Kijów bez prądu i ogrzewania. 600 tys. osób ucieka ze stolicy Ukrainy

natemat.pl 2 godzin temu
Ciągłe przerwy w dostawach prądu, brak wody i ogrzewania w wyniku rosyjskich ataków na obiekty energetyczne spowodowały kryzysową sytuację w Kijowie. Jak mieszkańcy stolicy Ukrainy starają się przetrwać zimę?


Mieszkańcy Kijowa już trzeci tydzień cierpią z powodu skutków potężnych rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną. Sytuację pogarsza utrzymujące się od prawie dwóch tygodni silne mrozy, sięgające kilkunastu stopni Celsjusza poniżej zera.

Według burmistrza Witalija Kliczki 22 stycznia w stolicy Ukrainy bez ogrzewania było około 2600 wysokich budynków, głównie mieszkalnych.

Ucieczka przed mrozami


Nic dziwnego, iż w tej sytuacji wiele osób opuszcza miasto. Wśród nich jest również rodzina Anastazji. – Ponieważ nie mieliśmy prądu, ogrzewania ani wody, przeprowadziliśmy się – mój mąż, dwoje dzieci i ja – do daczy moich rodziców, a mój ojciec również tu przyjeżdża – opowiada w rozmowie z DW.

Dacza poza miastem ma kocioł gazowy, a w ogrodzie można uruchomić generator dieslowski. – Wtedy mamy światło, wodę i ciepło. Wodę czerpiemy ze studni. Gdy generator działa, mamy prąd i pompy pracują – dodaje.

Anastazja jako kosmetyczka ma elastyczne godziny pracy, które zwykle dostosowuje do potrzeb swoich klientów. Teraz jest na urlopie. – Mój mąż jest inżynierem energetykiem i codziennie musi dojeżdżać do Kijowa. Droga do miasta jest długa i uciążliwa, ponieważ autostrada jest oblodzona. Dojazd do pracy zajmuje mu choćby dwie godziny – mówi.

Hotele obniżają ceny


Również ukraińska pisarka, dziennikarka i tłumaczka Tamara Horicha Zernia (polscy czytelnicy znają ją pod nazwiskiem Tamara Duda) opuściła Kijów wraz z dziećmi. – Zobaczyłam na Facebooku post kobiety, która oferuje mieszkańcom Kijowa 50-procentową zniżkę w swoim hotelu w regionie Lwowa. Za dzień pobytu i trzy posiłki dorosła osoba płaci około 900 hrywien (w przeliczeniu 18 euro). Już następnego dnia spakowaliśmy nasze rzeczy i wyruszyliśmy w drogę – opowiada.

Jak wyjaśnia, ów hotel na zachodzie Ukrainy również dotknięty jest przerwami w dopływie prądu. Ale zaopatrzenie w wodę działa, a kominki i piece zapewniają ciepło. – Wczoraj przybyło do niego 15 kolejnych gości, większość z nich z Kijowa. Są to głównie kobiety z dziećmi – opowiada pisarka, która jest bardzo zadowolona, iż znalazła zakwaterowanie, ponieważ w jej domu w Kijowie nie ma w tej chwili ani wody, ani ogrzewania.

Zamknięte szkoły i uniwersytety


Ferie zimowe w większości placówek edukacyjnych stolicy Ukrainy, z wyjątkiem przedszkoli, zostały przedłużone do 1 lutego. Rząd ma nadzieję, iż dzięki temu zaoszczędzoną energię będzie można przekierować do obszarów mieszkalnych.

Sale wykładowe uniwersytetów są rzeczywiście puste, ale akademiki nie do końca. – Większość studentów wyjechała do domu, ponieważ są ferie. Pozostali tylko ci, którzy mają pracę w Kijowie – mówi kierowniczka akademika Narodowego Uniwersytetu Transportu, która nie chce podawać swojego nazwiska. Według niej dostawy energii elektrycznej są "problematyczne". Jednak w akademiku znów jest woda i ogrzewanie.

– Po rosyjskim ostrzale przez 28 godzin nie mieliśmy ani prądu, ani ogrzewania. Temperatura nie spadła jednak poniżej 10 stopni – opowiada.

Ile osób pozostało w Kijowie?


Zdaniem burmistrza Witalija Kliczki, który udzielił wywiadu agencji informacyjnej AFP, od 9 stycznia, po rosyjskich atakach, około 600 tys. z 3,6 miliona mieszkańców opuściło Kijów. Jego biuro prasowe podało, iż liczba ta opiera się na danych dotyczących używanych telefonów komórkowych.

Obecnie w Kijowie jest o 600 tys. telefonów komórkowych mniej niż zwykle. "Niektórzy posłuchali rad i opuścili miasto, ponieważ mają inne miejsce pobytu poza nim lub pojechali do przyjaciół" – wyjaśniły władze miasta gazecie "Ukraińska Prawda".

Władze wojskowe w Kijowie nie mogą jednak potwierdzić tej liczby. – Gdyby tak wielu odbiorców energii elektrycznej wyjechało, sytuacja w zakresie dostaw prądu prawdopodobnie nie byłaby tak krytyczna – powiedziała ich rzeczniczka Kateryna Pop w ukraińskiej telewizji.

Roman Nizowycz, dyrektor ds. badań w think tanku DiXi Group, nie zgadza się z tą opinią. – Zużycie energii elektrycznej można rzeczywiście potraktować jako miernik. Nie jestem jednak pewien, czy ma to w tej chwili znaczenie, ponieważ jej dostawy są bardzo nieregularne – podkreśla w rozmowie z DW i dodaje: "Gdy tylko pojawia się prąd, dochodzi do jego nadmiernego zużycia, ponieważ ludzie od razu piorą i gotują".

Sama z dzieckiem zimą


Niezależnie od tego, ilu mieszkańców opuściło Kijów, sytuacja w zakresie ogrzewania i energii elektrycznej pozostaje trudna po rosyjskich atakach. Do osób, które próbują poradzić sobie z problemami bez opuszczania miasta, należy Anja Syrotenko.

Ta młoda kobieta pochodzi z okupowanej przez Rosję części obwodu chersońskiego i w tej chwili mieszka w wieżowcu w Kijowie. Samodzielnie opiekuje się swoim trzymiesięcznym dzieckiem, ponieważ jej mąż został powołany do służby wojskowej. – Mieszkam na 15. piętrze. Prąd jest dostępny tylko sporadycznie, a gdy go nie ma, nie ma też wody – opowiada DW.

Ponieważ jej kuchenka nie działa bez prądu, kupiła kuchenkę turystyczną na gaz. – Dzięki niej mogę smażyć jajka i podgrzewać wodę do mycia dziecka. Dobrze, iż dziecko jest karmione piersią – mówi i z ulgą stwierdza, iż ogrzewanie w jej bloku, z wyjątkiem jednego dnia ostatniej rosyjskiej ofensywy, jak dotąd działa.

Z przedszkola z zapaleniem oskrzeli


Marta Semenjuk, która wraz z mężem wychowuje dziecko w Kijowie, od tygodni nie ma ogrzewania w swoim bloku. Aby jakoś się ogrzać, rodzina włącza piecyk gazowy. "Kiedy jest prąd, włączamy dodatkowo wentylator, który rozprowadza ciepło w mieszkaniu", opowiada.

Nie chce na razie posyłać dziecka do przedszkola, które nie zostało zamknięte. "W zeszłym tygodniu temperatura wynosiła tam tylko 11–13 stopni. Obiecano nam, iż włączą generator, aby zapewnić dodatkowe ogrzewanie. Posłaliśmy więc dzieci do przedszkola, ale nikt go nie włączył. W ten sposób moja córka złapała zapalenie oskrzeli" – ubolewa Marta i podkreśla: "To, iż nie mogę posyłać dziecka do przedszkola, utrudnia mi codzienne życie. Pracuję online z domu, ale z powodu długich przerw w dostawie prądu chciałam iść do biura, ponieważ jest w nim generator i zawsze byłabym dostępna".

Troska o obywateli w potrzebie


W obliczu trudnej sytuacji władze Kijowa zapewniają ciepłe posiłki szczególnie potrzebującym obywatelom, zwłaszcza emerytom i osobom niepełnosprawnym. Burmistrz Witalij Kliczko poinformował 13 stycznia, iż polecił władzom miejskim i państwowym w dzielnicach miasta zapewnienie codziennego ciepłego posiłku potrzebującym mieszkańcom w nich zameldowanym. – Są to głównie samotne osoby starsze – powiedział.

Pomoc niosą również liczni wolontariusze. – Naszymi samochodami dostarczamy ciepłe posiłki bezpośrednio do mieszkań osób starszych i niepełnosprawnych. Jesteśmy w kontakcie z zarządcami budynków, którzy są obecni w prawie każdym bloku mieszkalnym. Sprawdzają, kto nie jest mobilny i przekazują nam te informacje. Pomagają również w wydawaniu obiadów. Sam dostarczam około 115 posiłków tygodniowo – relacjonuje Mykoła Diaczenko, szef organizacji samopomocowej w jednej z dzielnic Kijowa.

Do wiosny bez ogrzewania?


Ukraińscy pracownicy sektora energetycznego, pomimo trudnych warunków pogodowych, nieustannie ryzykują życie, aby przywrócić dostawy energii elektrycznej, wody i ciepła. 21 stycznia podczas naprawy uszkodzonej stacji transformatorowej w pobliżu Kijowa Ołeksij Brecht, członek zarządu i tymczasowy dyrektor przedsiębiorstwa energetycznego Ukrenergo, zginął wskutek porażenia prądem.

Według Romana Nizowycza z centrum badawczego DiXi Group w tej chwili około 20 procent mieszkań w stolicy Ukrainy nie ma ogrzewania. – Ponowne podłączenie wszystkich zajmie trochę czasu. Może to potrwać od jednego do dwóch tygodni – mówi. Jego zdaniem w tej chwili główny ciężar ponoszą przede wszystkim mniejsze elektrociepłownie: "Nawet jeżeli dostawy ciepła zostaną wznowione, nie będą one w stanie osiągnąć pełnej wydajności".

W budynkach, w których rury lub grzejniki pękły z powodu zamarzającej wody, w przekonaniu tego eksperta ogrzewanie nie będzie dostępne prawdopodobnie aż do wiosny. Obawia się, iż w takich przypadkach instalacje grzewcze całych bloków mieszkalnych będą musiały zostać całkowicie wymienione.

Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.

Autorzy: Ołeksandr Kunycki | Aleksander Sawitzki


Idź do oryginalnego materiału