Wszystko zaczęło się od informacji o dramatycznej sytuacji kilkudziesięciu mężczyzn, rzekomo przetrzymywanych w piwnicy prywatnego domu w miejscowości Petropawliwska Borszczahiwka, na przedmieściach Kijowa. W poniedziałek 2 listopada media społecznościowe obiegły doniesienia, iż budynek jest nielegalnym więzieniem, w którym ludzi poddaje się torturom. Mówiono o pobiciach, połamanych kościach, człowieku ze złamanym kręgosłupem, a choćby o jednej ofierze śmiertelnej. Za brutalne traktowanie mężczyzn mieli odpowiadać żołnierze ukraińskiej Gwardii Narodowej.
Informacje gwałtownie zaczęły żyć własnym życiem. Na Telegramie i TikToku pojawiały się kolejne wpisy, nagrania i wezwania do interwencji. Szczególną uwagę przyciągała kobieta ubrana w strój pracownika pogotowia ratunkowego. Przyjechała pod wskazany adres ambulansem, domagając się dostępu do osób rzekomo wymagających natychmiastowej pomocy medycznej. Klęczała przed bramą posesji, apelując o wpuszczenie jej do środka. Całe zdarzenie transmitowała w internecie.
Przed budynkiem zaczęli gromadzić się ludzie. Część przedstawiała się jako krewni przetrzymywanych, inni deklarowali, iż przybyli, by zaprotestować przeciwko bezprawiu. niedługo zgromadzenie przerodziło się w gwałtowne zajścia. Uczestnicy protestu próbowali sforsować ogrodzenie, rzucali przedmiotami w funkcjonariuszy i uszkadzali pojazdy służbowe. Doszło do szarpaniny. W pewnym momencie tłum próbował przewrócić autobus, do którego wsiedli wojskowi wyprowadzeni z budynku.
Sytuacja stała się na tyle poważna, iż na miejscu pojawili się dowódca Gwardii Narodowej Ukrainy gen. Ołeksandr Piwnenko oraz szef Biura Prezydenta Kyryło Budanow. Obaj próbowali uspokoić demonstrantów i wyjaśnić, co naprawdę dzieje się za ogrodzeniem.
Co było za bramą?
Budynek rzeczywiście był wykorzystywany przez wojsko. Jak wyjaśniło dowództwo 1 Korpusu Gwardii Narodowej „Azow”, stanowił tymczasowe miejsce zakwaterowania personelu podległej mu jednostki. Znajdowali się tam zarówno świeżo zmobilizowani, oczekujący na skierowanie do szkolenia, jak i żołnierze zatrzymani po samowolnym opuszczeniu swoich jednostek.
Według informacji przedstawionych 3 listopada przez gen. Piwnenkę w budynku przebywało 26 osób. Cztery z nich należały do drugiej kategorii. Wojskowi ci mieli obrażenia i umożliwiono im uzyskanie pomocy medycznej. Dowództwo nie zaprzeczało, iż potrzebowali pomocy, ale odrzucało twierdzenia o istnieniu tajnej katowni. Przedstawiciele Gwardii Narodowej zdementowali m.in. doniesienia o mężczyźnie ze złamanym kręgosłupem, który miał nie być zdolny do samodzielnego poruszania się.
Do budynku dopuszczono przedstawicieli służb oraz wybrane osoby spośród zgromadzonych. Matka jednego z mobilizowanych, która obejrzała pomieszczenia, stwierdziła, iż znajdującym się tam mężczyznom nic nie zagraża, choć warunki zakwaterowania oceniła krytycznie.
Samo wykorzystywanie wynajętych budynków do rozmieszczania żołnierzy nie jest w warunkach wojny czymś nadzwyczajnym. Ukraińska armia rozprasza personel, by ograniczać skutki ewentualnych rosyjskich uderzeń na koszary i inne obiekty wojskowe. Nie oznacza to jednak, iż sposób traktowania przebywających w takich miejscach ludzi pozostaje poza kontrolą prawa.
I właśnie ten aspekt sprawy wymaga dalszego wyjaśnienia. Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy wszczęło postępowanie dotyczące możliwego przekroczenia uprawnień przez wojskowych. Śledczy mają ustalić m.in. okoliczności powstania obrażeń u czterech żołnierzy. Niezależną kontrolę zapowiedziało również biuro ukraińskiego rzecznika praw żołnierzy. Innymi słowy, zakwestionowanie sensacyjnej opowieści o więzieniu i torturach nie przesądza jeszcze, iż w budynku nie doszło do żadnych nadużyć.
Kobieta w stroju ratownika
Równolegle zaczęły wychodzić na jaw okoliczności wskazujące, iż protest nie był wyłącznie spontaniczną reakcją mieszkańców na niepokojące informacje.
Kluczową postacią okazała się kobieta przedstawiająca się jako pracownica prywatnego pogotowia ratunkowego. Ukraińscy dziennikarze śledczy ustalili, iż nazywa się Wałentyna Mołoda i zawodowo zajmuje się kosmetologią. Co więcej, nie była związana z firmą Med-Prestyż, której oznaczenia znajdowały się na ambulansie. Przedsiębiorstwo od kilku lat nie prowadziło działalności operacyjnej, a jego dawny właściciel poinformował dziennikarzy, iż pojazd został sprzedany w 2024 roku. Nabywcy mieli usunąć firmowe oznaczenia.
Mołoda nie ograniczała się do domagania się dostępu do rzekomych pacjentów. Prowadziła transmisję na żywo i publikowała informacje o dramatycznej sytuacji ludzi znajdujących się w budynku. Jej przekaz przejmowały kolejne konta, w tym profile od dawna rozpowszechniające treści wymierzone w ukraińskie władze i system mobilizacyjny.
Według ukraińskich mediów kobieta była już wcześniej aktywna w środowiskach organizujących antyrządowe akcje w internecie. Śledczy twierdzą natomiast, iż przed wydarzeniami przeprowadzono rozpoznanie obiektu i nawiązano kontakty z administratorami kanałów na Telegramie. 3 listopada poinformowano o zatrzymaniu Mołodej i kierowcy ambulansu. Oboje są podejrzewani o udział w organizowaniu zamieszek.
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) prowadzi postępowania dotyczące utrudniania legalnej działalności formacji wojskowych oraz nieuprawnionego rozpowszechniania informacji o rozmieszczeniu żołnierzy. Policja zidentyfikowała około stu uczestników zajść, wśród nich kilkanaście osób podejrzewanych o szczególnie aktywny udział w agresywnych działaniach.
Nie przedstawiono jednak publicznie dowodów pozwalających stwierdzić, iż całym przedsięwzięciem bezpośrednio kierowały rosyjskie służby specjalne. Ukraińscy przedstawiciele władz wskazują na celową prowokację i zewnętrzne wpływy, a prorosyjskie kanały aktywnie rozpowszechniały fałszywe doniesienia. To wystarczające przesłanki, by mówić o wykorzystaniu wydarzeń w wojnie informacyjnej, ale nie do ostatecznego rozstrzygnięcia, kto zaplanował każdy element zajść.
Jak działa taka operacja?
Wydarzenia w Petropawliwskiej Borszczahiwce pokazują mechanizm szczególnie niebezpiecznej odmiany dezinformacji. Nie polega ona na wymyśleniu całej historii od początku do końca. Znacznie skuteczniejsze może okazać się wykorzystanie prawdziwego zdarzenia, a następnie obudowanie go nieprawdziwymi informacjami, sugestiami i emocjonalnymi obrazami.
W tym przypadku punktem wyjścia był rzeczywiście istniejący obiekt wojskowy, w którym przebywali zmobilizowani i żołnierze zatrzymani po samowolnym opuszczeniu jednostek. Byli tam również mężczyźni z obrażeniami. To wystarczyło, by wokół faktów powstała opowieść o podziemnym więzieniu, torturach i śmierci jednego z przetrzymywanych.
Istotną rolę odegrała forma przekazu. Nagranie kobiety w stroju ratownika, klęczącej przed zamkniętą bramą, było silnym bodźcem emocjonalnym. Obraz sugerował, iż bezbronnym ludziom odmawia się pomocy, a służby ukrywają dramat rozgrywający się wewnątrz budynku. Widz nie musiał znać szczegółów sprawy. Wystarczyło, iż zobaczył scenę, która wyglądała na autentyczny zapis sytuacji kryzysowej.
Kolejnym etapem było gwałtowne rozpowszechnianie informacji. Jak ustaliła „Ukraińska Prawda”, powołując się na dane serwisu monitorującego Telegram, wiadomości o incydencie zebrały w ciągu zaledwie kilku godzin ponad cztery miliony wyświetleń. Analitycy firmy LetsData prześledzili aktywność kont uznawanych za prorosyjskie. Ustalili m.in., iż jeden z kanałów w ciągu nocy powielił 44 wpisy pochodzące z trzech innych profili. Mediana opóźnienia wynosiła zaledwie 15 sekund.
Nie był to więc wyłącznie spontaniczny obieg informacji. Część kanałów działała jak sieć wzajemnie wspierających się przekaźników, błyskawicznie powielając podobne komunikaty. W ten sposób rosła nie tylko liczba odbiorców, ale także wrażenie wiarygodności opowieści. Skoro o rzekomej katowni pisały dziesiątki profili, dla wielu użytkowników stawało się to potwierdzeniem jej istnienia.
Szczególne znaczenie mają tu emocje. Oburzenie, strach i poczucie niesprawiedliwości sprzyjają natychmiastowym reakcjom. Piszę o tym w dalszej części tekstu, który opublikowałem w portalu „Polska Zbrojna” – oto link do tego materiału.
Nz. rzekoma pielęgniarka, screen z jednej z relacji.













