W piątek 23. stycznia przypada 81. rocznica wyzwolenia Kalisza spod niemieckiej okupacji. Ludzi którzy pamiętają jak przebiegał ten dzień i poprzedzające go wydarzenia praktycznie nie ma już wśród nas. Na szczęście nie brakuje wśród nas tych, którzy zbierają i dokumentują wspomnienia naocznych świadków oraz docierają do kolejnych materiałów na ten temat.
Tu #WARTOposłuchać o faktach na temat wyzwolenia Kalisza spod hitlerowskiego panowania, zebranych z wielu źródeł. To jedyne takie, najświeższe opracowanie na ten temat w formie vloga:
Tu krótki opis dnia 23. stycznia 1945 wg wspomnień Kaliszanina, Stefala Bolińskiego (ze zbiorów: muzeawielkopolski.pl)

A dla wytrwałych i wytrawnych Czytelników (z żyłką historycznego zacięcia) przygotowaliśmy dodatkowo obszerne fragmenty unikatowej publikacji wydawnictwa Polonia Major Orientalis / 2023, T. X / ISSN 2392-0106 / DOI: 10.4467/27204006PMO.23.012.17785 autorstwa Macieja Kościuszko pt. „Armia Czerwona i jej administracja w Kaliszu w latach 1945-1946” (Akademia Wychowania Fizycznego w Poznaniu, ORCID: 0000-0002-3359-2802).
(…) Zasadniczym problemem, który zaprzątał głowy wielu mieszkańców Wielkopolski mroźną zimą 1945 r. było pytanie, jak będzie wyglądało życie po przepędzeniu Niemców.
ARMIA CZERWONA WKRACZA DO KALISZA
Zimowa ofensywa Armii Czerwonej zaskoczyła niemieckie dowództwo oraz mieszkańców ziem polskich pod wieloma względami. Jej oczywista nieuchronność, rozmach i dynamika sprawiły, iż na obszarach zajmowanych zimą 1945 r. przez wojska sowieckie, można było obserwować sceny podobne, jak we wrześniu 1939 r. Jednakże tym razem role się odwróciły. Dzień i noc ze wschodu na zachód ciągnęły kolumny wojska wycofujące się na pozycje bardziej dogodne do obrony przed natarciem Armii Czerwonej. Na niedrożność arterii komunikacyjnych wpływali również uchodźcy wojenni – jeszcze do niedawna osoby mieniące się panami tych ziem.
W nocy z 21 na 22 stycznia 1945 r. 9. Korpus Pancerny generała-lejtnanta Iwana Fiedorowicza Kirylenki rozpoczął natarcie w kierunku Kalisza. Następnego dnia, ok. godziny 14.00, podległe mu pododdziały zaangażowały się w walki. Miały one okrążyć miasto. To według raportów było „uporczywie bronione” przez pododdziały wchodzące w skład niemieckich 17. i 19. Dywizji Pancernych oraz Dywizji „Herman Göring”. Warto dodać, iż w tym czasie były to już dywizje pancerne tylko z nazwy, co nie oznacza, iż zagrożenie ze strony Wehrmachtu nie istniało. Kolejną kwestią są sprzeczności i brak precyzji (niekiedy celowy) w meldunkach sowieckich dowódców. 22 stycznia w rejonie Kalisza najprawdopodobniej nie znajdował się żaden pododdział tej wspomnianej wcześniej elitarnej dywizji pancerno-spadochronowej2. Niemcy gwałtownie wycofywali się na upatrzone rubieże obronne, starając się spowolnić postępy Armii Czerwonej. Choć na tym teatrze działań wojennych, poza lokalnymi działaniami, praktycznie utracili inicjatywę operacyjną. Dowództwo Wehrmachtu liczyło, iż uda się podjąć zorganizowaną obronę, dzięki umocnieniom twierdzy Poznań oraz Wału Pomorskiego. Dlatego Kalisz nie miał dla zachodniego agresora takiego znaczenia. Szczęśliwie dla miasta i jego mieszkańców walki o miasto nie trwały długo. Z poprzedzającego walki raportu dziennego 9. Korpusu Pancernego wynika, iż sowieckich dowódców przede wszystkim interesowało, jak najszybsze sforsowanie i utrzymanie przyczółków na Warcie. o ile któryś punkt lub miejscowość były szczególnie zawzięcie bronione, jednostki pancerne i zmotoryzowane okrążały je, pozostawiając zadanie ich zdobycia formacjom piechoty.
23 stycznia 1945 r. wspomniana jednostka raportowała:
SYTUACJA: Przeciwnik nie przestawał bronić m. KALISZ. Grupa w OPATÓWKU
nie mogła przebić się na KALISZ, do rana została w pełni rozbita i niewielka jej część
wycofała się w kierunku MICHAŁÓW […] 7. Gw. KK [7. Gwardyjski Korpus Kawalerii] do rana podszedł pod m. KALISZ i organizował natarcie. 8. MS Br. [8. Brygada Strzelców Zmotoryzowanych] współdziałając z 7. Gw. KK do rana zaczął natarcie i mimo silnego oporu przeciwnika do 12.00 w pełni zajął m. KALISZ.
Z oficjalnej publikacji z okresu PRL można dowiedzieć się, iż Armia Czerwona zajęła Kalisz 23. stycznia 1945 r. pododdziałami 9. Korpusu Pancernego oraz 7. Gwardyjskiego Korpusu Kawalerii. Podczas gdy mobilne jednostki Armii Czerwonej znalazły się w jego rejonie już wcześniej. W rosyjskojęzycznej literaturze znajduje się informacja, iż miasto zajęli żołnierze z: 222. Dywizji Strzeleckiej (dow. płk Sawczuk Grigorij Pietrowicz), 62. Korpusu Strzeleckiego (dow. gen.-mjr Worobiew Jakow Stepanowicz), 383 Dywizji Strzeleckiej (dow. gen.-mjr Gorbaczew Beniamin Jakowlewicz), 16. Korpusu Strzeleckiego (dow. gen.-mjr Dobrowolski Erofiej Władimirowicz) oraz ze wspomnianego 7. Gwardyjskiego Korpusu Kawalerii, a dokładniej 14. Gwardyjskiej Dywizji Kawalerii (dow. gen.-mjr Kobłow Grigorij Pietrowicz), 15. Gwardyjskiej Dywizji Kawalerii (dow.gen.-mjr Czałenko Iwan Terentejewicz) i 1816. Samodzielnego Pułku Artylerii (dow. ppłk Sieriegin Iwan Nikołajewicz). Z 9. Korpusu Pancernego (dow. gen.-por. Kirylenko Iwan Fiedorowicz) w walkach o miasto wzięła udział 8. Brygada Zmotoryzowana (dow. płk Sziemiakin Michaił Pietrowicz).
Z okazji zajęcia Kalisza, rozkazem Naczelnego Dowództwa Armii Czerwonej, mianem „kaliskich” nazwano 16. Korpus Strzelecki oraz 708. Samodzielny Batalion Łączności (dow. mjr Sienko Nikołaj Iwanowicz). Dzień po zajęciu miasta fakt ten uczczono w Moskwie dwudziestoma salutami armatnimi z 224 dział.
Mnogość wymienianych jednostek wojskowych świadczy o ogromnym rozmachu ofensywy Armii Czerwonej, skutkiem czego przez jedną miejscowość czy powiat przemieszczała się bardzo duża liczba różnych oddziałów. Konstatacja ta pełni istotną rolę z kilku powodów. Po pierwsze bardzo trudno jest jednoznacznie określić, której jednostce należy się palma pierwszeństwa i miano zdobywcy miasta. Wprawdzie w starszej publikacji na temat dziejów Kalisza stwierdzono, iż pierwszą formacją, która wkroczyła do miasta był 708. Samodzielny Batalion Łączności kapitana Mikołaja Iwanowicza Sienki. Po drugie, co będzie istotne dla wniosków zawartych w dalszej części niniejszego tekstu, każda z licznych jednostek miała inne podejście do miejscowej ludności oraz kwestii jej bezpieczeństwa. Nastawienie do Niemców i kolaborantów zasadniczo nie różniło się wśród czerwonoarmistów – schwytanych rozstrzeliwano lub wieszano na publicznych placach. Atmosferę tamtych chwil polski świadek, mieszkaniec Kalisza, opisał w następujący sposób:
„W naszym mieście już w dniach poprzedzających wyzwolenie zapanował popłoch tak wśród ludności niemieckiej, z racji zbliżającego się frontu, jak i wśród ludności polskiej, której to niemieckie oddziały tzw. vokszturmu [autor prawdopodobnie miał na myśli Volksturm, niemiecką formację stanowiącą odpowiednik „pospolitego ruszenia”] groziły „krwawą niedzielą” (…). Na szczęście do tego nie doszło. […] Ruch na drogach trwający już od kilku dni, przybierał na sile. Uciekają w popłochu różni niemieccy osiedleńcy tak zwani Ukrainien, Besarabien, Rumiane czy Baltendeutsche (…), którzy osiedleni na majątkach gospodarstwach czy zakładach pracy, po wysiedlonych Polakach panoszący się tu przez 5-letni okres czasu, teraz zmykają jeden przez drugiego, obładowani zagrabionym dobytkiem i wartościowym sprzętem z tych właśnie domów polskich czy zakładów pracy”.
Tak ten sam obserwator wydarzeń opisuje wkroczenie Armii Czerwonej do miasta 23 stycznia:
„[…] już od rana miasto wymarło. Sklepy zamknięte, spotkać można jedynie pojedyncze osoby, zatrudnione w Ruchu czy transporcie i to za specjalnymi przepustkami. Ludzie przerażeni wybuchami bomb i strzelaniną, schronili się w piwnicach czy schronach, zbudowanych przez nas jeszcze przed wojną. Na ulicach panowała już atmosfera wojny. Zwiastowały ją nie tylko dalekie i detonacje, ale i terkoty strzałów z broni maszynowej czy manualnej, już w samych starciach z patrolami radzieckimi. […] Około godziny 11.00 nadleciały 2 niemieckie samoloty, pokrążyły przez chwilę nad miastem i odleciały. Ale niedługo potem, rozległy się potężne detonacje, jednak nie od wybuchu bomb, ale jak się później okazało od wysadzania mostów […]. Po tym dopiero artyleria otworzyła huraganowy ogień. Wśród tego krzyżującego się ognia artylerii trwającego dobre 2 godziny, skutki były dla miasta fatalne. Strącona została wraz z połową dachu wieża z kościoła św. Józefa. Poważnie uszkodzona wieża kościoła św. Mikołaja i nie mniej wieża na Ratuszu, niezależnie od kompletnego zniszczenia wielu budynków. W kilku punktach miasta wybuchły pożary. […] Poza tym, w walkach o miasto, które co prawda nie trwały zbyt długo zginęło wielu żołnierzy radzieckich, wraz z dowódcą pułku, zniszczeniu uległo 7 czołgów, wiele dział, co świadczy najlepiej o zaciętości walki i desperackiej obronie Niemców, których naturalnie zginęło niewspółmiernie więcej. […] Dopiero o zmroku wojska radzieckie wkroczyły do miasta witani serdecznie przez polską ludność, która opuściła już schrony i gremialnie wyszła na ulice. I teraz strzały w miejsce ustać wzmogły się jeszcze, ale były to już strzały na wiwat, strzały euforii z wyzwolenia. Całą noc nikt z mieszkańców nie zmrużył oka, wiwatując częstując i spacerującym po mieście z żołnierzy radzieckich i polskich z nadeszłych dalszych jednostek.”
Konfrontując powyższe źródło z innymi wspomnieniami, możemy dowiedzieć się, iż mosty wysadzono ok. 8:00. Ponadto czerwonoarmiści wyzwalali miasto nie tylko od Niemców, ale i z pozbawionego opieki mienia. O ile wcześniej cytowana relacja opisuje mniej lub bardziej dokładnie krótkie walki, o tyle zastanawiający jest opis samego wkroczenia Armii Czerwonej do Kalisza. Ta część wzmianki miała przybrać formę zręcznego zakończenia z pozytywnym akcentem, a nie oddania rzeczywistego rysu tamtych wydarzeń. W dzienniku bojowym 62. Korpusu Strzeleckiego znajduje się taki oto wpis:
„222. SD [Dywizja Strzelecka] w nocy z 23 na 24. 1-45 r. dotarła pod m. KALISZ, gdzie została związana walką na północno-wschodnich i wschodnich peryferiach. Miasta bronił przeciwnik siłami do pułku piechoty przy wsparciu czołgów i SU [sił saperskich]. O 2:00 zaatakowano przeciwnika 1 batalionem 757. sp [pułku strzeleckiego] od północy i jednocześnie 1/774 sp. ze wschodu, przedarli się przez brzeg obrony przeciwnika i zaangażowali się w uliczne walki, do rana zajęto miasto. W walkach o miasto KALISZ szczególnie odznaczył się 774. sp, w czasie walk unieszkodliwiono do 300 żołnierzy i oficerów przeciwnika.”
Zważywszy, iż dzień wcześniej zameldowano naczelnemu dowództwu fakt zajęcia Kalisza sytuacja była cokolwiek kłopotliwa. Niemniej w warunkach operacji wiślańsko-odrzańskiej na pewno nie stanowił on wyjątku. Tego samego dnia, gdy w Moskwie oddawano salut na cześć zdobycia miasta, w raporcie dziennym 33. Armii pisano:
„Wojska wchodzące w skład armii w ciągu dnia wypełniły zadania postawione dowódcom, polegające na unieszkodliwieniu oddziałów osłonowych przeciwnika [ariergardy], nie przerywali pościgu za nim w kierunku zachodnim, na lewej flance prowadzili walki z przeciwnikiem nie pozwalając na jego wyjście na szosę Sieradz-Kalisz.”
Biorąc pod uwagę treść wyżej cytowanych źródeł, wydaje się mało prawdopodobne, by żołnierze frontowi mieli czas na dłuższe wiwaty czy spacery ulicami miasta. Bowiem mogli w nim się znajdować niemieccy dywersanci czy strzelcy wyborowi. O niebezpieczeństwie przebywania w Kaliszu przekonał się pułkownik Iwan Borysowicz Dawidienko lub Dowydienko – w dokumentach rosyjskich można spotkać obie formy pisowni tego nazwiska. Według jednego z meldunków (nie podano stopnia wojskowego) zmarł on od ran 28 stycznia 1945 r.13 Natomiast ze spisu poległych, sowieckich oficerów pochowanych na kaliskim cmentarzu wojennym dowiedzieć się można, iż „pułkownik--bohater Dawidienko Iwan Borysowicz (ur. 1910) zmarł 27 stycznia 1945 roku i został złożony w grobie opatrzonym numerem jeden”. (…)
Ze sporządzonego, prawdopodobnie później, spisu imiennego osób pochowanych na kaliskim cmentarzu wynika, iż w pierwszej mogile spoczywa podpułkownik Iwan Borysowicz Dowydienko (ur. 1910) który zmarł 27 stycznia 1945 roku, natomiast obok major Iwan Andriejewicz Żidkow (ur. 1914, zm. 22 stycznia 1945 r.).
na fot. od lewej: pułkownik Iwan Borysowicz Dawidienko (ros. Иван Борисович Давиденко) i major Iwan Andriejewicz Żidkow, (ros. Иван Андреевич Жидков), Bohater ZSRS / źródło: pamyat-naroda.ru

(…) Iwan Borysowicz Dawidienko, ur. 26 listopada 1907 roku w Nowostarodubie (obecnie terytorium Ukrainy), był w 1945 r. zastępcą dowódcy 222. Dywizji Strzeleckiej oraz, iż 28 stycznia 1945 r. zginął w walce kierując szpicą oddziału ścigającego wroga. (…) Spoczywający w mogile obok, major Iwan Andriejewicz Żidkow był dowódcą batalionu zmotoryzowanego, wchodzącego w skład 23. Brygady Pancernej (9. Korpus Pancerny, 33. Armia w składzie 1. Frontu Białoruskiego), zginął w walkach o Kalisz 22 stycznia 1945 r.

(…) Tak opisywano w ówczesnych dokumentach uroczystość przeniesienia z miejsca tymczasowego pochówku zwłok wspomnianego majora Armii Czerwonej:
„Dnia 4 kwietnia b.r. odbył się w Kaliszu uroczysty pogrzeb bohatera Czerwonej Armii, majora Iwana Andriejewa Zytkowa [tak w tekście], ur. w 1914 r. Poległ on przy zdobywaniu naszego nadprosniańskiego grodu dnia 22.1.1945 r. Zwłoki bohatera przeniesione zostały z miejsca tymczasowego pochowania i pogrzebane w pięknie położonym parku przy teatrze miejskim. Zmarły spoczął obok swych współtowarzyszy, którzy krwią swoją zrosili ziemię polską. Na pogrzeb przybyli reprezentanci całego społeczeństwa. Jako przedstawiciel Armii Czerwonej przybył zastępca Komendanta Wojennego major Osmołowski, ponadto przedstawiciele miasta ob. ob. v-prezydenci Hepert i Błaszczyński oraz partie PPR, PPS, organizacje Straży Pożarnej, Kompania Honorowa Milicji Obywatelskiej, delegaci Pow. Urzędu Informacji i Propagandy i liczne rzesze społeczeństwa kaliskiego. Na pogrzebie przemawiali: zastępca Komendanta Wojennego maj. Osmołowski, ob. Różański (PPR), ob. Ordoczyński (PPS) i lej. Walek (Armia Czerwona). W czasie pogrzebu orkiestra odegrała marsz żałobny Szopena. Kompania Milicji Obywatelskiej oddała trzykrotną salwę, chór OMTUR [Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego] odśpiewał pieśń żałobną”.
PO PRZEJŚCIU FRONTU – RZĄDY KOMENDANTA WOJENNEGO
Gdy z wolna odgłosy detonacji i terkotu karabinów maszynowych zaczęły się oddalać w kierunku zachodnim, mieszkańcy Kalisza mogli podjąć się powojennej odbudowy. Warunki, w jakich przyszło organizować nowe realia były bardzo specyficzne. W miastach zajętych przez Armię Czerwoną „w celu utrzymania należytego porządku w strefie działań wojennych i na wyzwolonych terenach Polski” natychmiast powoływano komendantów wojennych. Od momentu wypędzenia wojsk niemieckich nie było też wątpliwości, kto realnie sprawuje władzę w mieście czy powiecie. O 17:30 25 stycznia 1945 r. w jednym z prywatnych domów odbyło się spotkanie Komitetu Ludowego, na którym wyłoniono władze Kalisza. Prezydentem został dr Bronisław Koszutski, a jego zastępcami Józef Hepert i Jan Maciejewski. Komendantem miejskim wyznaczono Ignacego Rataja.
(…) Analiza dostępnych materiałów archiwalnych nie dostarcza wielu informacji na temat obsady kaliskiej komendantury wojennej. Z dokumentów wynika, iż na jej czele stał podpułkownik. Pod nielicznymi zachowanymi pismami zachował się jego niezbyt czytelny podpis – gw. (gwardii) podpułkownik Szmigiel. Zakładając, iż prawidłowo udało się nazwisko to odczytać, podpis pasuje do Iwana Ewtichiewicza Szmigla (ros. Иван Евтихиевич Шмигель).
(…) Komendant miasta nie pozostawił po sobie zarządzeń czy odezw. Na tej podstawie można wnioskować, iż choć sprawował władzę realną, swoje polecenia wcielał w życie przy wsparciu lokalnych dygnitarzy. Nie ulega wątpliwości, iż dowodzący komendanturą i jego zastępca interesowali się bieżącymi sprawami miasta już od pierwszych dni funkcjonowania kaliskiego magistratu. Na zebraniu wyborczym do Miejskiej Rady Narodowej, a zatem na pierwszym oficjalnym zebraniu, głos zabrał zastępca prominenta mjr Osmołowski, który […] w swym przemówieniu omówił sprawę współpracy między rządem sowieckim a rządem polskim. W ostrych słowach zaatakował naszą reakcję zza morza [autor protokołu miał na myśli Rząd RP na uchodźctwie] i podał, iż Armia Czerwona na nasze tereny przyszła jako oswobodziciele, a na tereny niemieckie jako mściciele za krzywdy, jakie wyrządzili zbiry hitlerowskie. Biorąc pod uwagę, jak wiele innych ważnych problemów należało rozwiązać (zapewnienie mieszkańcom opału, aprowizacji, przywrócenie działania zakładów pracy itd.) wydaje się zastanawiające, dlaczego major Armii Czerwonej, na spotkaniu z polskimi samorządowcami, poruszył akurat ten temat. Nieco więcej światła na jego zachowanie rzuca treść ulotki potajemnie kolportowanej na terenie miasta, a przechwyconej przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego:
RODACY
Jaka jest różnica pomiędzy trzema królami a generałami rosyjskimi?
Trzej królowie przyszli ze wschodu i generałowie rosyjscy przyszli ze wschodu.
Trzech królów prowadziła gwiazda i generałów rosyjskich prowadziła gwiazda.
Trzej królowie przyszli do żłobu, oddali pokłon i odeszli, a generałowie rosyjscy przyszli do żłobu i nie chcą odejść,
bo im tu dobrze.
Przyszli do żłobu i nie chcą odejść!
Zabrali ziemię za Bugiem i jeszcze im mało, a teraz jest Polska za mała i będzie trzeba zrobić 17 republikę. Polacy! Nie możemy dopuścić do tego. Brońmy się całymi siłami, musimy wyrzucić go [w domyśle Armię Czerwoną] sami. Bo jak my sami go nie wyrzucimy, nam nikt nie pomoże. Będziemy mieli w kraju głód i nędze. Tak samo jak zrobili nam Katyń, tyle oficerów polskich zginęło z rąk tych bestialskich barbarzyńców. Tak samo niedługo zrobią drugi Katyń!
Rodacy brońmy się!!!
Niech żyje Rzeczpospolita Polska!!!!
(…)
źródło: ejournals.eu
Poniżej zdjęcia oryginalnych podziękowań na podstawie rozkazu Józefa Stalina dla żołnierzy bioracych udział w wyzwalaniu Kalisza spod okupacji niemieckiej III Rzeczy (dokumenty wystawiono na aukcji internetowej serwisu Ebay):


CMENTARZ
Nadal nierozwiązana pozostaje kwestia Cmentarza Żołnierzy Radzieckich w Kaliszu. Sama nekropolia - zbudowana prawdopodobnie z marmurowych elementów tzw. Nowej Kancelarii III Rzeszy w Berlinie - doświadcza nieustannych aktów wandalizmu, co świadczy o niegasnących napięciach społecznych w tym zakresie. Jedni bezwarunkowo żądają zlikwidowany cmentarza i przeniesienia spoczywających tam żołnierzy na Cmentarz Żołnierski na Majkowie lub na inną zbiorową nekropolię wojenną w większym mieście. Są jednak w debacie publicznej równie głośne apele o kierowanie się wartościami chrześcijańskimi oraz humanitaryzmem i pozostawienie miejsca, mogił i spoczywających tam wojaków w spokoju. Bo nic już nie zmieni historii i losów ludzi w nią zaplątanych. Nie zawsze z własnej woli.





P.S.
I nic nigdy nie wytłumaczy właścicieli psów podsikujących te wojenne mogiły na "niedzielnym spacerku". Niezależnie od tego czy bardziej nienawidzą Rosjan, Żydów, Niemców czy Ukraińców...
Autor:









