się już pospinać w jedną, a fundamentalne różnice w doświadczeniach mogą być, i są, powodem narastających napięć. Z perspektywy Kijowa łatwiej jest trwać w oporze niż z pozycji mieszkańców umęczonego Kramatorska. Ochocze „tak!” dla dalszej walki wyrażane przez żyjących za granicą uchodźców – choćby jeżeli wspierają oni ukraińską gospodarkę dewizami – nie ma już żadnego znaczenia.
Jednym z kluczowych problemów strukturalnych pozostaje demografia. Straty wojenne, masowa emigracja oraz dramatyczny spadek dzietności tworzą długofalowe ograniczenia, które będą odczuwalne niezależnie od przebiegu działań militarnych. W 2026 roku coraz wyraźniej widać będzie, iż zasób ludzki – zarówno dla armii, jak i dla gospodarki – nie jest niewyczerpalny. Pytanie o to, kto ma wrócić z zagranicy i na jakich warunkach, stanie się jednym z centralnych tematów debaty publicznej.
Mobilizacja, która w pierwszych fazach wojny była postrzegana jako oczywisty obowiązek, już od niemal trzech lat pozostaje źródłem napięć. Każda kolejna fala poboru oznacza nie tylko wyzwanie logistyczne, ale również polityczne i społeczne. Rosnąca liczba wyjątków, kontrowersje wokół decyzji komisji wojskowych oraz próby unikania służby podważają poczucie równości obciążeń. Państwo staje przed trudnym zadaniem: jak utrzymać zdolności obronne, nie tracąc jednocześnie społecznej legitymacji dla dalszej wojny.
W tle tych procesów pozostaje gospodarka, wciąż w znacznym stopniu uzależniona od pomocy zewnętrznej. Bez wsparcia finansowego Zachodu Ukraina nie byłaby w stanie utrzymać armii i realizować podstawowych funkcji administracyjnych. Jednocześnie długotrwały stan wojny ogranicza możliwość realnej odbudowy i inwestycji, co utrudnia władzom oferowanie społeczeństwu pozytywnej wizji przyszłości.
—–
Jednym z najbardziej wrażliwych wyzwań, przed jakimi stanie Ukraina w 2026 roku, będzie kwestia relacji między władzą cywilną a wojskiem. W warunkach wojny to armia cieszy się najwyższym poziomem zaufania społecznego, a dowódcy wojskowi należą do najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych postaci życia publicznego. Ten autorytet jest jednocześnie siłą i potencjalnym źródłem napięć.
W miarę jak wojna się przedłuża, decyzje strategiczne coraz rzadziej dotyczą wyłącznie działań militarnych. Coraz częściej obejmują one kwestie polityczne: zakres mobilizacji, priorytety budżetowe, relacje z sojusznikami czy gotowość do ewentualnych rozmów. W takich warunkach naturalne różnice perspektyw między dowództwem wojskowym a władzami cywilnymi stają się bardziej widoczne. Wojsko patrzy na konflikt przez pryzmat zdolności bojowych i bezpieczeństwa żołnierzy, politycy – przez pryzmat konsekwencji społecznych, gospodarczych i międzynarodowych. W 2026 roku utrzymanie jasnych linii odpowiedzialności między tymi dwoma sferami będzie jednym z kluczowych warunków stabilności państwa.
Do tego dochodzi problem legitymacji władzy w warunkach przedłużającego się stanu wojennego. Zawieszenie normalnego cyklu wyborczego było w pierwszych latach wojny decyzją oczywistą i powszechnie akceptowaną. Jednak im dłużej trwa konflikt, tym częściej pojawiają się pytania o granice takiego rozwiązania. choćby jeżeli przeprowadzenie wyborów w warunkach wojennych pozostaje skrajnie trudne, presja na większą transparentność i rozliczalność decyzji władzy będzie narastać – zarówno ze strony społeczeństwa, jak i partnerów zagranicznych.
Temat ten jest szczególnie wrażliwy w kontekście relacji z Zachodem. Pomoc finansowa i wojskowa coraz częściej wiązana jest z oczekiwaniami dotyczącymi standardów rządzenia, walki z korupcją i funkcjonowania instytucji państwa. W 2026 roku tolerancja sojuszników dla „wojennych wyjątków” może być mniejsza niż wcześniej. Każda ujawniona afera korupcyjna, każda niejasna decyzja personalna czy budżetowa będzie nie tylko problemem wewnętrznym, ale także argumentem w międzynarodowej debacie o dalszym wsparciu dla Ukrainy.
Kijów stanie więc przed dylematem charakterystycznym dla państw prowadzących wojnę długotrwałą: jak pogodzić konieczność centralizacji i szybkiego podejmowania decyzji z potrzebą zachowania demokratycznej legitymacji. Od sposobu, w jaki władze poradzą sobie z tym napięciem, zależeć będzie nie tylko stabilność wewnętrzna państwa, ale także jego wiarygodność jako partnera politycznego w Europie.
—–
(…)
Wbrew nadziejom części obserwatorów, rok 2026 nie przyniesie załamania rosyjskiego systemu politycznego ani nagłego wyczerpania zdolności państwa do prowadzenia wojny. rosja weszła w fazę konfliktu, w której wojna została w dużej mierze wchłonięta przez codzienne funkcjonowanie państwa. Stała się nową normą, a nie nadzwyczajnym stanem wymagającym mobilizacji całego społeczeństwa.
rosyjskie władze zdołały narzucić „swoim” model akceptacji kosztów wojny bez potrzeby jej pełnej internalizacji. Konflikt toczy się „gdzieś daleko”, a jego bezpośrednie konsekwencje są nierównomiernie rozłożone. Duże miasta, najważniejsze dla stabilności politycznej reżimu, wciąż funkcjonują w relatywnie normalnych warunkach. Straty osobowe koncentrują się głównie w regionach peryferyjnych – zamieszkałych przez pogardzane mniejszości etniczne – co ogranicza potencjał masowych protestów. W 2026 roku ten mechanizm przez cały czas będzie działał, o ile Kremlowi uda się uniknąć kolejnej fali mobilizacji o charakterze powszechnym.
Gospodarka rosji również została dostosowana do realiów długotrwałego konfliktu. Sankcje, które miały doprowadzić do jej szybkiego osłabienia, stały się elementem nowego krajobrazu gospodarczego. Państwo nauczyło się funkcjonować w warunkach ograniczonego dostępu do technologii i rynków zachodnich, kompensując te braki przez zwiększoną rolę sektora publicznego, przestawienie przemysłu na produkcję wojenną oraz intensyfikację współpracy z partnerami spoza świata euroatlantyckiego. Ten model nie sprzyja rozwojowi – ba, jest tragicznie regresywny, a długofalowo przesądzi o dalszej degradacji rosji – ale „na dziś” jest wystarczający i pozwala podtrzymać zdolność do prowadzenia wojny.
Strategia Kremla w 2026 roku będzie opierać się na prostym założeniu: czas działa na korzyść strony, która potrafi dłużej utrzymać konflikt poniżej progu destabilizacji wewnętrznej. rosja nie musi wygrać wojny w klasycznym sensie – wystarczy, iż jej nie przegra. Każdy miesiąc impasu osłabia Ukrainę i zwiększa presję na jej sojuszników, zmuszając ich do coraz trudniejszych decyzji politycznych i finansowych.
Jednocześnie Kreml będzie unikał działań, które mogłyby doprowadzić do niekontrolowanej eskalacji. Bezpośrednia konfrontacja z NATO pozostaje poza kalkulacją, podobnie jak próby spektakularnych operacji militarnych o wysokim ryzyku porażki. Wojna w 2026 roku z rosyjskiej perspektywy ma pozostać konfliktem „zarządzalnym” – wystarczająco intensywnym, by wywierać presję, ale na tyle ograniczonym, by nie zagrozić stabilności systemu.
(…)
Co z Zachodem? Jak zachowa się wspólnota wobec wyzwań generowanych przez rosjan? Jak będzie wyglądał front i jaki będzie jego wpływ na sytuację Ukrainy i rosji? O tym przeczytacie w pełnej wersji materiału – zapraszam do lektury! Cały tekst, który napisałem dla TVP Info, znajdziecie pod tym linkiem.
—–
A gdybyście chcieli wesprzeć mój ukraiński raport, polecam się poniżej.
Tych, którzy wybierają opcję wsparcia „sporadycznie/jednorazowo”, zachęcam do wykorzystywania mechanizmu buycoffee.to.
Osoby, które chciałyby czynić to regularnie, zapraszam na moje konto na Patronite:
Korzystając z okazji chciałbym podziękować swoim najszczodrzejszym Patronom: Tomaszowi Krajewskiemu, Piotrowi Rucińskiemu, Magdalenie Kaczmarek, Arkadiuszowi Halickiemu, Monice Rani, Maciejowi Szulcowi, Joannie Marciniak, Jakubowi Wojtakajtisowi, Andrzejowi Kardasiowi oraz Czytelnikowi o nicku Zajcef Fizzlewic. A także: Piotrowi Żakowi, Krzysztofowi Krysikowi, Mateuszowi Piecuchowi, Jakubowi Kojderowi, Adamowi Cybowiczowi, Janowi Mozełewskiemu, Bożenie Bolechale, Piotrowi Pszczółkowskiemu, Jarosławowi Terefenko, Marcinowi Gonetowi, Przemysławowi Kowalskiemu, Joannie Siarze, Aleksandrowi Stępieniowi, Marcinowi Barszczewskiemu, Dinarze Budziak, Szymonowi Jończykowi, Annie Sierańskiej, Tomaszowi Sosnowskiemu, Piotrowi Świrskiemu, Juliuszowi i Elżbiecie Wolny, Arturowi Żakowi, Łukaszowi Hajdrychowi, Patrycji Złotockiej i Piotrowi Habeli.
Podziękowania należą się również moim najhojniejszym „kawoszom” z ostatnich dwóch tygodni: Kasi Byłów, Grzegorzowi Zgnilcowi, Robertowi Sewerynowi, Marii Warnke i Pawłowi F. Górze.
Szanowni, to dzięki Wam powstają także moje książki! W sklepie Patronite możecie nabyć je w wersji z autografem i pozdrowieniami. Szeroka oferta pod tym linkiem.
Nz. Wystrzał z przenośnej wyrzutni przeciwpancernej/fot. SzG ZSU





