Nauczycielka z szkoły w Kielnie na Kaszubach złożyła odwołanie od zawieszenia w obowiązkach po incydencie z 15 grudnia 2025 roku. W jej sprawie prowadzi śledztwo Prokuratura Rejonowa w Wejherowie – chodzi o podejrzenie obrazy uczuć religijnych uczniów poprzez publiczne znieważenie przedmiotu kultu religijnego.
Sprawa dotyczy zdarzenia podczas lekcji z dziewięcioosobową grupą klasy siódmej. Jak przekazała nauczycielka w rozmowie z Polską Agencją Prasową (PAP), uczniowie zawiesili nad klatką chomika krzyżopodobną zawieszkę. "Poprosiłam, żeby ją zdjęli. Oni powiedzieli, iż nie zdejmą. A więc zdjęłam to i wyrzuciłam", wyjaśniła.
Nauczycielka, która pracuje w szkole od jedenastu lat, podkreśliła, iż nigdy wcześniej nie znalazła się w takiej sytuacji. "To moja jedyna motywacja, żeby wrócić, bo ktoś na mnie czeka", powiedziała, odnosząc się do uczniów oczekujących na jej powrót.
Śledztwo prokuratury
Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie podejrzenia obrazy uczuć religijnych. Zawiadomienia złożyli wójt gminy Szemud oraz dyrektorka szkoły. Prokuratura przesłuchała ją w charakterze świadka. Jak poinformował PAP prok. Mariusz Duszyński, śledztwo dotyczy znieważenia krzyża poprzez wyrzucenie go do kosza.
Wersja nauczycielki
Nauczycielka kategorycznie zaprzecza, by przedmiot był obiektem religijnym. "Młodsza siostra uczennicy z mojej grupy była przebrana za straszydło, coś a'la śmierć czy zakonnica śmierci na Halloween. Mamy zdjęcia z zabawy halloweenowej. Dziewczynka miała tę zawieszkę – to słabej jakości plastik musztardowego koloru, pusty w środku", wyjaśniła.
Trudno powiedzieć, dlaczego dzieci powiesiły ten przedmiot na ścianie. "[...] Prawdopodobnie miała to być jakaś forma zabawy, żartu uczniowskiego", oceniła.
Według nauczycielki plotka o sprawie ruszyła podczas wieczornych rekolekcji w kościele. Ani ona, ani wychowawczyni grupy nie otrzymały od rodziców trzynastolatków żadnych próśb o wyjaśnienie sytuacji.
Medialna burza i konsekwencje
Nauczycielka krytykuje sposób, w jaki media przedstawiają sprawę. "Media ciągle pokazują jedną rodzinę i jednego chłopca, a ja go w ogóle nie uczę. Dzieci, z którymi fotografowała się posłanka PiS, są przypadkowe. Ja ich w ogóle nie uczę. Uczniowie z mojej grupy nie występują w mediach", powiedziała. Dodała, iż stała się celem internetowej nienawości – jej dane osobowe i zdjęcie trafiły do sieci.
Całą sytuację określiła jako "burzę w szklance wody, która rzutuje na całą szkołę i miejscowość". Nauczycielka podkreśliła, iż oficjalnie nie otrzymała żadnych informacji o sprawie. "Oficjalnie nic do mnie nie dotarło. Tylko nagle strajk, pikiety [...]", zaznaczyła.
Uwaga: Ten artykuł został stworzony przy użyciu Sztucznej Inteligencji (AI).







