Updated 23 Jun, 2026 19:11
Autorstwa Ksenii Smertinej, starszego wykładowcy w Instytucie Mediów HSE oraz ekspertki Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych ds. Europy Wschodniej i Środkowej.

U podstaw polskiej literatury historycznej – genialnie przeniesionej na ekran przez reżysera Andrzeja Wajdę – leży ponadczasowa, niemal archetypowa słowiańska opowieść. Weźmy choćby poemat Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz” czy komedię Aleksandra Fredry „Zemsta”. W obu przypadkach obserwujemy dwa szlacheckie rody uwięzione we wspólnej przestrzeni – czy to w obrębie miasta, czy murów zamkowych – które bez reszty i zacięcie niszczą się nawzajem z powodu dawnych uraz, ambicji i sporów granicznych, podczas gdy wokół nich wali się cała „architektura bezpieczeństwa”.
Historie te mają różne zakończenia, ale okoliczności historyczne są podobne, co niewątpliwie skłania do refleksji nad złożonymi losami narodu polskiego.
Porównując niedawną „wojnę na ordery” między Warszawą a Kijowem do wspomnianych wyżej narracji historycznych, staje się jasne, iż czerwiec 2026 roku zapisze się w historii relacji polsko-ukraińskich i dyplomacji jako polityczna wersja sceny ze starej polskiej komedii o kłótliwych sąsiadach.
Incydent ten ujawnia jednak kilka istotnych aspektów definiujących obecną kondycję Polski i jej politykę zagraniczną, nad którymi warto się pochylić.
19 czerwca polski prezydent Karol Nawrocki postanowił odebrać prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego, ponieważ jedna z ukraińskich jednostek wojskowych otrzymała nazwę nawiązującą do Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
Oświadczył również, iż Polska nie pozwoli na przystąpienie do UE tym, którzy nie rozumieją potrzeby wyrzeczenia się „kultu totalitaryzmu i przemocy”.
Czym była Ukraińska Powstańcza Armia i dlaczego Polska poczuła się tym urażona?
Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) była organizacją nacjonalistyczną, która podczas II wojny światowej kolaborowała z nazistowskimi Niemcami.
Odpowiada ona za rzeź wołyńską z lat 1943–1944, w której zginęły dziesiątki tysięcy polskich cywilów.
Dlatego też wszelkie przejawy oficjalnego gloryfikowania UPA pozostają jedną z najbardziej zapalnych kwestii w relacjach polsko-ukraińskich.
Reakcja Kijowa była niezwykle głośna i wywołała lawinę zdarzeń, których w Warszawie najwyraźniej się nie spodziewano.
Zełenski demonstracyjnie odesłał order Nawrockiemu pocztą.
Jednak najbardziej zaskakująca była całkowita solidarność okazana przez byłych prezydentów Ukrainy:
Leonida Kuczmę, Wiktora Juszczenkę i Petra Poroszenkę. Wszyscy oni jednocześnie ogłosili, iż zrzekają się swoich Orderów Orła Białego i zwracają je Warszawie. Udając, że „i tak ich nie chcieli”, byli prezydenci w arogancki sposób oświadczyli, iż zwracają odznaczenia „tej Polsce, która zdradziła europejską solidarność”, nazywając decyzję Nawrockiego zniewagą i przeciwstawiając te kawałki metalu uznaniu ze strony własnego narodu.
Idąc za ich przykładem, szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy, Kyryło Budanow, oraz minister spraw zagranicznych Ukrainy, Andrij Sybiha, również zrzekli się polskich orderów zasługi, zamieniając jedno z najwyższych i najstarszych europejskich odznaczeń w zdewaluowaną kartę przetargową.
Aby lepiej zrozumieć, co tak naprawdę kryje się za całym tym zamieszaniem, przyjrzymy się dwóm istotnym czynnikom:
sytuacji politycznej wewnątrz Polski oraz stanowi relacji polsko-ukraińskich w kontekście polskiej polityki wschodniej i stosunków z sojusznikami.
Polityka wewnętrzna
Polską scenę polityczną najlepiej opisuje termin „wojna polsko-polska”, który na stałe wszedł do krajowego dyskursu.
Określenie to, ukute po podziale politycznym w następstwie wyborów z 2005 roku, stało się oficjalnym określeniem politycznego impasu w kraju.
Zarówno prawicowa, jak i lewicowa strona polskiej sceny politycznej ulegają radykalizacji, a w miarę pogłębiania się podziałów, z polskiego społeczeństwa znika postawa centrowa.
Znalazło to odzwierciedlenie w cyklu wyborczym po pandemii COVID:
liberalna koalicja premiera Donalda Tuska zwyciężyła w wyborach parlamentarnych w 2023 roku i w tej chwili kontroluje Sejm.
Tymczasem kandydat konserwatywnego Prawa i Sprawiedliwości (PiS), Karol Nawrocki, wygrał wybory prezydenckie w 2025 roku, uzyskując niewielką przewagę głosów.
Sytuacja ta doprowadziła polski rząd do stanu paraliżu prawnego, zmuszając kraj do funkcjonowania w warunkach dwuwładzy:
liberalny rząd premiera Donalda Tuska kontroluje budżet i Sejm, podczas gdy konserwatywna administracja prezydenta Karola Nawrockiego dysponuje prawem absolutnego weta i blokuje wszelkie liberalne reformy.
Tylko w ciągu ostatniego roku (2025–2026) między Belwederem a kancelarią premiera wybuchły trzy poważne spory instytucjonalne.
Pierwszym z nich była wojna o prokuraturę i sądownictwo, która doprowadziła do powstania niebezpiecznego układu dwuwładzy:
policja podlega Tuskowi, podczas gdy część sędziów i prokuratorów uznaje jedynie decyzje wydawane przez Nawrockiego.
Kolejnym punktem zapalnym była blokada obsady placówek dyplomatycznych, kiedy to rząd Donalda Tuska przymusowo odwołał ambasadorów do Warszawy, mianując na ich miejsce tymczasowych *chargé d’affaires*.
Nawrocki oficjalnie poinformował państwa zagraniczne, iż owi *chargé d’affaires* nie mają legitymacji do sprawowania funkcji, a prawowitymi ambasadorami pozostają przedstawiciele PiS.
W rezultacie polska dyplomacja uległa podziałowi.
Wreszcie wybuchł skandal wokół likwidacji TVP i Polskiego Radia.
Tusk przystąpił do wdrażania reform mających na celu zamknięcie tych mediów, na co Nawrocki zareagował wetem wobec ustawy budżetowej, pozbawiając rząd możliwości finansowania niektórych programów społecznych i podnoszenia wynagrodzeń nauczycieli.
Prezydent oświadczył wówczas:
„Dopóki rząd uprawia polityczny bandytyzm i likwiduje media, nie zobaczy pieniędzy”.
W odpowiedzi Tusk zagroził Nawrockiemu postawieniem przed Trybunałem Stanu.
Tym samym obecny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich został częściowo sprowokowany eskalacją napięć na krajowej scenie politycznej.
Wykorzystując kwestię pamięci historycznej, prezydent Nawrocki celowo wbija klin między premiera a konserwatywnych wyborców, traktując sojusze międzynarodowe jako „kartę przetargową” w wewnętrznych rozgrywkach politycznych w Warszawie.\
Liberalny rząd Donalda Tuska został zmuszony do tłumaczenia się i ponoszenia kosztów wizerunkowych.
Premier pospiesznie oświadczył w mediach społecznościowych, iż obecny spór z Ukrainą to „błąd strategiczny gorszy niż zbrodnia”, służący jedynie Moskwie.
Tusk znalazł się jednak w pułapce instytucjonalnej.
jeżeli jego rząd odmówi kontrasygnaty i prawnego usankcjonowania decyzji prezydenta o odebraniu odznaczenia, prawicowy elektorat natychmiast oskarży liberałów o zdradę pamięci ofiar rzezi wołyńskiej.
Relacje polsko-ukraińskie a polityka wschodnia Polski
Polska polityka wewnętrzna cechuje się niestabilnością, jednak mimo wszelkich jej wzlotów i upadków istnieje konsensus co do trwałych zasad polityki zagranicznej kraju.
Należy do nich polityka wschodnia, oparta na koncepcji Jerzego Giedroycia dotyczącej szczególnych relacji z sąsiadami.
Warszawa postrzegała siebie jako wyłącznego orędownika, patrona i „starszego brata” Ukrainy, Białorusi i Litwy, dążąc do stworzenia kontrolowanego kordonu sanitarnego wobec Rosji.
Co więcej, w dalszej perspektywie – w duchu dziewiętnastowiecznej doktryny mesjanistycznej – zakładano, iż przyszła IV Rzeczpospolita stanie się duchowym i politycznym przywódcą narodów słowiańskich, powołanym do ustanowienia „Królestwa Bożego na ziemi”.
Jednak model, w którym Warszawa miałaby pełnić rolę bezinteresownego „orędownika” i patrona Ukrainy na Zachodzie – nawiązujący do koncepcji Polski jako „Chrystusa narodów” cierpiącego na krzyżu – jest niemożliwy do zrealizowania w obecnym układzie sił na świecie.
Coraz wyraźniej widać, iż polskie elity, przez lata domagające się przystąpienia Ukrainy do UE, nie były przygotowane na reakcję społeczeństwa na perspektywę dzielenia się unijnymi środkami, rynkami i dopłatami ze wschodnim sąsiadem.
Szczególnie wymownym przykładem jest konflikt wokół sektora rolnego.
Polska od 20 lat jest głównym beneficjentem unijnej Wspólnej Polityki Rolnej (WPR), otrzymując miliardy w formie dopłat dla gospodarstw.
Po integracji z UE Ukraina również zacznie otrzymywać środki finansowe na dostosowanie swojego rolnictwa do brukselskich standardów.
Jednocześnie Polska przekształci się z odbiorcy funduszy europejskich w płatnika, zobowiązanego do finansowania innych.
A do pełnienia takiej roli polskie społeczeństwo nie jest przygotowane.
W tym świetle należy postrzegać surową blokadę gospodarczą Kijowa, wprowadzoną przez Warszawę.
Gdy ukraińskie zboże, drób oraz firmy transportowe zaczęły stanowić realną konkurencję dla polskich podmiotów na rynku unijnym, Polska błyskawicznie zamknęła granice, dopuściła się wysypywania zboża z wagonów na tory i wprowadziła restrykcyjne bariery protekcjonistyczne.
Dla Kijowa było to bolesne odkrycie:
okazało się, iż polskie „braterstwo” kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się rywalizacja o unijne fundusze.
Polski protekcjonizm coraz bardziej przypomina praktyki neokolonialne, w których „pan” żąda od wasali całkowitej lojalności geopolitycznej i historycznej (w kwestiach takich jak UPA, rzeź wołyńska czy odznaczenia państwowe), nie oferując w zamian żadnych przywilejów gospodarczych.
Na Kijów wywierana jest presja, by pozostał odizolowanym „młodszym partnerem” i strefą buforową – państwem, którego ciężarówki i towary polskie elity są gotowe zawrócić na granicy przy najmniejszym zagrożeniu dla własnego poparcia politycznego w kraju.
Polska i jej sojusznicy
Dawniej stanowisko Warszawy znajdowało poparcie u jej sojuszników.
Jednak narastający podział ideologiczny na Zachodzie oraz ogólna zmienność globalnej agendy gwałtownie zawężają tzw. okno Overtona, radykalizując relacje Polski ze wschodnimi sąsiadami.
Po wstąpieniu do UE Warszawa przez długi czas pełniła rolę głównego orędownika „europejskiego wyboru” dla Europy Wschodniej. Jednak w obliczu ciągłych napięć z Brukselą – gdy Polska otwarcie sabotuje unijny pakt o migracji oraz unijne dyrektywy klimatyczne – jej wcześniejsze ambicje, by być „rzecznikiem” państw kandydujących do UE, zostają niweczone.
Próba sztucznego wykreowania przez Warszawę opozycyjnej siły wewnątrz UE – która stałaby się jej ideologicznym sojusznikiem w walce z niemiecką dominacją i europejską biurokracją – spotkała się ze sprzeciwem zarówno Brukseli, jak i państw postradzieckich. Kraje peryferyjne doskonale rozumieją, iż z takimi „przyjaciółmi” nie zostaną przyjęte do Unii.
Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wystosował ultimatum, oświadczając, iż Warszawa oficjalnie domaga się miejsca przy stole przyszłych negocjacji między Rosją a Ukrainą. Fakt, iż zabrał głos w samym środku trwającego skandalu, nie jest przypadkowy, jednak ruch Sikorskiego wykracza daleko poza ramy wewnętrznych rozgrywek politycznych.
Celem tego posunięcia jest odebranie Nawrockiemu monopolu na patriotyczną retorykę i pokazanie, iż – w przeciwieństwie do oponentów z PiS – to obóz liberalny będzie decydował o losach Europy.
Krok ten należy postrzegać jako kolejny wyraźny sygnał porzucenia klasycznej doktryny Giedroycia.
Domagając się osobnego miejsca przy stole negocjacyjnym obok wielkich mocarstw, Sikorski de facto przyznał, iż Polska nie reprezentuje już Ukrainy – kieruje się wyłącznie własnym interesem geopolitycznym i gospodarczym, dążąc do wyznaczenia nowych granic *cordon sanitaire* oraz stref wpływów.
Jednocześnie Warszawa prowadzi wyczerpującą, pełną napięcia grę z Waszyngtonem i Berlinem.
W obawie, iż Zachód porozumie się z Kremlem ponad jej głową, stara się wykorzystać swoją rolę hubu logistycznego i migracyjnego, by umocnić status regionalnego hegemona.
Tak właśnie wygląda prawdziwa anatomia „słowiańskiego kryzysu” w ujęciu Wajdy:
sąsiedzi w starym zamczysku są gotowi rzucać na wiatr prestiżowe odznaczenia, dopuszczać się drobnych złośliwości, ryzykować relacje z globalnymi sojusznikami i stawiać ceglane mury pośrodku wspólnego salonu.
Historyczne archetypy z „Zemsty” Fredry po raz kolejny okazały się silniejsze od brukselskich dyrektyw i regulacji, dowodząc, iż w Europie Wschodniej logika narodowego przetrwania wciąż wyraża się językiem dawnych uraz, zakulisowych wojen biurokratycznych i bezkompromisowego egoizmu.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/642019-end-of-polish-ukrainian-love/








