Iran atakuje mocniej. Chiny mają coraz większy problem

bejsment.com 1 godzina temu

Iran ogłosił, iż przeprowadził jeden z najpotężniejszych ataków na cele izraelskie od początku konfliktu. W operacji wykorzystano m.in. rakiety balistyczne dalekiego zasięgu.

Irańskie media państwowe informują, iż podczas nocnego uderzenia wystrzelono kilka pocisków, w tym rakietę balistyczną Chorramszahr. Według Teheranu miała ona zostać skierowana w stronę celów w Izraelu oraz amerykańskich instalacji wojskowych w regionie.

W tym samym czasie napięcie gwałtownie rośnie na morzu. W cieśninie Ormuz – jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie – płonie frachtowiec trafiony przez niezidentyfikowany pocisk. Cała załoga zdążyła ewakuować się z jednostki.

Do ataku doszło około 25 mil morskich (blisko 46 kilometrów) od emiratu Ras al-Chajma w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Brytyjskie centrum monitorujące bezpieczeństwo żeglugi UKMTO poinformowało, iż trwa ocena skali zniszczeń i potwierdziło, iż wszyscy marynarze są bezpieczni.

Uszkodzone zostały również dwa inne statki handlowe. Na masowcu Mayuree Naree, pływającym pod banderą Tajlandii, wybuchł pożar po uderzeniu rakiety. Do incydentu doszło około 11 mil morskich na północ od wybrzeży Omanu.

Na razie nie doszło do poważnej katastrofy ekologicznej związanej z ewentualnym wyciekiem ropy.

W środę kolejny pocisk trafił także w statek pływający pod banderą Japonii.

Sytuacja na morzu robi się jednak jeszcze bardziej niezwykła. Coraz więcej statków handlowych zaczyna… udawać jednostki chińskie.

Część tankowców, które w rzeczywistości nie zmierzają do Chin, deklaruje się jako „chińskie”, powołując się choćby na obecność chińskiej załogi. Firmy żeglugowe wychodzą z założenia, iż jeżeli Iran miałby kogokolwiek oszczędzać, to w pierwszej kolejności właśnie jednostki powiązane z Pekinem.

Z perspektywy Chin rozwój wydarzeń jest bardzo niepokojący. Najpierw amerykańska operacja w Wenezueli, a teraz wspólny izraelsko-amerykański atak na Iran uderzają w sieć politycznych i gospodarczych relacji, które Pekin budował przez lata.

Dla Chin stawką jest przede wszystkim bezpieczeństwo energetyczne.

Przez cieśninę Ormuz – którą Irańczycy zdecydowali się zamknąć – przepływało dotąd około 40 procent chińskiego importu ropy naftowej oraz blisko 30 procent dostaw LNG.

To jeden z najważniejszych punktów na mapie światowego handlu energią. Szacuje się, iż przez Ormuz transportowanych jest około 30 procent globalnego wydobycia ropy.

Dla Azji znaczenie tego szlaku pozostało większe. Około 80 procent dostaw paliw do regionu przechodzi właśnie przez tę cieśninę.

Obecnie tankowce zmierzające do Chin nie mogą jednak korzystać z tej drogi. Co istotne, nie jest to efekt decyzji Waszyngtonu czy Donalda Trumpa, ale bezpośredni skutek działań władz w Teheranie.

Dopiero dwunastego dnia wojny amerykańskie bombowce zniszczyły 16 irańskich jednostek zdolnych do stawiania min morskich. Gdyby Iran zdecydował się zaminować cieśninę Ormuz, skutki dla światowej gospodarki mogłyby być trudne do przewidzenia.

Najpierw Wenezuela, a teraz Iran pokazują także ograniczoną skuteczność chińskich gwarancji politycznych.

Zaledwie pięć lat temu Pekin podpisał z Teheranem umowę o tzw. Kompleksowym Partnerstwie Strategicznym – najwyższym poziomie współpracy w chińskiej dyplomacji.

W ramach tego porozumienia Chiny zobowiązały się do inwestycji w Iranie o wartości około 400 miliardów dolarów w ciągu najbliższych 25 lat. Pieniądze miały trafić przede wszystkim do sektora energetycznego, bankowego oraz infrastruktury krytycznej kraju.

Idź do oryginalnego materiału