„Jeśli wybuchnie wojna, mężczyźni nie wyjadą. Ktoś musi bronić kraju”. Coraz więcej polityków za przywróceniem powszechnego poboru

warszawawpigulce.pl 1 godzina temu

W Polsce coraz głośniej wraca temat obowiązkowego szkolenia wojskowego młodych mężczyzn. Po propozycjach Prawa i Sprawiedliwości oraz najnowszych wypowiedziach Sławomira Mentzena do dyskusji włączył się Tomasz Grabarczyk z Nowej Nadziei i Konfederacji. Jego argument jest prosty: o ile państwo zakłada możliwość poważnego konfliktu, powinno wcześniej przygotować ludzi, którzy w takiej sytuacji mogliby zostać wykorzystani jako rezerwa.

Polscy żołnierze stojący w szeregu. | Fot. Shutterstock.

„Jeśli wybuchnie wojna, mężczyźni nie wyjadą”

Grabarczyk używa przy tym wyjątkowo mocnych słów. Jego zdaniem dyskusja o szkoleniu wojskowym nie powinna być prowadzona tak, jakby dotyczyła odległego i całkowicie abstrakcyjnego scenariusza. Polityk odwołuje się do wojny w Ukrainie i przekonuje, iż w długotrwałym konflikcie zawodowa armia potrzebuje dużego zaplecza przeszkolonych rezerwistów.

Najmocniejszy fragment wypowiedzi Grabarczyka dotyczy młodych mężczyzn, którzy dzisiaj nie mają żadnego doświadczenia wojskowego. Polityk argumentuje, iż właśnie z ich punktu widzenia wcześniejsze szkolenie powinno być traktowane jako zwiększenie szans na poradzenie sobie w przypadku mobilizacji, a nie wyłącznie jako przykry obowiązek narzucony przez państwo.

„Jeśli wybuchnie wojna, mężczyźni nie wyjadą. Nie, iż nie będą chcieli, po prostu nie wyjadą, bo ktoś musi bronić kraju” – napisał Tomasz Grabarczyk. Następnie stawia pytanie, czy w takiej sytuacji lepiej wysyłać młodych ludzi bez przygotowania, czy wcześniej nauczyć ich podstaw wojskowego działania.

Grabarczyk określa niewyszkolonych ludzi trafiających na wojnę jako potencjalne „mięso armatnie” i właśnie tym uzasadnia poparcie dla znacznie poważniejszego systemu szkolenia rezerw. To argument zbliżony do przedstawianego w ostatnich dniach przez Sławomira Mentzena, który otwarcie opowiedział się za powrotem powszechnego szkolenia wojskowego młodych mężczyzn.

Mentzen mówi już wprost o powrocie służby wojskowej

Sławomir Mentzen w ostatnich dniach wyraźnie zaostrzył swoje stanowisko. Lider Nowej Nadziei napisał, iż „powrót służby wojskowej jest konieczny”, a w rozwinięciu swojej propozycji mówi o powszechnym szkoleniu tak zwanych roczników wchodzących, czyli młodych mężczyzn około 19. roku życia. Nie chodziłoby więc wyłącznie o zachęcanie ochotników do zgłaszania się do jednostek, ale o stworzenie systemu obejmującego kolejne roczniki młodych ludzi.

Mentzen krytykuje pomysł, aby takie przygotowanie ograniczało się do kilkunastu dni. W jego ocenie w tym czasie można przekazać podstawowe umiejętności, ale nie stworzyć dobrze przygotowanego rezerwisty. Polityk prowadzi w tej sprawie publiczny spór między innymi z Przemysławem Czarnkiem, który broni krótszego modelu jako rozwiązania możliwego do przeprowadzenia przy obecnych możliwościach infrastrukturalnych wojska.

PiS proponuje 16 dni. Mentzen uważa, iż to zdecydowanie za mało

Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło pod koniec września założenia Narodowego Programu Gotowości Obronnej. Jednym z jego najbardziej konkretnych elementów jest 16-dniowe obowiązkowe szkolenie wojskowe dla 19-letnich mężczyzn. Taki okres odpowiada podstawowemu szkoleniu osób rozpoczynających służbę w Wojskach Obrony Terytorialnej.

Mentzen uważa jednak, iż przenoszenie 16-dniowego modelu na powszechny system tworzenia rezerw jest niewystarczające. W odpowiedzi Przemysław Czarnek zwrócił uwagę na ograniczenia infrastrukturalne Wojska Polskiego i argumentował, iż postulowanie wielomiesięcznych szkoleń trzeba skonfrontować z liczbą koszar, poligonów, instruktorów i sprzętu, którymi państwo rzeczywiście dysponuje.

Spór dotyczy więc już nie tylko odpowiedzi na pytanie, czy szkolenie powinno być obowiązkowe, ale również tego, ile powinno trwać. To zasadnicza różnica, ponieważ kilkanaście dni pozwala na podstawowe zapoznanie z bronią, taktyką, pierwszą pomocą czy zasadami funkcjonowania w wojsku, podczas gdy wielomiesięczna służba umożliwia znacznie bardziej rozbudowane szkolenie specjalistyczne i zgrywanie pododdziałów.

Grabarczyk wskazuje Finlandię. Tam służba rzeczywiście trwa miesiącami

Jako jeden ze wzorów Tomasz Grabarczyk wskazuje Finlandię. Tutaj porównanie rzeczywiście pokazuje ogromną różnicę względem propozycji 16-dniowej. Fińskie Siły Zbrojne podają, iż zasadnicza służba poborowych trwa w zależności od przydzielonego zadania 165, 255 albo 347 dni. To około 5,5, 8,5 lub 11,5 miesiąca.

Najkrótszy wariant przeznaczony jest dla części żołnierzy szeregowych, dłuższe szkolenie obejmuje osoby przygotowywane do bardziej specjalistycznych zadań, a najdłużej służą między innymi przyszli dowódcy i osoby przygotowywane do najbardziej wymagających funkcji. Po zakończeniu służby przeszkoleni żołnierze trafiają do rezerwy i mogą być później wzywani na ćwiczenia.

Grabarczyk argumentuje, iż właśnie taki system pozwala państwu stworzyć dużą liczbę ludzi, którzy w czasie pokoju funkcjonują normalnie jako cywile, ale w sytuacji mobilizacji nie zaczynają wojskowej nauki od zera. Nie oznacza to jednak, iż fiński model można automatycznie przenieść do Polski bez rozbudowy infrastruktury, kadry szkoleniowej i systemu mobilizacyjnego.

Grabarczyk uderza również w rząd. Tu potrzebne jest ważne sprostowanie

Polityk Nowej Nadziei przypomina, iż Donald Tusk już w marcu 2025 roku zapowiadał stworzenie szeroko dostępnego systemu szkoleń wojskowych. Premier mówił wówczas, iż docelowo Polska powinna uzyskać możliwość przeszkolenia 100 tys. ochotników rocznie. Grabarczyk ocenia działania podjęte od tamtej pory jako niewystarczające.

Nie można jednak powiedzieć dosłownie, iż od tamtej pory „nic się nie wydarzyło”. Program #wGotowości faktycznie działa, a rząd podaje, iż w jego różnych formach uczestniczyły już dziesiątki tysięcy osób. Uruchomiono między innymi krótkie szkolenia obronne oraz kolejne linie przygotowania wojskowego, w tym szkolenia podstawowe. Obecna rządowa dokumentacja zakłada dojście do pełnej zdolności szkolenia do 100 tys. obywateli rocznie od 2028 roku.

Jest natomiast różnica pomiędzy pierwotnymi zapowiedziami a aktualnym harmonogramem. W marcu 2025 roku Donald Tusk mówił o osiągnięciu zdolności szkolenia 100 tys. ochotników rocznie już w 2027 roku. Aktualne informacje rządowe wskazują pełną skalę programu od 2028 roku. Ponadto system rządowy pozostaje oparty przede wszystkim na dobrowolności, podczas gdy Mentzen i część polityków PiS mówią w tej chwili o obowiązku obejmującym młodych mężczyzn.

8 godzin, 16 dni czy kilka miesięcy? Pod jednym hasłem kryją się zupełnie różne rzeczy

To właśnie tutaj łatwo zgubić się w politycznej dyskusji. Szkolenie obronne przeznaczone dla zwykłego obywatela może trwać jeden dzień i obejmować pierwszą pomoc, zachowanie podczas alarmu czy podstawy bezpieczeństwa. Podstawowe wojskowe szkolenie może trwać kilka tygodni. Stworzenie rezerwisty przygotowanego do konkretnej funkcji w jednostce wymaga natomiast znacznie więcej czasu.

Dlatego informacje o liczbie osób uczestniczących w programach szkoleniowych nie oznaczają automatycznie stworzenia takiej samej liczby nowych żołnierzy rezerwy. Sam rządowy program #wGotowości obejmuje różne ścieżki, od 8-godzinnych szkoleń dla obywateli po szkolenie podstawowe związane bezpośrednio z wojskiem.

Mentzen i Grabarczyk mówią o rozwiązaniu idącym znacznie dalej: kolejne roczniki młodych mężczyzn miałyby przechodzić szkolenie wystarczające do późniejszego wykorzystania ich jako realnej rezerwy mobilizacyjnej. Na razie nie ma uchwalonych przepisów wprowadzających taki obowiązek.

„Mężczyźni nie wyjadą” nie jest dziś automatyczną zasadą polskiego prawa

Najmocniejszy cytat Grabarczyka wymaga jeszcze jednego istotnego wyjaśnienia. Obecne polskie przepisy nie przewidują prostego automatyzmu, według którego sam wybuch wojny natychmiast oznacza zakaz opuszczania Polski przez wszystkich mężczyzn. Jest to polityczny opis możliwego scenariusza, a nie obowiązująca w tej chwili generalna reguła graniczna.

Ustawa o obronie Ojczyzny stanowi natomiast, iż obowiązkowi pełnienia służby wojskowej podlegają co do zasady obywatele od ukończenia 18 lat do końca roku, w którym kończą 60 lat, a w przypadku podoficerów i oficerów do 63 lat. W razie mobilizacji i wojny określone osoby mogą zostać powołane do służby zgodnie z obowiązującymi procedurami i posiadanymi przydziałami.

Dodatkowo podczas stanu wojennego państwo może wprowadzać daleko idące ograniczenia dotyczące przemieszczania się i przebywania w określonych miejscach. Zakres konkretnych ograniczeń zależałby jednak od wydanych w takiej sytuacji aktów prawnych. Nie można więc dzisiaj uczciwie powiedzieć, iż istnieje już przepis mówiący po prostu: „wszyscy mężczyźni zostają w kraju”.

Ukraina jest głównym argumentem zwolenników dużych rezerw

Grabarczyk w swoim wpisie odwołuje się również do doświadczeń Ukrainy. Jego argument dotyczy przede wszystkim długości konfliktu. choćby bardzo dobrze przygotowana armia zawodowa w przypadku wieloletniej wojny ponosi straty, potrzebuje uzupełnień, rotacji i nowych ludzi. Zdaniem polityka właśnie dlatego państwo nie może budować systemu obronnego wyłącznie na żołnierzach znajdujących się w jednostkach w czasie pokoju.

W jego ocenie największym błędem byłoby rozpoczęcie masowego szkolenia dopiero po wystąpieniu bezpośredniego zagrożenia. Wtedy państwo musiałoby jednocześnie mobilizować ludzi, zapewniać im sprzęt, tworzyć jednostki i uczyć podstaw, które można było opanować wiele lat wcześniej.

To jest także sedno obecnego sporu politycznego. Zwolennicy powszechnego szkolenia argumentują, iż koszt i niedogodności ponoszone w czasie pokoju zwiększają zdolność odstraszania i skracają czas potrzebny do rozwinięcia armii. Przeciwnicy obowiązkowego poboru wskazują natomiast na ograniczenie wolności obywateli, ogromne koszty oraz pytanie, czy masowy system szkolenia jest najlepszym sposobem wykorzystania środków przeznaczonych na obronność.

Na razie obowiązkowego szkolenia 19-latków nie ma

Mimo coraz ostrzejszych wypowiedzi polityków sytuacja prawna na dziś pozostaje niezmieniona. Nie wprowadzono obowiązkowej kilkumiesięcznej służby wszystkich 19-letnich mężczyzn. Rząd rozwija dobrowolny system szkoleń, PiS przedstawia propozycję obowiązkowego szkolenia, a Sławomir Mentzen opowiada się za znacznie dalej idącym modelem powszechnego przygotowania kolejnych roczników.

Wypowiedź Tomasza Grabarczyka pokazuje natomiast, iż temat, który jeszcze niedawno pozostawał przede wszystkim przedmiotem dyskusji ekspertów wojskowych, coraz mocniej wchodzi do głównego sporu politycznego. Najbardziej kontrowersyjne pytanie nie brzmi już tylko, czy Polska potrzebuje większej rezerwy. Coraz częściej politycy spierają się o to, czy młody człowiek powinien mieć obowiązek przejścia wojskowego szkolenia choćby wtedy, gdy sam nie chce zgłosić się do armii.

Idź do oryginalnego materiału