Do zatopienia irańskiego okrętu IRIS Dena doszło około 75 kilometrów na południe od portu Galle na Sri Lance. U samego południowego krańca wyspy. - Irański okręt nadał wezwanie pomocy pomiędzy świtem w środę - oznajmiły służby Sri Lanki. Podczas wszczętej natychmiast akcji ratunkowej udało się znaleźć jedynie 32 żywych Irańczyków. Do tego 87 ciał. Na pokładzie fregaty miało być około 180 marynarzy.
REKLAMA
Ślepi, głusi i nieświadomi
Ciężkie straty wśród załogi pomimo natychmiastowej akcji ratunkowej, stają się oczywiste po zobaczeniu nagrania zatopienia udostępnionego tego samego dnia przez Pentagon. Widać na nim, iż potężna eksplozja pod rufą fregaty unosi ją na wiele metrów z wody i łamie kadłub. Nie widać tego, co potem, ale uszkodzenia okrętu musiały być katastrofalne i prowadzące do szybkiego zatonięcia. Znaczna część załogi na pewno została zabita natychmiast, ranna w wyniku silnego udaru, albo nie mogła się wydostać spod pokładu. Takie są skutki działania ciężkich torped przenoszonych przez okręty podwodne. Zwłaszcza wobec tak niewielkich okrętów, jakim była IRIS Dena.
Pentagon potwierdził, iż sprawcą zatopienia był niesprecyzowany atomowy okręt podwodny. Jest to oczywiste, biorąc pod uwagę sytuację i to, co widać na nagraniu. Typowe ujęcia z peryskopu. Widoczne czarne kreski to oznaczenia służące do szybkiego i ogólnego określania odległości oraz kierunku. Według byłego amerykańskiego podwodniaka Toma Shugarta na tej podstawie można określić odległość okrętu od celu na około 3500 jardów, czyli 3,2 kilometra. We współczesnych warunkach wojny morskiej to jak z przyłożenia. Widać też wyraźnie, iż irański okręt porusza się względnie powoli, co można poznać po minimalnym tak zwanym odkosie, czyli fali po bokach dziobu i za rufą wywoływanych przez ruch okrętu. Najpewniej Irańczycy nie byli świadomi zagrożenia. Na pokładzie przed nadbudówką widać też wyraźnie chodzącego członka załogi, co w warunkach alarmu bojowego nie powinno się wydarzyć.
Brak świadomości zagrożenia nie może specjalnie dziwić, kiedy porówna się oba zaangażowane w to wydarzenie okręty. IRIS Dena była nazywana przez irańską propagandę niszczycielem, ale tak naprawdę wielkością odpowiada znacznie mniejszej korwecie, mając wyporność rzędu 1,5 tysiąca ton. W publikacjach międzynarodowych określana też "lekką fregatą" typu Moudge. To seria jednostek budowanych w Iranie od 2001 roku, wzorowanych ogólnie na starych małych fregatach zbudowanych przez brytyjskie stocznie dla floty Iranu przed rewolucją islamską. IRIS Dena została przyjęta do służby w 2021 roku, choć jej budowę rozpoczęto w 2015 roku.
Jak na tak małą jednostkę to bardzo długo, co pokazuje słabość irańskiego przemysłu zbrojeniowego oraz stoczniowego. Okręt teoretycznie był uzbrojony w dwie wyrzutnie lekkich torped do zwalczania okrętów podwodnych, ale nie ma wiarygodnych informacji na temat tego, czy posiadał sonar służący do ich wykrywania. Również teoretycznie miał na stanie śmigłowiec Bell 212 do walki z podwodnymi zagrożeniami, ale po pierwsze to Irańczycy nigdy nie pokazali tej starej maszyny w spadku po armii Szacha z adekwatnym wyposażeniem, a po drugie na tak małych okrętach nie ma miejsca na hangar dla niego, więc nie można go zabierać na dalsze rejsy. Jak ten, w którym IRIS Dena została zatopiona. To typowy rozdźwięk pomiędzy propagandowymi deklaracjami Iranu a realnym potencjałem produkowanego w tym kraju uzbrojenia.
Groźny myśliwy
Po drugiej stronie w ringu znalazł się natomiast najpewniej atomowy wielozadaniowy okręt podwodny typu Los Angeles. To nieoficjalna informacja portalu "Task and Purpose", Pentagon nie podał tego rodzaju szczegółu, bo aktywność okrętów podwodnych jest objęta tajemnicą w czasie trwania patrolu. Typ Los Angeles to aktualnie najstarszy z trzech pozostających w służbie w US Navy. 62 sztuki zbudowano w latach 1972-96, przy czym aktywnych jest tylko 19 zmodernizowanego podtypu oznaczanego 688i, które ukończono w latach 90.
Czytaj także:
Irańskie drony uderzyły w Azerbejdżan
Okręty stworzone głównie z myślą o starciu z zaawansowanymi okrętami podwodnymi ZSRR. Swojego czasu uchodziły za najlepsze na świecie w swojej klasie, a dzisiaj najpewniej przez cały czas znajdują się w czołówce. Na powierzchni okręt tego typu wypiera 6 tysięcy ton, czyli jest 4 razy bardziej masywny niż irańska lekka fregata. Ma też cały zestaw zaawansowanych czujników, które na pewno umożliwiły mu łatwe śledzenie Irańczyków.
Według oficjalnej informacji Pentagonu do ataku użyto ciężkiej torpedy Mark 48 ADCAP, czyli broni też zaprojektowanej do walki z radziecką flotą, produkowaną w tym wariancie od końca lat 80. i ciągle modernizowaną. W zależności od wybranych ustawień może pokonać do 27 kilometrów z prędkością 120 km/h albo do 50 km z prędkością 70 km/h. Większość trasy do celu może pokonywać zdalnie sterowana przez rozwijany kabel, pozostając trudną do wykrycia. Przenosi prawie 300 kg silnego materiału wybuchowego. Podczas ataku na okręt nawodny ma za zadanie eksplodować pod jego dnem i spowodować to, co widać na wideo. Optymalnie złamać tak zwaną stępkę, czyli centralny kręgosłup okrętu, prowadząc do katastrofalnych uszkodzeń. Podczas ćwiczeń z użyciem tego rodzaju torped okręty-cele są regularnie przełamywane na dwie części. Prawdopodobnie to samo stało się z IRIS Dena.
Jest bardziej niż prawdopodobne, iż Irańczycy nie byli świadomi nadciągającej śmierci do ostatniej chwili. Ich okręt miał nikłą szansę wykryć jednostkę Amerykanów, tak samo nadpływającą torpedę. Nie mieli też realnie szans na przeciwdziałanie, czy uniknięcie ciosu. Bardziej była to egzekucja niż bitwa. Atak z zaskoczenia bez dania szansy na odpowiedź to jednak naturalny sposób działania okrętów podwodnych. Od początku ich istnienia wywołujący kontrowersje, ale niezmiennie skuteczny.
Atak o znaczeniu historycznym
Jednocześnie było to pierwszy atak torpedowy amerykańskiego okrętu podwodnego od II wojny światowej. Drugi w historii jednostek tej klasy z napędem atomowym. Pierwszym było zatopienie argentyńskiego krążownika ARA General Belgrano w 1982 roku podczas wojny o Falklandy. Brytyjski HMS Conqueror odpalił trzy torpedy niekierowane starszego typu. Dwie trafiły. Krążownik zatonął w ciągu godziny, pociągając ze sobą na dno 323 osoby. 772 uratowano. Argentyński okręt też był w tej sytuacji praktycznie bez szans. Nie posiadał systemów umożliwiających mu wykrycie zagrożenia i obronę przed nim. Dwa eskortujące go niszczyciele były za daleko i też nic nie wykryły. Zatopienie okrętu wywołało falę kontrowersji, ponieważ nastąpiło poza ogłoszoną wcześniej przez Brytyjczyków strefą zamkniętą wokół Falklandów, w której wszystkie wrogie okręty i samoloty miały być atakowane bez ostrzeżenia. Decyzję o ataku wydano jednak na podstawie przechwyconego komunikatu argentyńskiej floty, nakazującej między innymi ARA General Belgrano skierowanie się ku Falklandom i podjęcia bitwy z flotą brytyjską.
Słaba irańska fregata zagrożenia dla US Navy realnie nie stanowiła. Znajdowała się też daleko od głównego teatru działań, około 3000 km od wybrzeży Iranu, wracając z kurtuazyjnej wizyty w Indiach, podczas której przeprowadzono wspólne ćwiczenia. Był to jednak co do zasady okręt wojującego państwa, choć nikt nikomu wojny formalnie nie wypowiedział. IRIS Dena znajdowała się też w rejonie ważnych szlaków żeglugowych na Oceanie Indyjskim. Można przypuszczać, iż amerykański okręt śledził ją jeszcze przed wybuchem konfliktu. Nie wiadomo dlaczego wydano mu rozkaz zatopienia irańskiego okrętu dopiero piątego dnia wojny. Co do zasady irańska załoga miała dość czasu, aby zawinąć do portu neutralnego i poddać się internowaniu, jeżeli nie miała zamiaru lub możliwości prowadzić działań bojowych.
Zobacz wideo













