„Krwawy piątek”, czyli obnażony stan szkolnego systemu bezpieczeństwa

instytutsprawobywatelskich.pl 17 godzin temu

„Proszę Pana, w związku z ostatnimi wydarzeniami zaistniałymi w Polsce, które zaszły w Wyszkowie (i nie tylko) wszyscy w klasie jesteśmy zgodni, iż realizacja jutrzejszych zajęć lekcyjnych byłaby bardzo ryzykowna. Dodatkowo pojawiają się wszędzie informacje o tzw. krwawym piątku i z tego co mi wiadomo raczej klasa nie chciałaby się jutro na lekcjach w nieprzyjemny sposób dowiedzieć, co to znaczy. Zdecydowana większość boi się dniu jutrzejszym wybrać do szkoły, gdyż choćby nie mamy pewności czy wrócimy do domu, a jak wiemy każdy z nas dojeżdża inaczej i w trakcie drogi może napotkać WIELU ludzi. Jako przewodnicząca klasy zwracam się z prośbą o napisanie do rodziców i odwołanie lekcji lub chociaż usprawiedliwienie nieobecności”.

Dokładanie taka wiadomość dotarła w piątek do znanego mi nauczyciela, a szybka ankieta potwierdziła, iż podobne wiadomości dostali również inni. I pierwsza myśl była taka, iż oto wynaleziono nowe narzędzie do zgłaszania fikcyjnej bomby przed maturami. Po co dzwonić anonimowo i ryzykować, iż ktoś Cię namierzy, skoro można oficjalnie i na „legalu” nakręcić histerię w szkołach?

Spisek?

Nasze mózgi są tak skonstruowane, by dostrzegać wzory.

Internetowi komentatorzy przywołują Blue While Challange. Niebieskiego Wieloryba wymyślono ponad dekadę temu w Rosji. Było to internetowe wyzwanie, które narobiło dużo medialnego szumu. Celem gry było ukończenie pięćdziesięciu zadań, które były wyznaczane przez tzw. opiekuna. Zadania te w ostateczności miały prowadzić do samobójstwa i choć bezpośrednia liczba ofiar nie jest znana, to o grze usłyszano na całym świecie. Jeden z administratorów Wieloryba był skazany później na kolonię karną za nakłanianie do samobójstwa.

Ludzie i instytucje manipulujący młodzieżą na dużą skalę istnieją i nauczyli się tego dużo wcześniej niż dziesięć lat temu.

Za czasów III Rzeszy istniały nazistowskie organizacje młodzieżowe jak chłopięca Hitlerjugend (HJ) i żeńska Bund Deutscher Mädel (BDM), które służyły indoktrynacji i podporządkowaniu młodych ludzi ideologii państwa. Nie chodzi oczywiście o zrównywanie dzisiejszych internetowych zjawisk z nazizmem, ale o przypomnienie, iż mechanizmy wpływu, presji grupowej i kształtowania zachowań nie są żadnym wynalazkiem ery TikToka.

Można zresztą sięgnąć do jeszcze odleglejszych czasów i nawiązać do wojen opiumowych, które były oparte na wykorzystaniu ludzkich słabości i uzależnień (a tak powinniśmy traktować social media).

Algorytm, władza i lobbing. Co ma zmienić Akt o Sprawiedliwości Cyfrowej? Justyna Łobodzińska

„Szeroko zakrojone działania”

W szkołach doszło do niekontrolowanego aktu przemocy i nie bagatelizujmy tego, co się stało.

Rząd uruchomił „szeroko zakrojone działania”, a policja zwiększyła liczbę patroli i rozpoczęła kontrole placówek. Służby monitorowały również internet i weryfikowały zgłoszenia dotyczące możliwych kolejnych ataków. Incydenty stały się podłożem do działań mających wzmocnić obraz rządu, ale warto się zastanowić, czy zmienią obraz bezpieczeństwa w szkolnej edukacji?

Ostro i bez znieczulenia

– tak działamy od 2020 roku. Dziennikarstwo, które nie jest obojętne. Tygodnik Spraw Obywatelskich nagłaśnia nadużycia, edukuje i daje narzędzia do realnej, obywatelskiej zmiany.

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Procedury już są rozbudowane i do szkół praktycznie wejść się nie da. Rodzice wchodzą tam wyłącznie na zebrania, wejścia do budynku pilnuje pracownik ochrony, drzwi otwierane są dopiero po naciśnięciu specjalnego przycisku, a petent wchodzący poza wyznaczonym czasem musi wpisać się do specjalnego zeszytu. Każdy jego późniejszy krok (na ogół do sekretariatu) odbywa się pod okiem kamer.

Czy kolejnym krokiem ma być absurdalne oczekiwanie, iż nauczyciel stanie się żołnierzem?

Będzie nie tylko pedagogiem, wychowawcą, mediatorem i specjalistą od coraz większej liczby problemów, ale także osobą gotową fizycznie obezwładnić napastnika? To najbardziej przeładowana szkoleniami kadra zawodowa, gdzie każdy przeszedł szkolenie BHP (wstępne i okresowe) i szkolenie pierwszej pomocy, szkolenie z zakresu standardów ochrony małoletnich, RODO, ochrony przeciwpożarowej oraz kilka szkoleń o pracy z dziećmi o zróżnicowanych potrzebach. Zresztą, jeżeli w każdej szkole będzie dwóch policjantów, to czy młodzież będzie się czuła bezpieczniej?

Wzmocnienie poczucia przynależności

Może więc rozwiązań należy szukać nie tylko w zabezpieczeniach technicznych i procedurach, ale również w budowaniu relacji między uczniami?

Wzmocnienie poczucia przynależności, wzajemna uważność, gotowość do reagowania na krzywdę byłyby pozytywnymi elementami budowania kultury bezpieczeństwa. Przynależność zmniejsza ryzyko pozostawania poza grupą, relacje ułatwiają zauważenie niepokojących sygnałów, zaufanie daje przestrzeń do rozmowy, a wspólnota może utrudniać normalizowanie agresji. Trudno o prawdziwsze stwierdzenia.

Nie oznacza to jednak, iż zintegrowana klasa jest odporna na przemoc albo iż każdy sprawca przemocy jest osobą wykluczoną. Takie uproszczenie byłoby równie niebezpieczne jak przekonanie, iż wystarczy zamontować więcej kamer, by problem zniknął. Relacje nie zastąpią procedur, a procedury nie zastąpią relacji. Jedno i drugie jest potrzebne.

Pytanie brzmi: czy do już przeładowanych programów nauczania powinniśmy wprowadzać kolejne przedmioty? Kto miałby uczyć młodych ludzi kompetencji społecznych, rozpoznawania manipulacji, reagowania na przemoc i rozwiązywania konfliktów? Nauczyciel przedmiotu, wychowawca, pedagog, psycholog, a może zewnętrzny edukator? I czy naprawdę potrzebujemy kolejnej godziny w planie lekcji, czy raczej zmiany sposobu, w jaki funkcjonuje szkolna społeczność?

Pamiętajmy też, żeby nie mylić integracji z przymusem sympatii.

Uczniowie nie muszą się uwielbiać ani mieć identycznych poglądów. Powinni jednak wiedzieć, iż różnica zdań nie daje prawa do upokarzania drugiej osoby, a krzywda kolegi czy koleżanki nie jest wyłącznie ich prywatną sprawą.

W ten sposób wchodzimy na grząski grunt tolerancji, który jest naszym narodowym deficytem.

Co robią najlepsi?

Możemy podejrzeć jakie są rozwiązania w krajach skandynawskich. Nie dlatego, iż szkoły w Szwecji, Norwegii, Danii czy Finlandii są wolne od przemocy – nie są – ale to cały czas edukacyjny wzór, do którego wszyscy dążą. Dlatego, iż w części tych systemów duży nacisk kładzie się na dobrostan uczniów, przeciwdziałanie wykluczeniu oraz wczesne reagowanie na problemy.

Finowie mają KiVa, słynny na całym świecie program przeciwdziałania przemocy rówieśniczej. Jeden z najskuteczniejszych systemów obrony dzieci przed nękaniem i bullyingiem. To co jest w nim przełomowe to zmiana perspektywy problemu:

konflikt nigdy nie dotyczy tylko dwóch czy trzech osób bezpośrednio uwikłanych w konflikt. Zatarg obejmuje całą społeczność, która próbowała problem normalizować.

Szwecja nałożyła na szkoły obowiązek przeciwdziałania dyskryminacji i krzywdzeniu uczniów, a Norwegia kładzie nacisk na prawo uczniów do bezpiecznego środowiska szkolnego oraz obowiązek reagowania, gdy ten warunek nie jest spełniony. W żadnym z tych przypadków nie jest to dodatkowy przedmiot, ale codzienne praktyki i dostęp do wsparcia.

Czy Skandynawowie zakładają, iż klasa musi stanowić jedność? Nie w znaczeniu jednomyślności, identycznych zainteresowań czy przyjaźni między wszystkimi uczniami. Powinna jednak tworzyć wspólnotę, w której nie ma przyzwolenia na krzywdzenie innych, a uczniowie mają poczucie, iż w sytuacji zagrożenia mogą zwrócić się do dorosłego i zostaną potraktowani poważnie.

Nie wiemy. NIC nie wiemy

Nie wiemy, co się stało i nie wiemy, jak do tego doszło. Nie wiemy, które lęki młodzieży wynikają z rzeczywistego zagrożenia, które zostały spotęgowane przez obieg informacji, a które mogły zostać celowo wykorzystane.

Nie mamy podstaw, by z góry uznać, iż uczniowie są manipulowani, ale nie powinniśmy też wykluczać takiej możliwości. jeżeli założymy, iż pewna manipulacja wystąpiła, to nie wiemy, które zachowania były moderowane, a które pojawiły się pod wpływem innych czynników bądź zaburzeń.

Żaden psycholog nie jest w stanie wejść do czyjejś głowy, by określić, co było przyczyną określonego zachowania. To, iż młodzi ludzie przekazują sobie niepokojące informacje, nie dowodzi jeszcze istnienia zorganizowanej operacji. Z kolei brak dowodów na taką operację nie oznacza, iż można zignorować ryzyko manipulacji.

Nie wiemy również, które zachowania były wynikiem świadomego podsycania napięcia, które pojawiły się pod wpływem presji grupowej, a które mogą mieć inne, indywidualne przyczyny.

Właśnie dlatego potrzebujemy spokojnego wyjaśnienia zdarzeń, a nie zbiorowego oskarżania młodzieży o panikę czy bezrefleksyjne uleganie wpływom.

Rzeczywiste zdarzenia, niepotwierdzone pogłoski, emocjonalne reakcje na wiadomości oraz ewentualne działania osób, które świadomie podsycają strach, mogą się na siebie nakładać, ale nie są tym samym.

Najważniejsze pytanie brzmi: „co dalej?”.

Nie da się zbudować odporności młodych ludzi jednym szkoleniem ani jedną pogadanką. Potrzebna jest edukacja medialna, rozwijanie kompetencji społecznych, sprawne procedury reagowania i realny dostęp do pomocy. Potrzebne jest także zaufanie – nie naiwna wiara, iż nic złego się nie wydarzy.

Idź do oryginalnego materiału