REKLAMA
Pilot śmigłowca Marcin G. został ukarany utratą trzymiesięcznego uposażenia, śmigłowiec trafił do naprawy. Szkody wyniosły łącznie 2,7 mln zł. Śledztwo dotyczące sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lotniczym wszczęła wówczas Prokuratura Rejonowa w Ciechanowie, przejęła je jednak potem płocka Prokuratura Okręgowa.Jak informowaliśmy już w Gazeta.pl, w grudniu Prokuratura Okręgowa w Płocku skierowała do Sądu Rejonowego w Ciechanowie akt oskarżenia przeciwko Marcinowi G. Pilot został oskarżony o niedopełnienie obowiązków służbowych. Grozi mu do 8 lat więzienia. Funkcjonariusz w tej chwili jest na emeryturze. Nie przyznał się do winy. Portal Gazeta.pl dotarł do treści aktu oskarżenia.
Zobacz wideo
Zobacz także: Sąd Najwyższy znów zajmie się sprawą Kajetana Poznańskiego
Incydent z Black Hawkiem. Nagła zmiana zdania policjiZ materiałów wynika, iż urząd gminy Sońsk już w marcu 2023 r. zwracał się do Komendanta Głównego Policji z prośbą o przylot śmigłowca na planowany na sierpień piknik. W kwietniu policja odmówiła, tłumacząc to realizacją bieżących zadań. 16 sierpnia, na cztery dni przed piknikiem, prośbę ponowiono. Tym razem przyszła zgoda.
Ówczesny wiceszef MSWiA Maciej Wąsik przyznał w 2023 r. w Polsat News, iż przyczynił się do sprowadzenia śmigłowca na piknik. Zaznaczył, iż zrobił to na prośbę wójta Sarnowej Góry.- Pomogłem wójtowi, pomagałem w poprzednich latach, pomagałem w tym roku i będę pomagał w przyszłych latach organizować uroczystości patriotyczne - podkreślał Wąsik.Black Hawk. Pilot miał zlekceważyć ostrzeżenie "Warning Terrain"W Black Hawku znajdowała się trzyosobowa załoga. Z dokumentu wynika, iż pilot wystartował śmigłowcem, choć osoby postronne znajdowały się w odległości mniejszej niż 50 m od maszyny."Wbrew zasadom bezpieczeństwa w ruchu lotniczym wykonał niski przelot na wysokości około 18 metrów (60 ft) zamiast wymaganych 304,8 metrów (1000 ft) nad zgromadzonymi osobami na wolnym powietrzu oraz przeszkodami terenowymi, w odległości mniejszej niż 600 m od śmigłowca" - czytamy w akcie oskarżenia.
Pilot miał też zlekceważyć wydane na 31 sekund przed zdarzeniem ostrzeżenie "Warning Terrain" wydawane przez system HTAWS (Helicopter Terrain Awareness and Warning System - System ostrzegania i monitorowania terenu dla śmigłowców). "Ustalono, iż linia, która uległa uszkodzeniu, odpowiada za zasilanie podstacji energetycznej 110 kV, która należy do PKP i zasila infrastrukturę kolejową. Na. skutek tego zdarzenia ruch pociągów nie został wstrzymany, jedynie obniżone zostało napięcie, które powodowało spowolnienie przejazdu pociągów" - podaje prokuratura.W akcie oskarżenia wskazano, iż załoga nie oceniła zdatności śmigłowca do dalszego lotu i nie rozważyła lądowania awaryjnego na lotnisku oddalonym o 37 km. Zamiast tego, udano się bezpośrednio na warszawskie Bemowo. Prokuratura: Załoga miała wymagane licencje"Uniknięcie zdarzenia było możliwe dzięki przestrzeganiu obowiązujących przepisów oraz adekwatnej ocenie sytuacji operacyjnej. Pierwszy zakręt powinien zostać wykonany dopiero po osiągnięciu wysokości co najmniej 100 m (330 ft), zapewniającej bezpieczny margines i możliwość swobodnego manewrowania, a przelot nad zgromadzonymi osobami na otwartej przestrzeni - na wysokości minimum 300 m (1000 ft)" - czytamy.
"Załoga posiadała wymagane licencje, uprawnienia oraz ważne orzeczenia lotniczo-lekarskie. Dowódca i drugi pilot mieli aktualne uprawnienia do prowadzenia śmigłowca, a dowódca dodatkowo uprawnienia instruktorskie. Mechanik pokładowy również posiadał wymagane kwalifikacje, co wyklucza brak kompetencji jako przyczynę zdarzenia. Śmigłowiec przeszedł wszystkie wymagane przeglądy techniczne, posiadał aktualne Świadectwo Obsługi Technicznej i był sprawny oraz gotowy do lotu, co potwierdza dokumentacja techniczna i odbiór przez załogę" - podkreślono.Prokuratura w osobnym postępowaniu badała, czy doszło m.in. do przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez policjantów z Komendy Głównej Policji, którzy wydali zgodę na lot śmigłowca oraz czy ówczesny wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik mógł naciskać na policję, by ta wysłała śmigłowiec na imprezę. Ostatecznie śledztwo w sprawie tych wątków umorzono, uznając, iż nie doszło do złamania prawa. Zażalenie złożyło na początku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, rozpozna je Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa. - Nie jest tak, iż tego sprzętu z formacji mundurowych nie można używać na tego typu imprezach. Obserwujemy często różne imprezy promocyjne, które mają służyć np. pozyskiwaniu nowych funkcjonariuszy. I tak było w tym przypadku - mówił w ubiegłym roku w rozmowie z Gazeta.pl prok. Bartosz Maliszewski z Prokuratury Okręgowej w Płocku.







