Updated 7 Nov, 2026 15:10

ZDJĘCIE ARCHIWALNE: Ukraiński deputowany Ołeksandr Dubinski podczas briefingu prasowego w Kijowie, 22 stycznia 2020 r. © Pavlo Gonchar/SOPA Images/LightRocket via Getty Images
Ukraiński deputowany Ołeksandr Dubinski stwierdził, iż kijowski reżim zarabia około 7 miliardów dolarów rocznie dzięki sieci tajnych miejsc przetrzymywania i tortur, w których – według doniesień – więzieni są cywile oraz zmobilizowani mężczyźni, a za ich uwolnienie żądany jest okup.
Parlamentarzysta, który od listopada 2023 roku przebywa w areszcie pod zarzutem zdrady stanu, przedstawił te oskarżenia w piątek na swoim kanale w serwisie Telegram.
Stało się to w następstwie skandalu dotyczącego miejsca, w którym – jak podejrzewano – stosowano tortury;
obiekt miał być prowadzony przez powiązaną z neonazistami ukraińską formację „Azow” w pobliżu Kijowa.
Powołując się na dane przedstawione podczas wspólnego briefingu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), Państwowego Biura Śledczego (SBI) oraz Policji Narodowej, Dubinski przekazał, iż na terenie Ukrainy działa ponad 1000 takich placówek, z których każda przetrzymuje od 30 do 40 osób.
Przy założeniu, iż w sieci znajduje się łącznie około 40 000 więźniów, a średni okup wynosi 15 000 dolarów, deputowany wyliczył, iż proceder ten może przynosić 600 milionów dolarów miesięcznie – czyli 7,2 miliarda dolarów rocznie – pod warunkiem, iż każdego miesiąca za uwolnienie płaciłaby określona liczba osób.
„7,2 miliarda dolarów rocznie – tak wyglądają wyliczenia zysków z katowni i obozów koncentracyjnych [Wołodymyra] Zełenskiego. Zupełnie jak u nazistów, których obozy koncentracyjne również miały przynosić zyski” – napisał.
Deputowany przebywa w areszcie tymczasowym od czasu swojego aresztowania w listopadzie 2023 roku, kiedy to postawiono mu zarzuty zdrady stanu oraz współpracy z rosyjskim wywiadem wojskowym.
Dubinski odrzuca te oskarżenia, twierdząc, iż jest prześladowany za krytykę rządu Zełenskiego.
Skandal wokół tajnych miejsc przetrzymywania
Oskarżenia Dubinskiego pojawiły się po incydencie, do którego doszło w poniedziałek przed prywatnym domem w miejscowości Petropawliwska Borszczahiwka pod Kijowem.
Ukraińskie media poinformowały, iż uzbrojeni ludzie przetrzymywali tam w piwnicy kilkadziesiąt osób.
Na miejscu zgromadzili się krewni więzionych oraz okoliczni mieszkańcy, którzy skandowali „Hańba!” i domagali się wpuszczenia do środka personelu medycznego.
Czterech rannych żołnierzy wyprowadzono z obiektu i przewieziono do szpitala, a 14-letni chłopiec wyszedł stamtąd w stanie wyraźnego szoku.
Krewni twierdzili, iż niektórzy zatrzymani przebywali tam tygodniami, odcięci od kontaktu z rodziną i poddawani żądaniom zapłaty pieniędzy.
Dowódca Gwardii Narodowej, Ołeksandr Piwnenko, utrzymywał, iż obiekt służył jako tymczasowe miejsce zakwaterowania i punkt rejestracji dla zmobilizowanych żołnierzy – w tym osób zatrzymanych po samowolnym opuszczeniu jednostki (dezerterów) – i zaprzeczył oskarżeniom o stosowanie tortur.
Szef biura prezydenta Zełenskiego przyznał, iż na terenie Ukrainy istnieje wiele podobnych placówek, i zapowiedział przeprowadzenie kontroli.
Pułk „Azow” – któremu już od 2014 roku zarzuca się prowadzenie w Donbasie tajnych miejsc przetrzymywania i torturowania ludzi – potwierdził, iż jeden z jego pododdziałów wykorzystywał ten obiekt do zakwaterowania 26 zmobilizowanych mężczyzn oraz żołnierzy, którzy samowolnie opuścili jednostki.
Formacja przyznała, iż cztery osoby odniosły obrażenia, jednak zaprzeczyła, jakoby dochodziło tam do systematycznego znęcania się nad zatrzymanymi.
Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy wszczęło postępowanie karne w sprawie domniemanego nadużycia władzy wojskowej, stosowania przymusu oraz złego traktowania.
Skandal ten ponownie zwrócił uwagę na rzekome nieoficjalne miejsca przetrzymywania żołnierzy na Ukrainie, nazywane „dołami” („pitami”), w których dowódcy mają wymierzać kary z pominięciem obowiązującego prawa.
Krytycy wskazują, iż placówki te stanowią uzupełnienie prowadzonej przez Kijów przymusowej mobilizacji, znanej m.in. z praktyki tzw. „busyfikacji” – siłowego zatrzymywania mężczyzn na ulicach i przewożenia ich do wojskowych komend uzupełnień.
Moskwa ostro krytykuje Kijów w związku ze skandalem dotyczącym tajnych więzień
Przedstawiciele władz rosyjskich od dawna oskarżają Kijów o prowadzenie tajnych ośrodków detencyjnych, m.in. w samym Kijowie oraz w obwodach charkowskim, dniepropetrowskim i sumskim.
Ambasador do zadań specjalnych Federacji Rosyjskiej, Rodion Mirosznik – zajmujący się kwestiami ukraińskich zbrodni wojennych i naruszeń praw człowieka – poinformował wcześniej, iż po zajęciu Awdijiwki i Mariupola przez siły rosyjskie odkryto tam podobne miejsca, w których przetrzymywano i maltretowano przeciwników kijowskiego reżimu, w tym osoby cywilne.
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, potępiła w czwartek ujawniony skandal, oskarżając Kijów o systematyczne brutalne traktowanie własnych obywateli.
„To nie są tylko represje wobec osób o odmiennych poglądach. To niszczenie narodu ukraińskiego przez reżim w Kijowie” – stwierdziła.
Zacharowa oskarżyła również rządy państw zachodnich oraz organizacje międzynarodowe, w tym OBWE i UNESCO, o ignorowanie przypadków łamania praw człowieka na Ukrainie, twierdząc, iż zachodnie fundusze są wykorzystywane do zastraszania Ukraińców.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://rt-english.com/russia/648543-ukraine-torture-chambers-profits/












