Jatka w opactwie w Jarosławiu. Nie żyje ksiądz Stanisław Zbojnowicz. Sprawca – 31-letni obywatel Ukrainy – w rękach policji

goniec.net 11 godzin temu

W czwartek 24 września 2026 r. około godz. 9.30 na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu (Podkarpacie) 31-letni obywatel Ukrainy, Ihor M., zaatakował nożem pięć osób. Zginął ks. Stanisław Zbojnowicz. Cztery osoby trafiły do szpitala – wśród nich dwaj inni księża, z których jeden jest w stanie ciężkim. Napastnik został zatrzymany na miejscu. Motyw zbrodni pozostaje nieustalony.

Zdarzenie miało miejsce w Ośrodku Formacji i Kultury Chrześcijańskiej przy kościele rektoralnym św. Mikołaja i św. Stanisława Biskupa, na terenie XVII-wiecznego kompleksu klasztornego przy ul. Benedyktyńskiej. Do ataku doszło krótko przed planowaną mszą.

Według ustaleń prokuratury i relacji świadków sprawca wszedł na teren opactwa (brama była otwarta po wizycie grupy młodzieży), skierował się do stołówki i kuchni, skąd zabrał duży nóż kuchenny – według świadków o długości ok. 80 cm. Najpierw zaatakował w części kuchennej ks. Adriana (m.in. dzbankami na herbatę), następnie ranił nożem ks. Marka Pieńkowskiego. Potem wtargnął do kościoła. Ks. Stanisław Zbojnowicz, który był w konfesjonale, wyszedł, by zamknąć kratę i osłonić wiernych. Został ugodzony nożem, m.in. w klatkę piersiową – przebite płuco. Zmarł w szpitalu wskutek wykrwawienia. Dwie osoby świeckie (mężczyzna i kobieta) również zostały ranne. Część wiernych schowała się w zamykanym konfesjonale.

Ks. Stanisław Zbojnowicz pochodził z Grzęski w powiecie przeworskim. Był kapłanem archidiecezji przemyskiej, posługiwał w jarosławskim ośrodku jako pomocnik i zakrystianin. Ks. Marek Pieńkowski, rektor kościoła związany z miejscem od lat, przeszedł dwie operacje; jego stan określano jako ciężki, ale w jednej z relacji jako stabilny. Jeden z rannych księży wrócił wieczorem do domu. Życiu pozostałych rannych nie zagrażało niebezpieczeństwo. Władze Jarosławia ogłosiły żałobę do końca tygodnia. Świadkom udzielono pomocy psychologicznej.

Kim był sprawca i co wiadomo o jego drodze

Ihor M. w nocy z 23 na 24 września wjechał do Polski z Niemiec. Kierował się na przejście graniczne w Korczowej (ok. 30 km od Jarosławia), ale granicy nie przekroczył – prawdopodobnie z powodu czasowego zamknięcia. Potem pojechał do Jarosławia. Nie mieszkał w mieście. Nie znał języka polskiego, legitymował się ukraińskim paszportem. Po zatrzymaniu zachowywał się irracjonalnie. Śledczy ujawnili, iż ma obrażenia na rękach (nieoficjalnie – na nadgarstkach). Pobrano mu krew na obecność alkoholu i środków odurzających; w chwili zatrzymania był trzeźwy.

Prokuratura Okręgowa w Przemyślu (prok. Bożena Harasz-Wołoszyn) podkreśla, iż motyw nie jest znany. Media, powołując się na źródła, relacjonowały, iż rano mężczyzna miał prosić księży o pomoc materialną, ale został odesłany, bo sprawiał wrażenie osoby pod wpływem alkoholu lub narkotyków; miał grozić i wrócić z nożem. Te informacje nie zostały oficjalnie potwierdzone. Śledztwo obejmuje też pytanie, czy sprawca wcześniej znajdował się w zainteresowaniu służb.

Reakcje władz Polski i Ukrainy

Premier Donald Tusk napisał: „Morderca z Jarosławia jest w rękach Polskiej Policji. realizowane są czynności. Sprawca to obywatel Ukrainy. Będzie ukarany z całą surowością polskiego prawa. Łączę się w bólu z bliskimi ofiar tego brutalnego ataku”. Prezydent Karol Nawrocki złożył kondolencje rodzinie zmarłego księdza i wspólnocie opactwa. Podkreślił, iż „wobec takich aktów państwo musi być silne, działać gwałtownie i bezwzględnie w egzekwowaniu prawa. Zasady i wartości naszej wspólnoty muszą być respektowane przez wszystkich przebywających w naszym kraju”. Oczekiwał szybkiego i dokładnego wyjaśnienia okoliczności.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w oświadczeniu po polsku nazwał zdarzenie „wstrząsającą zbrodnią” i „złem”. „Jesteśmy wstrząśnięci tym złem. (…) Sprawca tej zbrodni musi ponieść pełną odpowiedzialność zgodnie z prawem. Liczymy na szybkie i dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności. To bolesne, iż ludzie są zdolni do tak strasznych zbrodni. Sprawiedliwość musi zwyciężyć”. Ambasada Ukrainy w Polsce stanowczo potępiła atak. Tusk później ocenił pozytywnie szybką reakcję Zełenskiego.

Debata polityczna i społeczna

Zbrodnia natychmiast weszła w obieg polityczny. Prezes PiS Jarosław Kaczyński zażądał „dogłębnego i bez żadnych przemilczeń” wyjaśnienia przebiegu, motywu, okoliczności pobytu sprawcy w Polsce oraz tego, czy był wcześniej w zainteresowaniu służb. Bezpieczeństwo obywateli – podkreślił – musi być priorytetem. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak (Konfederacja) napisał, iż „nie można takich spraw zamiatać pod dywan” i wezwał prokuraturę do ujawnienia motywów po ich wyjaśnieniu. Były premier Mateusz Morawiecki oczekiwał „natychmiastowego i rzetelnego śledztwa oraz surowej kary” i podkreślał, iż wobec brutalnej przemocy nie może być „taryfy ulgowej”.

Lewica i część rządu akcentowały przede wszystkim potępienie przemocy i konieczność kary, bez szerszego uogólniania. Magdalena Biejat mówiła o „straszliwej tragedii” i o tym, iż sprawca musi ponieść surowe konsekwencje.

W tle toczy się szersza dyskusja o obecności setek tysięcy Ukraińców w Polsce od 2022 r., o przestępczości wśród części migrantów, o kontroli granic i o tym, czy władze nie bagatelizują incydentów z udziałem obywateli Ukrainy. Prawo i Konfederacja od lat podnoszą te kwestie. Jednocześnie pojawiają się obawy o eskalację nastrojów antyukraińskich – służby wzmocniły obecność w Jarosławiu. Media prawicowe gwałtownie zestawiły sprawę z wcześniejszymi incydentami (m.in. wypadkiem drogowym z 2025 r., w którym pijany Ukrainiec zabił księdza).

Do tego dochodzi napięcie historyczno-polityczne między Warszawą a Kijowem. W czerwcu 2026 r. prezydent Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego po tym, jak ukraiński prezydent nadał jednostce wojskowej honorowy tytuł związany z UPA – formacją odpowiedzialną za rzeź wołyńską. Relacje sojusznicze wobec Ukrainy pozostają formalnie bliskie, ale spory o pamięć historyczną i bieżące incydenty łatwo stają się paliwem w polskiej debacie wewnętrznej.

Śledztwo trwa. Prokuratura zapowiada, iż wszystkie okoliczności – w tym ewentualny wpływ substancji psychoaktywnych i dokładna rekonstrukcja drogi sprawcy – zostaną ustalone. W Jarosławiu trwa żałoba. Księża, którzy próbowali osłonić wiernych, zostali przez świadków opisani jako ci, którzy uratowali ludzi. Sprawa, choć dotyczy jednej zbrodni, gwałtownie stała się lustrem szerszych sporów o bezpieczeństwo, migrację i stosunki polsko-ukraińskie.

Według Radia ESKA napastnik z Jarosławia miał wcześniej służyć w UKRAIŃSKIEJ ARMII I WALCZYĆ NA FRONCIE. Reporterzy Radia ESKA dotarli do nowych informacji dotyczących przeszłości mężczyzny, który zaatakował pięć osób na terenie jarosławskiego opactwa. Według ich ustaleń 31-letni Ihor M. miał wcześniej służyć w ukraińskiej armii i brać udział w walkach na froncie w Ukrainie.

To jednak nie wszystko. Mężczyzna miał posiadać DWA PASZPORTY — ukraiński i niemiecki — oraz polski numer PESEL. W nocy poprzedzającej atak 31-latek przyjechał do Polski z Niemiec, a następnie ruszył w kierunku granicy z Ukrainą. Chciał przekroczyć granicę w Korczowej, ale ostatecznie do tego nie doszło. Później znalazł się w Jarosławiu. Kilka godzin później doszło do tragedii. Ihor M. zaatakował nożem pięć osób na terenie opactwa. Jedna z zaatakowanych osób zmarła, a pozostali zostali ranni. Śledczy próbują teraz odtworzyć drogę 31-latka i przede wszystkim odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: Dlaczego po nieudanej próbie przekroczenia granicy trafił właśnie do jarosławskiego opactwa i co doprowadziło do krwawego ataku?

Idź do oryginalnego materiału