Władysław Kosiniak-Kamysz – wicepremier i minister obrony narodowej – powiedział dokładnie coś takiego.
W poniedziałek 6 lipca 2026 r. podczas konferencji prasowej MON Kosiniak-Kamysz przedstawiał skalę polskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy w latach 2022–2026. Dziennikarz zadał pytanie wprost:
„Co w zamian za te rakiety dostaliśmy od Ukrainy? Zyskamy coś?”
Kosiniak-Kamysz odpowiedział:
„Zyskamy wdzięczność naszych sojuszników i gotowość ich do udzielenia jeszcze większej pomocy.”
Chodzi o przekazanie Ukrainie pocisków PAC-3 do systemów Patriot (najnowocześniejszych rakiet przechwytujących, zdolnych m.in. do zwalczania pocisków balistycznych). Polska należy do małej grupy państw NATO używających wersji PAC-3.
Decyzję podjęto na wniosek NATO (sekretarz generalny) i dowództwa amerykańskiego w Europie. Rząd twierdzi, iż liczba przekazanych pocisków „stanowi margines naszych zdolności” i nie osłabia polskiej obrony powietrznej
Całkowita wartość polskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy od 2022 r. to według MON ok. 16,45 mld zł (z tego ok. 14,9 mld zł w latach 2022–2023, głównie za rządów PiS, i ok. 1,55 mld zł od 2024 r.).
Polska oddaje deficytowe, bardzo drogie i trudno dostępne pociski, których sama potrzebuje do obrony własnego nieba.
W zamian dostaje tylko „wdzięczność” — czyli nic konkretnego ani pieniędzy, ani technologii dronowej, ani ustępstw w sprawach historycznych, np. gloryfikacji UPA.
Decyzja zapadła w sposób mało transparentny.
Ukraina już wcześniej publicznie podziękowała Polsce za te pociski – m.in. minister obrony Ukrainy Mychajło Fiodorow na spotkaniu w Ramstein w kwietniu 2026.
Krytycy pytają wprost: po co oddawać coś tak cennego za puste podziękowania, zwłaszcza gdy Ukraina w innych obszarach (historia, Wołyń, polityka wewnętrzna) nie zawsze wykazuje „wdzięczność”?







